Nie-Boska komedia (Zygmunt Krasiński) - Akt IV strona nr 2

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Nie-Boska komedia - Zygmunt Krasiński / Akt IV

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


poprzednia strona

raknie przed czasem.

Hrabia
Przed jakim czasem?

Mąż
Przed śmiercią.

Baron
Odprowadza go w inszą stronę.
Hrabio, podobno widziałeś się z tym okropnym człowiekiem? - Będzież on miał litości choć trochę nad nami, kiedy się dostaniem w ręce jego?

Mąż
Zaprawdę ci mówię, że o takiej litości żaden z ojców twoich nie słyszał - zowie się szubienica.

Baron
Trza się bronić jak można.

Mąż
Co Książę mówi?

Książę
Parę słów na boku.
Odchodzi z nim.
To wszystko dobre dla gminu, ale między nami oczywistym jest, że się oprzeć nie zdołamy.

Mąż
Cóż więc pozostaje?

Książę
Obrano cię wodzem, a zatem do ciebie należy rozpocząć układy.

Mąż
Ciszej - ciszej!

Książę
Dlaczego?

Mąż
Boś, Mości Książę. już na śmierć zasłużył.
Odwraca się do tłumu
Kto wspomni o poddaniu się, ten śmiercią karanym będzie.

Baron, Hrabia, Książę
razem
Kto wspomni o poddaniu się, ten śmiercią karanym będzie.

Wszyscy
Śmiercią - śmiercią - vivat!
Wychodzą.

Krużganek na szczycie wieży. - M q ż - J a k u b.

Mąż
Gdzie syn mój?

Jakub
W wieży północnej usiadł na progu starego więzienia i śpiewa proroctwa.

Mąż
Najmocniej osadź basztę Eleonory - sam nie ruszaj się stamtąd i co kilka minut patrzaj lunetą na obóz buntowników.

Jakub
Warto by, tak mi Panie Boże dopomóż, dla zachęty rozdać naszym po szklance wódki.

Mąż
Jeśli potrzeba, każ otworzyć nawet piwniee naszych hrabiów i książąt.

J a k u b wychodzi. Mąż wchodzi kilkoma schodami wyżej, pod sam sztandar, na płaski taras.

Całym wzrokiem oczu moich, całą nienawiścią serca obejmuję was, wrogi. - Teraz już nie marnym głosem, nie mdłym natchnieniem będę walczył z wami, ale żelazem i ludźmi, którzy mnie się poddali.
Jakże tu dobrze być panem, być władzą - choćby z łoża śmierci spoglądać na cudze wole, skupione naokoło siebie, i na was, przeciwników moich, zanurzonych w przepaści, krzyczących z jej głębi ku mnie, jak potępieni wołają ku niebu.
Dni kilka jeszcze, a może mnie i tych wszystkich nędzarzy, co zapomnieli o wielkich ojcach swoich, nie będzie - ale bądź co bądź - dni kilka jeszcze pozostało - użyję ich rozkoszy mej kwoli - panować będę - walczyć będę - żyć będę.- To moja pieśń ostatnia!
Nad skałami zachodzi słońce w długiej, czarnej trumnie z wyziewów. - Krew promienista zewsząd leje się na dolinę.- Znaki wieszcze zgonu mojego, pozdrawiam was szczerszym, otwartszym sercem, niż kiedykolwiek wprzódy witałem obietnice wesela, ułudy, miłości.
Bo nie podłą pracą, nie podstępem, nie przemysłem doszedłem końca życzeń moich - ale nagle,. znienacka, tak, jakom marzył zawżdy.
I teraz tu stoję na pograniczach snu wiecznego wodzem tych wszystkich, co mi wczoraj jeszcze równymi byli.

Komnata w zamku oświecona pochodniami - O r c i o siedzi na łożu - Mąż wchodzi i składa broń na stole.

Mąż
Sto ludzi zostawić na szańcach - reszta niech odpocznie po tak długiej bitwie.

Głos za drzwiami
Tak mi, Panie Boże, dopomóż!.

Mąż
Zapewne słyszałeś wystrzały, odgłosy naszej wycieczki - ale bądź dobrej myśli, dziecię moje, nie przepadniemy jeszcze ni dzisiaj, ni jutro.

Orcio
Słyszałem, ale to nie tknęło mi serca - huk przeleciał i nie ma go więcej - co innego w dreszcz mnie wprawia, Ojcze.

Mąż
Lękałeś się o mnie?

Orcio
Nie - bo wiem, że twoja godzina nie nadeszła jeszcze.

Mąż
Sami jesteśmy - ciężar spadł mi z duszy na dzisiaj - bo tam w dolinie leżą ciała pobitych wrogów. - Opowiedz mi wszystkie myśli twoje - będę ich słuchał jak dawniej w domu naszym.

Orcio
Za mną, za mną, Ojcze - tam straszny sąd co noc się powtarza.
Idzie ku drzwiom skrytym w murze i otwiera je.

Mąż
Gdzie idziesz? - Kto ci pokazał to przejście? - Tam lochy wiecznie ciemne, tam gniją dawnych ofiar kości.

Orcio
Gdzie oko twoje, zwyczajne słońcu,

następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP