Beniowski (Juliusz S³owacki) - PIE¦Ñ PI¡TA strona nr 2
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Ksiêgi go¶ci | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki wid³owe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zosta³o powo³ane do ¿ycia w sierpniu 2005 roku, na ³amach serwisu prezentujê ksi±¿ki znanych pisarzy, które s± szkolnymi lekturami lub s± warto¶ciowe (wg mnie). Wszystkie ksi±¿ki s± zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których ksi±¿ki prezentujemy nie ¿yj± ju¿ ponad 70 lat i ich dzie³a s± obecnie dobrem publicznym, które mo¿na rozprowadzaæ bez uiszczania jakichkolwiek op³at. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany pogl±dów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Beniowski - Juliusz S³owacki / PIE¦Ñ PI¡TA
::-[ poprzedni rozdzia³ :: spis tre¶ci :: kolejny rozdzia³ ]-::
poprzednia strona
by³ g³odny. Wiêc jak astronom gwiazdy wynalazkiem Albo poeta ucieszony nowym Rymem nieznanym i b³yskawicowym, Albo dewotka, gdy grzech jaki stary Przypomni sobie przed sam± spowiedzi±, Albo jak trafne litewskie ogary, Gdy wpadn± razem na ³apê nied¼wiedzi±, Albo – lecz sposób ten porównañ stary Krasickim tr±ci i z³ocon± miedzi± – Wiêc prosto, bez gawêdy i odwleczeñ: Beniowski, ludzi ujrzawszy i pieczeñ, Zsiad³ z konia... Teraz, kiedy go prowadz± Tak materialne gusta, moja muza Opuszcza, z ca³± sw± harfiarki w³adz±. Chocia¿ tam z³ota le¿y kukuruza, Choæ kapu¶ciane tam kocio³ki kadz±, Choæ nerka na kszta³t czerwiennego tuza Le¿y i w ma¶le na patelni warczy Jak serce wroga na Odyna tarczy, Choæ piêkny ten las, gdzie o piersi dêbów Ogieñ czerwony swoje skrzyd³a ³amie, Chocia¿ Perkunas ma na kszta³t trójzêbów Widelec w rêku i Neptuna ramiê, Które do czarnych dymu wchodzi k³êbów Jak ów w±¿, co chce Danta chwyciæ w bramie Dytejskiej i w ¿ar ³eb ¿elazny k³adzie, Choæ uczty prostszej nie by³o w Helladzie: Wolê porzuciæ dym, p³omieñ, pieczywo, Rycerza, mojê szlachtê – a sam w stepy, Jako ognisty koñ z rozwian± grzyw±, Jak Ariost, nie jak Homer idê ¶lepy. Ta rozmaito¶æ mo¿e byæ pokrzyw±... I pie¶ñ na ró¿ne podzieliwszy szczepy, Mo¿e do koñca nie trafiê i ³adu; Lecz rozmaitym bêdê dla przyk³adu. Chodzi mi o to, aby jêzyk giêtki Powiedzia³ wszystko, co pomy¶li g³owa: A czasem by³ jak piorun jasny, prêdki, A czasem smutny jako pie¶ñ stepowa, A czasem jako skarga nimfy miêtki, A czasem piêkny jak anio³ów mowa... Aby przelecia³ wszystko ducha skrzyd³em. Strofa byæ winna taktem, nie wêdzid³em. Z niej wszystko dobyæ, zamgliæ j± têsknot±, Potem z niej ³yskaæ b³yskawic± cich±, Potem w promieniach j± pokazaæ z³ot±, Potem nadêt± dawnych przodków pych±, Potem j± utkaæ Arachny robot±, Potem ulepiæ z b³ota, jak pod strych± Gniazdo jaskó³cze przybite do drzewa, Co w sobie s³oñcu wschodz±cemu ¶piewa... I gdyby stary ów Jan Czarnoleski Z mogi³y powsta³, toby j± zrozumia³ My¶l±c, ¿e jaki¶ poemat niebieski, Który mu w grobie nad lipami szumia³, S³yszy, ubrany w dawny rym królewski, Mow±, któr± sam przed wiekami umia³. Potem by, cicho m¿±c, rozwa¿a³ w sobie, ¯e nie zapomnia³ mowy polskiej w grobie. Wiêc nie mieszajcie mi siê tu, harfiarze, Którym dzi¶ klaska t³um! – precz, mowo smêtna, Co my¶lom w³asne odejmujesz twarze, Daj±c im ci±g³± ³zê lub ci±g³e têtna; Wola³bym s³uchaæ morza na wiszarze Jakiej opoki, co wieków pamiêtna, W szumie, jakoby w nieskoñczonym rymie, Odrzuca falom jedno – wielkie imiê... Ni¿... moja muzo, stój... Od imion w³asnych Wara! z tej strofy zrobi³aby¶ cmentarz; Co¶ na kszta³t Danta tercetów niejasnych, Do których trzeba dodawaæ komentarz. Krytykê Doñców i S³owian prekrasnych Zostawmy drugim. Lepiej j± spamiêtasz, Gdy ich jak z³ota strza³a Meleagra – Przeszyje pióro pana Micha³a Gra............... „Ej, ty na szybkim koniu!...” Dalej wiecie... Wieszcz wielki sobie zapytanie czyni, A drugi mu wieszcz w przyleg³ym powiecie Odpar³: „Sk±d, powiedz, wracaj± Litwini?” „That is the question!” Tu pytanie trzecie: Komu ty jedziesz? – jak mówi± ¯mudzini – Które ja czyniê na¶laduj±c metra: Galop w po³owie pierwszej heksametra. Komu ty jedziesz? „Jadê ksiê¿ycowi, Aby siê w konia przegl±da³ kopytach, Wonnemu jadê na stepach kwiatowi, Dziewannom, które w z³otych stoj± kitach; Anio³ miê srebrny, jasny, w skrzyd³a ³owi I leci za mn± jak sen po b³êkitach, Na koniu stoj±c rycerskim jak s³awa, I goni miê w kurhany” – mówi Sawa. Tak mówi±c lecia³. A za¶ nimfa ³adna Z³o¿y³a z³ote skrzyde³ka powoli, Potem usiad³a, ale taka zdradna Jak wrona, kiedy z wie¶niakiem po roli Chodzi, szykowna i do lotu sk³adna; Widaæ, ¿e z ch³opa drwi, a z psem swawoli. Usiad³szy, w³osy zrzuci
nastêpna strona
::-[ poprzedni rozdzia³ :: spis tre¶ci :: kolejny rozdzia³ ]-::
|