Monachomachia (Ignacy Krasicki) - Pieśń pierwsza strona nr 2
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Monachomachia - Ignacy Krasicki / Pieśń pierwsza
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
poprzednia strona
ełny kubek nalał.
Już się dobywał na perorę nową Doktor, gdy postrzegł likwor przeźroczysty. Wódka to była, co ją zwą kminkową, Przy niej toruński piernik pozłocisty, Sucharki masą oblane cukrową, Dar przeoryszy niegdyś uroczysty. Zachęca przeor, w urzędzie chwalebny: "Racz się posilić, ojcze przewielebny!"
O rzadki darze przedziwnej wymowy, Któż ci się oprzeć, któż sprzeciwić zdoła? Tak łagodnymi zniewolony słowy, Wziął doktor kubek w pocie swego czoła, Łyknął dla zdrowia posiłek gotowy; Lecz żeby jeszcze myśl przyszła wesoła, W świętym orszaku, w gronie miłych dzieci Raczył się napić raz drugi i trzeci.
Jako po smutnej chwili, która mroczy, W pierwszym świtaniu rumienią się zorze, Uwiędłe ziółka wdzięczna rosa moczy I rzeźwi kwiatki w tak przyjemnej porze, Wyiskrzyły się przewielebne oczy Po słodko-dzielnym wódczanym likworze. Odkrząknął żwawo, niby się uśmiechnął, Przymrużył oczy, nadął się i kichnął.
Na takie hasło ojcowie, co rzędem Według godności i starszeństwa stali, Najprzyzwoitszym poruszeni względem, "Wiwat!" chórowym tonem zawołali. Ojciec Honorat, najbliższy urzędem, Którego bracia wielce szanowali, Niegdyś promotor sławny różańcowy, Tymi najpierwszy aplaudował słowy:
"Pisze Chryzyppus o Alfonsie krolu, Kiedy prowadził wojnę z Baktryjany, Iż wpośród bitwy na licejskim polu Od wojska swego będąc odbieżany, Stanął, a wody czerpnąwszy z Paktolu, Tak się orzeźwił, iż zgnębił pogany. Stąd poszło lemma na marmurze ryte >>Pereat umbra!<< Lemma znamienite.
Wiem, bom to czytał w uczonym Tostacie, Po ciemnej nocy że jasny dzień wschodzi. Na godnym kiedy cnota majestacie Siędzie, o szczęściu wątpić się nie godzi. Czegoż się, mili bracia, obawiacie? Z nami jest ojciec doktor i dobrodziéj. Dał szczęsne hasło, orzeźwił swym wzrokiem; Cieszmy się pewnym Fortuny wyrokiem".
Skończył; natychmiast, skosztowawszy trunku, Ojciec Gaudenty z rzędu się wytoczył, A znieść nie mogąc srogiego frasunku, Na pół drzemiące oczy łzami zmoczył, Rzekł: "Okoliczność złego jest gatunku, Nie chcę ja, żebym podchlebstwem wykroczył; Rozruch dzisiejszy smutne wieści głosi; Wiem ja, ojcowie, na co się zanosi.
Zazdrość od wieków na nas się oburza. Zgnębić niewinnych pragnie w tych krainach. Już jad z pokątnych kryjówek wynurza, Chce się sadowić na naszych ruinach. Od gór Karmelu niebo się zachmurza. Równa zajadłość w Augustyna synach; I tym, co z cicha działają, nie wierzmy: Pókiśmy w siłach, na wszystkich uderzmy".
Ojciec Pankracy, Nestor różańcowy, Co trzykroć braci i siostry odnowił, Nim puścił strumień łagodnej wymowy, Najprzód starszyznę i braci pozdrowił: Słodkimi serca zniewalając słowy, Miękczył umysły a nadzieje wznowił. "Wierzcie - rzekł - bracia, zgrzybiałej siwiźnie: Rzadko się płochość z ust starych wyśliźnie.
Od tylu czasów siedząc na urzędzie, Znam, co są ludzie, wiem, co są zakony. Wkrada się zazdrość, wkrada niechęć wszędzie; I święty kaptur, chociaż uwielbiony, Nigdy tak mocnym, tak dzielnym nie będzie, Żeby człek pod nim był ubezpieczony. Choć w zacność, mądrość każdy z was zamożny, Niech będzie czuły , niech będzie ostrożny.
O mili bracia, gdybyście wiedzieli, Jakie to były niegdyś wasze przodki! Inaczej wtenczas niż teraz myśleli, Insze sposoby były, insze środki. Lepiej się działo, byliśmy weseli; Teraz, nieczułe i gnuśne wyrodki, Albo zbyt trwożni, albo zbyt zuchwali, Nie ważym rzeczy na roztropnej szali.
Moja więc rada: wyzwać na dysputę Tych, co się nad nas gwałtownie wynoszą. Niech znają bronie jeszcze nie zepsute, Niechaj litości, zwyciężeni, proszą; A za najsroższą hardości pokutę Niech oni sami nasze laury głoszą. Wyjdziemy sławni z niesłusznej potwarzy, Zgnębim potwarców... tak robili s
następna strona
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
|