Pan Jowialski (Aleksander Fredro) - AKT PIERWSZY strona nr 3

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Pan Jowialski - Aleksander Fredro / AKT PIERWSZY

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


poprzednia strona

R
Nie, nie. - Ty wiesz, że jesteś mój Van-Dyk, Salvator Rosa.

WIKTOR
Van-Dyk i Salvator Rosa - co ten plecie!

LUDMIR
Będą rysunki?

WIKTOR
Będą, będą. Adieu!

LUDMIR
Bywajże zdrów, najupartszy człowieku, jakiego kiedy bogowie na ten padół płaczu w nieprzebłaganym gniewie wyrzuciły.

WIKTOR
odchodząc
Dobrze, dobrze.

LUDMIR
wołając za nim
A organiście popraw podbródek. Pamiętaj.

WIKTOR
za sceną
Pamiętam, pamiętam,

SCENA DRUGA

LUDMIR
sam
Poszedł - szkoda! Za ostro z miesca go zażyłem; wielka dla mnie strata, (siadając) Tak, od dziś dnia porzucam złocone komnaty, przenoszę się pod skromne strzechy; tam jeszcze człowiek jest przejrzystym. Ukształcenie za gęstym już werniksem przeciągnęło wyższe towarzystwa. Wszystkie charaktery jednę powierzchowność wzięły; nie ma wydatnych zarysów. Co świat powie, to jest teraz duszą powszechną. Skąpiec dawniej w przenicowanej chodził sukni, trzymał ręce w kieszeni. Teraz sknera sknerą tylko w kącie; troskliwość o mniemanie przemogła miłość złota, i ubogiego hojnie obdarzy, byle świat o tym wiedział. - Zazdrosny gryzie wargi i milczy, tchórz mundur przywdziewa, tyran się pieści - słowem, wszystko zlewa się w kształty przyzwoitości. W każdym człowieku dwie osoby; sceny musiałyby być zawsze podwójne, jak medale mieć dwie strony. - Komedyja Moliera koniec wzięła. - Ale jakaś para tu się zbliża... Wybaczcie, podsłuchywać muszę; jeszcze mi kilka rozdziałów trzeba. - Udam śpiącego.

SCENA TRZECIA
Szambelanowa, Janusz, Ludmir.

JANUSZ
Helena kocha mnie, me ma wątpienia. I dlaczegóżby nie miała kochać? - Jestem dobrze urodzony, jestem młody, przystojny, rozumny i mam wieś, jakiej daleko poszukać.

LUDMIR
na stronie
Ten, widzę, chce zbijać moje rozumowanie.

JANUSZ
Nie rozumiem zatem tej zwłoki, której żąda, i to już po raz trzeci.

SZAMBELANOWA
mówi powoli, ale decydująco zawsze
Ja bardzo dobrze rozumiem; ale te wszystkie wykręty na nic się nie przydadzą. Pójdzie za waćpana, ja za to ręczę. - I już dawno byłaby pani Januszową, gdyby nie przeciwności, które ja tylko jedna zwalczyć jestem zdolną i które zwalczę.
Zażywa tabaczkę czasami.

JANUSZ
W ręku pani szambelanowej szczęście moje.

SZAMBELANOWA
W całej rodzinie Jowialskich za grosz rozsądku, to jest rzeczą dowiedzioną. I lubo mi nie chcą wierzyć, ja im zawsze powtarzam; bo ja każdemu prawdę lubię powiedzieć, powoli, grzecznie i wyraźnie. - Stary Jowialski nie pyta się, co się dzieje, jak się dzieje w domu, byle tylko miał kogo, co by słuchał jego przysłowiów, bajek i dykteryjek. W jego ręku jednak majątek. C`est la chose.

JANUSZ
Bardzo mnie lubi.

SZAMBELANOWA
Co on lubi! Jesteś wesoły, siadaj; jesteś smutny, idź za drzwi. - Stara zaś Jowialska jest to tylko cień swojego najukochańszego małżonka; na nic nie ma już czucia i myśli, tylko na dowcipne słowa swojego bożyszcza, z których śmieje się od lat piędziesięciu po dziesięć godzin na dzień. C`est une misere!

LUDMIR
na stronie
Ho, ho! tu są charaktery.

SZAMBELANOWA
Mój mąż - dobre stworzenie: cielę, głupkowaty, bez żadnego zdania, i dlatego poszłam za niego po nieszczęśliwym przypadku mojego pierwszego męża, śp. jenerał-majora Tuza. Nie wiem, czy słyszałeś o przypadku, jakim utonął? Vous savez?

JANUSZ
Słyszałem, słyszałem, mościa dobrodziejko.

SZAMBELANOWA
Mój mąż więc teraźniejszy, którego paniczem w domu zowią, lubo ma lat piedziesiąt, nie ma żadnego zdania. U niego wszystko: dobrze, bardzo dobrze - byle nie trudnił się niczym, jak tylko swoimi ptaszkami, byle jadł dobrze, spał jeszcze lepiej. To jest człowiek nie do obudzenia, jak worek grysu. Hélas!

JANUSZ
Powiedział mi wczoraj, że bardzo będzie szczęśliwy mieć za zięcia tak rozumnego człowieka.

SZAMBELANOWA
Trzy razy w godzinie powie czarno, biało i znowu czarno, a nawet nie wie, że zmienił zdanie.

następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP