Beniowski (Juliusz S³owacki) - PIE¦Ñ TRZECIA strona nr 2

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Ksiêgi go¶ci | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki wid³owe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zosta³o powo³ane do ¿ycia w sierpniu 2005 roku, na ³amach serwisu prezentujê ksi±¿ki znanych pisarzy, które s± szkolnymi lekturami lub s± warto¶ciowe (wg mnie). Wszystkie ksi±¿ki s± zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których ksi±¿ki prezentujemy nie ¿yj± ju¿ ponad 70 lat i ich dzie³a s± obecnie dobrem publicznym, które mo¿na rozprowadzaæ bez uiszczania jakichkolwiek op³at. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany pogl±dów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Beniowski - Juliusz S³owacki / PIE¦Ñ TRZECIA

::-[ poprzedni rozdzia³ :: spis tre¶ci :: kolejny rozdzia³ ]-::


poprzednia strona

K., S. K., E. K...
Mówi±, ¿e „M³od± Polskê” pisze – baba,
Ale ja widz±c, jak k±sa i szczeka,
S±dzê, ¿e jezuita – a ma draba,
Który t³umaczy na jêzyk cz³owieka
Hymny, przestrogi, pacierze i lekcje
W diabelskim napisane dyjalekcie;
I st±d siê mocno cieszê jak filolog,
Widz±c, ¿e u nas to siê da wyszczekaæ,
Do czego Cerber w piekle czyni prolog
Ze swego wycia. Ale nie czas zwlekaæ
Pie¶ni, dlatego ¿e jaki¶ teolog
Krytyk± miê chcia³ w kawa³ki posiekaæ,
Jakby (w balladach porównania szukaj)
On by³ przyjaciel wierny, a ja Tukaj.
Ale wa¿niejsze rzeczy radzi muza.
Oto ju¿ s³yszê z daleka pukanie
Z dzia³, z dubeltówek, z flinty, z arkebuza
I czujê w sercu, ¿e nadspodziewanie
Prêdko mój rycerz mo¿e dostaæ guza.
Niechaj siê wola Pana Boga stanie,
Ja go prowadzê w ogieñ: je¶li zginie,
Poemat siê mój wcale nie rozwinie.
Szkoda! czterdzie¶ci cztery pie¶ni ca³ych! –
Czterdzie¶ci bowiem cztery w planie stoi,
Bowiem do rzeczy d±¿±c zawsze ¶mia³ych,
Zacz±³em epos tak, jak ¶piewak Troi:
Wiêksz± – bo naród mój nie lubi bia³ych
Rymów i nagiej siê poezji boi –
Wiêc rzecz, co dzia³a siê tam gdzie¶ za Sasa,
Muszê opiewaæ ca³± wierszem Tassa.
Wierszem wiêc Tassa o czterdziestu czterech
Pie¶niach zacz±³em epos i, niestety,
Mo¿e nie skoñczê!... i w gwia¼dzistych sferach
Nie bêdê mieszka³ pomiêdzy poety,
Je¶li pan Zbigniew na ruskich giwerach,
Jak piorun, co gór prze¶laduje grzbiety,
Nie zaprobuje miecza i to zaraz...
Zjad³szy przynajmniej trzy plutony na raz.
Trzeba albowiem, aby siê pokaza³
¦wietnie i zyska³ czytelników wzglêdy.
W³a¶nie w ten sam dzieñ Kreczetników kaza³
Bar atakowaæ, gdy po wioskach wszêdy
Lud siê krwi± swoich dawnych panów maza³,
A ekonomów bez ¿adnej kwerendy
Wiesza³ – i przysz³± respublikê kszta³ci³,
Bo ¯ydów pali³, a niewiasty gwa³ci³.
Dwie drogi: jedna jest w naturze rzeczy
I p³odzi równo¶æ niebiesk± na ziemi,
Druga, choæ trochê Maltusa kaleczy
Systema i to, co za ziomki swemi
Pisze pan Cz...[...], z wolna Polskê leczy,
Katolikami zaludnia rzymskiemi,
A ¯ydom nic nie szkodzi, bo ¯yd w mig siê
Odradza – patrz Tacyta o Feniksie.
Atakowano wiêc Bar, gdy nad Barem
Beniowski siê zatrzyma³ na wy¿yni.
Na koniu sta³ jak pos±g nad wiszarem
I patrza³, i rozmy¶la³, co uczyni.
Bar jak na d³oni widzia³, lecz oparem
Wpó³ przes³oniêty, blady, wojska w linii
Jak ma³e nitki mrówek, a na murze
Rozwija³ siê dym z harmat w bia³e ró¿e.
I w tej girlandzie niby z ró¿ ¶miertelnych
Sta³o miasteczko w powietrznych b³êkitach,
Wyrzucaj±ce b³ysk, do ¿±de³ pszczelnych
Podobny... Kule szumia³y po ¿ytach,
Gwizda³y, do jêdz podobne piekielnych,
Lub po moskiewskich tr±caj±c jelitach,
Przebieg³szy ca³e plutony po szarfie,
Na ludziach gra³y jêkiem – jak na harfie.
I wystaw sobie, mo¶ci czytelniku,
¯e na swój ganek wychodzisz spokojny
I widzisz pszczo³y w s³onecznym promyku
Lec±ce do ³±k... dalej – grodek zbrojny
O milê, na równinie dzia³a w szyku,
Ataki, s³owem, krotochwilê wojny:
Wszystko siê zwija, wre, kole i sieka,
A ty z kru¿ganku patrzysz i z daleka...
Tam jaki¶ starzec stan±³ na okopach,
Wzniós³ rêkê, czapkê przekrêci³ na ucho –
I dzia³a jak psy leg³y mu przy stopach;
On je pog³adzi³ i szczeknê³y g³ucho.
Kule gruchnê³y po moskiewskich ch³opach;
Szczêsny, któremu to usz³o na sucho,
¯e pan Pu³awski jurysta ma ferie,
I zamiast pisaæ akt – stawia baterie.
Tam widaæ laski brzozowe i klony
Blade, z ga³±zek kulami owiane,
Jednym girlandy czarne robi± wrony,
Z drugich unosz± siê z wrzaskiem, wygnane.
Dalekie miejskie s³ychaæ gwary, dzwony,
Wszystko wko³o wre; tylko zadumane
Na szarym polu dwie Maækowe grusze
Jak wró¿ki pod swój li¶æ chowaj± duszê.
Tu d³ugim, czarnym, mrówczanym ³añcuchem
Zbli¿a siê Moskal pieszy ku mie¶cinie,
Tu kawaleria siê wê¿owym ruchem
Z jaru wywija, zbiera

nastêpna strona



::-[ poprzedni rozdzia³ :: spis tre¶ci :: kolejny rozdzia³ ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatno¶ci
Autor skryptów: Przemys³aw Krajniak, Skrypty PHP