O Wojnie Domowej (Gajusz Juliusz Cezar) - KSIĘGA DRUGA strona nr 2
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / O Wojnie Domowej - Gajusz Juliusz Cezar / KSIĘGA DRUGA
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
poprzednia strona
ie własnej drogi ratunku, a jeśli zwyciężą, żeby zaopiekowali się miastem, używając bądź domowych środków, bądź pomocy zza granicy.
Marsylijczycy przyjęli bitwę z nieposzlakowanym męstwem. Pamiętni przestróg, z jakimi ich miasto żegnało, walczyli tak, jakby to była ostatnia godzina, i jeśli komu śmierć zajrzała w oczy, mniemał, że nie o wiele wyprzedza los reszty obywateli, których to samo spotka po upadku miasta. Skoro nasza flota powoli zaczęła rozluźniać swój szyk, ich sternicy mogli okazać swoją zręczność, a statki zwinność, ilekroć zaś naszym udało się żelaznymi osękami przyciągnąć jeden z ich okrętów, wnet ze wszystkich stron śpieszyli mu z pomocą. Sprzymierzeni z nimi Albikowie dzielnie stawali w walce wręcz, niewiele naszym ustępując odwaga. Jednocześnie mniejsze statki zasypywały nas pociskami, rażąc znienacka ludzi nie spodziewających się niebezpieczeństwa i niezdolnych do obrony. Dwa trójrzędowce napadły z dwóch stron okręt Decimusa Brutusa, który łatwo było poznać po fladze. Lecz dzięki swojej szybkości zdołał się wymknąć w ostatniej chwili, oba zaś statki nieprzyjacielskie z całym rozpędem wpadły na siebie, wyrządzając sobie nawzajem szkodę, a jeden z nich, ze złamanym dziobem, był bliski zagłady. Rzecz nie uszła uwagi najbliższych okrętów Brutusa, które wpadły na nie i oba zatopiły.
Okręty Nasidiusza nie przyniosły żadnego pożytku i prędko wycofały się z bitwy; nie zmuszały ich do narażania życia ani przestrogi bliskich, ani widok ojczyzny. Żaden z nich nie zaginął. Marsylijczykom natomiast zatopiono pięć okrętów, cztery schwytano, jeden uciekł razem z flotą Nasidiusza, który odpłynął do Hiszpanii. Jeden okręt wysłano naprzód z wiadomościami. Gdy się zbliżał do Marsylii, wyległy tłumy ludzi i taki się wszczął lament, jakby wróg zaraz miał zająć miasto. Niemniej jednak zaczęto czynić dalsze przygotowania do obrony.
Legioniści pracujący w prawej części robót oblężniczych doszli do przekonania, że wobec częstych wypadów nieprzyjaciela znacznie by sobie pomogli, gdyby zbudowali pod murem wieżę z cegły jako schron i forteczkę. Zrobili ją najpierw małą i niską, na wypadek nagłych wycieczek. Tu się chronili, stąd walczyli, jeśli nacierały większe siły, stąd wybiegali w pościg za uciekającym nieprzyjacielem. Miała ona trzydzieści stóp kwadratowych, a ściany pięciostopowej grubości. Później - jako że mistrzynią we wszystkich rzeczach jest praktyka połączona z pomysłowością - odkryto, że byłoby z wielkim pożytkiem podwyższyć ją do wysokości wieży nieprzyjacielskiej. Zrobiono to w ten sposób.
Kiedy osiągnięto wysokość piętra, pułap tak wpajano w ściany, by końce belek nie wystawały na zewnątrz i by ogień nieprzyjacielski nie miał się czego jąć. Nad tą kondygnacją budowali z cegły tak wysoko, jak na to pozwalały dachy szop i galerii, a wyżej kładli dwie poprzeczne belki nie dochodzące do ścian, na których zawieszali kondygnację mającą być przyszłym dachem wieży, a znów na tych belkach dwa tramy na krzyż kładli i obijali je grubymi tarcicami (tramy były nieco dłuższe i wystawały poza ściany dla zawieszania zasłon, które by chroniły od pocisków podczas budowania ścian wewnętrznych), a na szczycie tego belkowania kładli cegły i glinę dla ochrony przed ogniem i jeszcze narzucali materace, aby pociski z machin wojennych nie połamały belek albo kamienie z katapult nie rozniosły warstwy cegieł Zrobiono też trzy maty z lin kotwicznych, tej samej długości co ściany wieży, a szerokie na cztery stopy, i zawieszono je na wystających tramach, z trzech stron wieży zwróconych do nieprzyjaciela: już gdzie indziej się przekonali, że ów rodzaj pokrycia był odporny na najsilniejsze pociski. Skoro wykończoną część wieży zakryto i zabezpieczono od wszelkich ataków nieprzyjaciela, odprowadzono galerie do innych robót. Z kolei dach wieży, niby część oddzielną, zaczęto podnosić w górę, podstawiając podpory z pierwszego piętra. Gdy podniesiono go na tyle, na ile pozwalały wiszące zasłony z mat, żołnierze ukryci za nimi u
następna strona
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
|