Kordian (Juliusz Słowacki) - Akt I strona nr 2
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Kordian - Juliusz Słowacki / Akt I
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
poprzednia strona
na Trzódko moja, bądź spokojna, Co ma wisieć, nie utonie".
Mały Janek gdzie się chował Przez rok cały, zgadnąć trudno. Wsiadł na okręt i żeglował, I na jakąś wyspę ludną Przypłynąwszy - wylądował... Owdzie król przechodził drogą. Jaś pokłonił się królowi I dworzanom, i ludowi; A kłaniając szastał nogą Tak układnie, że król stary Włożył na nos okulary. I wnet tymże samym torem Dwór za królem, lud za dworem Powkładali szkła na oczy... Owoż król ten posiadł sławę, Jakoby miał wzrok proroczy; I choć stracił oko prawe, Tak kunsztownie lewym władał, Że człowieka zaraz zbadał, Na co mierzy, na co zdatny: Czy zeń ma być rządca kraju, Czy podstoli, czy też szatny... Lecz tą razą, wbrew zwyczaju, Król pan oczom nie dowierza: Czy żak Janek na tancerza? Czy na rządcę dobry kraju? Więc zapytał: "Mój kochanku,. Jak masz imię?" "Janek". "Janku, Coż ty umiesz?" "Psóm szyć buty" "A czy dobrze?" "Oj tatulu! Czyli raczej, panie królu! Jak szacuję, ręczyć mogę, Że but każdy ostro kuty I na jedną zrobię nogę, Czyli raczej na łap dwoje... To na zimę. - Z letnich czasów But o jednym szwie wystroję Na opłatku bez obcasów; A robota takiej wiary, Że psy puszczaj na moczary, Suchą nogą przejdą stawy". "Masz więc służbę, złotem płacę"- Rzekł do Janka pan łaskawy I za sobą wiódł w pałace. A gdy dzień zaświtał czwarty, Szły na łowy w butach charty; A szewc chartów w aksamicie Przy królewskiej jechał świcie; Złoty order miał na szyi, W trzy dni został szambelanem, W sześć dni rządcą prowincyji, W dni dwanaście został panem. Starą matkę wziął z chałupy, Król frejliną ją mianował. A plebana pożałował W biskupy...
KORDIAN Cha! Cha! cha! przednia powieść.
GRZEGORZ A widzi pan, widzi, Jak zabawiłem gadką... Niech się pan nie wstydzi, W tej powieści moralna kryje się nauka.
KORDIAN Jaka? pawiedz mi, stary.
GRZEGORZ A któż jej wyszuka? Dość, że jest sens, powiadam.
KORDIAN Wierzę.
GRZEGORZ Trzeba wiary. Bo widzi panicz, kiedy gada sługa stary, To w słowach dziecku dawać nie będzie trucizny. Błąkałem się ja długo z dala od ojczyzny. I tak mi było ciężko od tęsknego żalu, Że żołnierze ciesali kołki na wąsalu; Odcinając się szablą, nie brałem pociechy, Bo żadnych kłosów ludziom nie wysieją śmiechy, A smutek niby mądra książka w sercu żyje I mówi wiele rzeczy, i człowiek nie gnije Jak muchomór pod sosną, lecz zbiera po szczypcie Przestrogę do przestrogi... Byłem ja w Egipcie! Ponoś no o tej walce nie mówiłem panu? Czy wolno?
KORDIAN Mów! mów, stary.
GRZEGORZ kręcąc wąsa Daj go tam szatanu Kaprala... tęgi człowiek!... Wywiódł wojsko w pole, Nie w pole, w piaski raczej; równo jak po stole, Otwarto na wsze strony, kędyś wzrok obrócił, Oko biegnąc po piaskach Boga szuka w niebie. Wódz szyki w pięć kwadratów sprawił ku potrzebie I niby pięć gwiazd jasnych na pustynie rzucił. Mnie, świecącemu w jednej, widać było cztery. Przed walką, przypominam, śmiech nas ruszył szczery; Bo trzeba panu wiedzieć: na wojska ogonie Snuły się z bagażami osły... przy bagażach Przywlekli się z Francyji w bagnetów zachronie Mędrkowie, co to baśnie piszą w kalendarzach. Gardziliśmy jak Niemcem tą chmurą komorów, Tą psiarnią, co jak truflów wietrzyła kamieni; Więc gdy do walki wiele stanęło pozorów, Zawołaliśmy głośno: "Osły i uczeni! Chowajcie się w kwadraty! dalej za pas nogi!" Dalibóg, korzystali z łagodnej przestrogi. Przyznam się jednak panu, że choć żołnierz bitny, Przed walką byłem nieco nad zwyczaj panury.- Jak dziś pamiętam, z dala lał się Nil błękitny, Dalej jakiegoś miasta widać było mury; I nad głowami niebo czyste, bez obłoku, A powietrze, choć bardzo jasne, grało w oku, Nad katafalkiem niby od g
następna strona
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
|