Pan Jowialski (Aleksander Fredro) - AKT PIERWSZY strona nr 2
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Pan Jowialski - Aleksander Fredro / AKT PIERWSZY
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
poprzednia strona
rzeba, abyś go trochę poprawił - podbródek za duży. Wyborny, wyborny organista! pokaż no go.
WIKTOR Daj mi święty pokój! Wolisz ty pokazać salceson i wino.
LUDMIR Aha! otóż i słowo zagadki - pan głodny, pan złego humoru. Zaraz panu służyć będę. (dostając) Ale to jednak zakała dla sztuk pięknych, że wy, pęzlikowi i ołówkowi panowie, tak jesteście chciwi tego materyjalnego pokarmu.
WIKTOR A wy, kałamarzowi i piórowi, tylko powietrzem żyjecie! tylko natchnieniem muzy! Uderz więc w złoty bardon, wnieś pieśni wieszcze - niech kamyki tańcują, drzewa płaczą, a ja tymczasem jeść będę. Czas jakiś milczenie. Powiedz mi, mój kochany Ludmirze...
LUDMIR Oho! "kochany Ludmirze". - Salceson skutkował.
WIKTOR Żart na stronę - powiedz mi, czego ty się dobrego spodziewasz w twoich brudnych karczmach? Czego ty szukasz między prostym ludem?
LUDMIR Prostego rozumu.
WIKTOR Piękny rozum! Piją i po pijanemu bają.
LUDMIR Jedz jeszcze, jedz, kochany Wiktorze, bo z twojej uwagi miarkuję, żeś jeszcze diable głodny. - Każdy nasz spoczynek, każdy nocleg w karczmie, nie byłże godnym opisania?
WIKTOR Szkoda pióra!
LUDMIR Ach, kiedy też już zejdziemy z tych woskowanych posadzek, na których ciągle kręcimy się i kręcimy aż do nudzącego zawrotu głowy. - Znajdziesz, bądź pewny, między prostym ludem: rozsądek, dowcip, przenikliwość, przebiegłość, lecz inaczej wyrażone; może za ostro, ale za to i lepiej. Tam wszystko właściwe nosi nazwisko: kmotr zowie się kmotrem, a łotr łotrem; tam w każdym wyrazie jest myśl, dobra czy zła, ale jest. Nie tak jak w naszych salonach - kwiaty na kwiaty sypią, a dmuchniej, nie ma nic, zupełnie nic. Dlatego też i my autorowie wolemy trzymać się kwiecistych nicości - łatwiej stroić niż tworzyć. - Ty wina pić nie będziesz?
WIKTOR Dlaczego nie będę pić?
LUDMIR wypiwszy Myślałem, że nie będziesz - dla złego humoru; nic tak nie szkodzi jak wino na żółć wzburzoną.
WIKTOR Dolejże!
LUDMIR Jak te Van-Dyki piją! - Oddajże mi szklaneczkę.
WIKTOR Dopieroś wypił,
LUDMIR Otóż... coś miałem mówić... (pije) Razem wydamy opis naszej podróży; do każdego rozdziału ty dołączysz rycinę.
WIKTOR Otóż to! to rzecz cała. - Chciał rycin do swoich baśni i pokazał mi gruszki na wierzbie. A ja, ja głupi, dałem się uwieść jakimiś zamkami.
LUDMIR Po części prawda... ale i w Karpatach będziemy.
WIKTOR Jakbym tam już był,
LUDMIR Może uda nam się spotkać z Szandorem.
WIKTOR Z co za Szandorem?
LUDMIR No, z Szandorem, romantycznym hersztem rozbójników, o którym rozpowiadają cuda złego i dobrego razem.
WIKTOR Nie ciekawym poznać pana Szandora.
LUDMIR Przekonasz się, że jest mnóstwo najpiękniejszych widoków, godnych twojego pęzla.
WIKTOR I mnie było być tak ślepym! Mnie było jemu wierzyć! Mnie o głodzie i chłodzie włóczyć się dla jego rycin!
LUDMIR z udanym zachwyceniem Patrz, i tu - nie boskiże to widok? Ten dom w kwiatach - ta rzeka - drzewa - dalej wioska - w głębi sine Karpaty...
WIKTOR W samej rzeczy - piękny widok; i światło - jak ładnie pada na te świerki...
LUDMIR klękając Mam ci służyć za stolik? Połóż tekę na mojej głowie.
WIKTOR chwyta tłumoczek, potem rzuca Nie, nie, znowu mnie chcesz zbałamucić.
LUDMIR z udanym zachwyceniem To światło! to światło! A ten cień! Ach, jestem w zachwyceniu!
WIKTOR A ja nie. - I rób, co chcesz, ja wracam do domu.
LUDMIR prosząc Wiktorze, zostań.
WIKTOR Nie mogę.
LUDMIR Wiktorku.
WIKTOR Ledwie postąpić zdołam.
LUDMIR Wiktoreczku! Van-Dyku! Rubensie!
WIKTOR Daremne gadanie.
LUDMIR wstając Niechże cię kaci porwą, przeklęty bazgraczu! Ale przynajmniej przyrzekasz, że zastanę rysunki wykończone?
WIKTOR Ja bazgracz?
LUDMI
następna strona
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
|