O Wojnie Domowej (Gajusz Juliusz Cezar) - KSIĘGA DRUGA strona nr 1

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / O Wojnie Domowej - Gajusz Juliusz Cezar / KSIĘGA DRUGA

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


Gdy się to działo w Hiszpanii, legat Treboniusz, dowodzący oblężeniem Marsylii, zamierzał właśnie posunąć pod miasto groble, szopy i wieże - z dwóch stron; w pobliżu portu i doków oraz ku bramie, gdzie zbiegają się drogi z Galii i Hiszpanii, przy tej części morza, która sąsiaduje z ujściem Rodanu, Marsylia bowiem, w trzech częściach oblana morzem, tylko w czwartej jest dostępna od lądu. Lecz i tu dzielnica zamkowa, z natury obronna, zawieszona nad głęboką doliną, wymaga długiego i żmudnego oblężenia. Dla swoich robót Treboniusz ściągnął z całej prowincji moc zwierząt i ludzi, nakazał zbiórkę wikliny i drzewa. Gdy wszystko było gotowe, wzniósł groblę na osiemdziesiąt stóp wysokości.

Lecz miasto, z dawien dawna zaopatrzone we wszelki sprzęt wojenny, posiadało tyle machin, że ich pociskom nie mogły się oprzeć żadne szopy z wikliny. Drągi długie na dwanaście stóp, ostro zakończone, wyrzucane z wielkich balist, przechodziły na wylot przez cztery warstwy plecionki i wbijały się w ziemię. Robiono więc galerie pokryte dachem z belek na jedną stopę grubych i pod ich osłoną podawano sobie z rąk do rąk materiał do budowy grobli. Przodem szedł żółw na sześćdziesiąt stóp dla wyrównania gruntu. Z mocnego drzewa, był obity wszystkim, co może zatrzymać ogień i kamienie. Lecz te wielkie prace szły powoli, zwłaszcza wobec wysokości murów i wież, przy tej liczbie machin wojennych, którymi nieprzyjaciel rozporządzał. Do tego Albikowie robili częste wypady z miasta, niosąc ogień na nasze groble i wieże. Łatwo jednak ich odpędzano i umykali do miasta z wielkimi stratami.

Tymczasem Lucjusz Nasidiusz, którego Pompejusz posłał na pomoc Domicjuszowi i Marsy lij czy kom z szesnastu okrętami, w tym kilka było obitych miedzią, przepłynął Cieśninę Sycylijską, zanim Kurion się opatrzył, przybił do Messany i taki tam sprawił popłoch, że naczelnicy i starszyzna uciekli, a on uprowadził im z doków jeden okręt. Dołączył go do swojej floty i wziął kurs na Marsylię. Przodem wysłał potajemnie łódź z nowiną o swoim przybyciu i z radą, by Domicjusz i Marsylijczycy z jego pomocą wydali nową bitwę Brutusowi.

Po niedawnej klęsce Marsylijczycy wydobyli z doków tyleż okrętów, ile ich stracili w bitwie, naprawili z największą starannością i zaopatrzyli, mając pod dostatkiem wioślarzy i sterników, wzięli jeszcze trochę łodzi rybackich i dodali im kryte pokłady, osłonę od pocisków dla wioślarzy, wprowadzili machiny wojenne i łuczników. Wsiedli na okręty z nie mniejszą odwagą i pewnością niż za pierwszym razem, a podniecały ich modły i płacze starców, matek, dziewic, wzywających, by ratowali miasto w tej ostatecznej chwili. Jest to bowiem powszechny błąd natury ludzkiej, że w niezwykłych i nieznanych okolicznościach tak samo łatwo poddajemy się ufności, jak gwałtownie ulegamy strachowi. I tu przybycie Nasidiusza natchnęło wszystkich nadzieją i zapałem. Wypływają z pomyślnym wiatrem i docierają do Tauroentum, które jest fortecą Marsylii. Tam łączą się z Nasidiuszem, doprowadzają okręty do bojowej gotowości, umacniają się w duchu wojennym, układają wspólnie plan działania. Prawa strona przypada Marsylijczy kom, lewa Nasidiuszowi.

Ku nim zmierza Brutus, mając teraz większą flotę, albowiem oprócz okrętów, które Cezar kazał budować w Arelate, miał jeszcze sześć zabranych Marsy li j czy kom. Brutus naprawił je i wybornie zaopatrzył. Płynął pełen dobrej nadziei i animuszu, każąc swoim ludziom lekceważyć przeciwnika, którego już raz pokonali, gdy miał siły nienaruszone. Z obozu Treboniusza i ze wszystkich wzgórz widziało się jak na dłoni miasto, gdzie cała młodzież, wszyscy ludzie starsi z dziećmi i żonami albo stali na murach i wyciągali ręce do nieba, albo szli do świątyń bogów nieśmiertelnych, padali przed wizerunkami i modlili się o zwycięstwo. Nikt. nie wątpił, że ów dzień rozstrzygnie o losie każdego człowieka. Młodzież z pierwszych domów i na j znacznie j szych ludzi wszelkiego wieku imiennie wezwano na okręty, by w razie klęski nikt nie szukał sob

następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP