Egipt (Bolesław Prus)
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Egipt - Bolesław Prus /
poprzednia strona
Nie mógł znieść potęgi lekarstwa, którego mu dać nie chciałem, ten mocarz nad mocarze. Został więc przy nim tylko zastępca arcykapłana, aby gdy umrze, zdjąć święty pierścień z jego ręki i tobie go oddać na znak nieograniczonej władzy. Ale ty bledniesz coraz mocniej, Horusie?... - dodał.
- Obejrzyj mi nogę - jęknął Horus i upadł na złote krzesło, którego poręcze wyrzeźbione były w formie głów jastrzębich.
Lekarz ukląkł, obejrzał nogę i cofnął się przerażony.
- Horusie - szepnął - ciebie ukąsił pająk bardzo jadowity.
- Miałżebym umrzeć?... w takiej chwili?... - spytał ledwie dosłyszalnym głosem Horus.
A później dodał:
- Prędkoż to może się stać?... powiedz prawdę...
- Nim księżyc schowa się za tę oto palmę...
- Ach, tak!... A Ramzes długo jeszcze żyć będzie?...
- Czy ja wiem?... Może już niosą ci jego pierścień.
W tej chwili weszli ministrowie z gotowymi edyktami.
- Kanclerzu! - zawołał Horus chwytając go za rękę - czy gdybym zaraz umarł, spełnilibyście moje rozkazy?...
- Dożyj, Horusie, wieku twojego dziada! - odparł kanclerz. - Lecz gdybyś nawet zaraz po nim stanął przed sądem Ozyrysa, każdy twój edykt będzie wykonany, byleś go dotknął świętym pierścieniem faraonów.
- Pierścieniem! - powtórzył Horus - ale gdzie on jest?...
- Mówił mi jeden z dworzan - szepnął naczelny wódz - że wielki Ramzes już wydaje ostatnie tchnienie.
- Posłałem do mego zastępcy - dodał arcykapłan - aby natychmiast, gdy Ramzesowi serce bić przestanie, zdjął pierścień.
- Dziękuję wam!... - rzekł Horus. - Żal mi... ach, jak żal... Ale przecież nie wszystek umrę... Zostaną po mnie błogosławieństwa, spokój, szczęście ludu i... moja Berenika odzyska wolność... Długo jeszcze?... - spytał lekarza.
- Śmierć jest od ciebie na tysiąc kroków żołnierskiego chodu - odparł smutno lekarz.
- Nie słyszycież, nikt stamtąd nie idzie?... - mówił Horus.
Milczenie.
Księżyc zbliżał się do palmy i już dotknął pierwszych jej liści; miałki piasek cicho szeleścił w klepsydrach.
- Daleko?... - szepnął Horus.
- Osiemset kroków - odparł lekarz - nie wiem, Horusie, czy zdążysz dotknąć wszystkich edyktów świętym pierścieniem, choćby ci go zaraz przynieśli...
- Podajcie mi edykty - rzekł książę nasłuchując, czy nie biegnie kto z pokojów Ramzesa. - A ty, kapłanie - zwrócił się do lekarza - mów, ile mi życia zostaje, abym mógł zatwierdzić przynajmniej najdroższe mi zlecenia.
- Sześćset kroków - szepnął lekarz.
Edykt o zmniejszeniu czynszów ludowi i pracy niewolnikom wypadł z rąk Horusa na ziemię.
- Pięćset...
Edykt o pokoju z Etiopami zsunął się z kolan księcia.
- Nie idzie kto?...
- Czterysta... - odpowiedział lekarz.
Horus zamyślił się i... spadł rozkaz o przeniesieniu zwłok Zefory.
- Trzysta...
Ten sam los spotkał edykt o odwołaniu Jetrona z wygnania.
- Dwieście...
Horusowi zsiniały usta. Skurczoną ręką rzucił na ziemię edykt o niewyrywaniu języków wziętym do niewoli jeńcom, a zostawił tylko... rozkaz oswobodzenia Bereniki.
- Sto...
Wśród grobowej ciszy usłyszano stuk sandałów. Do sali wbiegł zastępca arcykapłana. Horus wyciągnął rękę.
- Cud!... - zawołał przybyły. - Wielki Ramzes odzyskał zdrowie... Podniósł się krzepko z łoża i o wschodzie słońca chce jechać na lwy... Ciebie zaś, Horusie, na znak łaski, wzywa, abyś mu towarzyszył...
Horus spojrzał gasnącym wzrokiem na Nil, gdzie błyszczało światło w więzieniu Bereniki, i dwie łzy, krwawe łzy, stoczyły mu się po twarzy.
- Nie odpowiadasz, Horusie?... - spytał zdziwiony posłaniec Ramzesa.
- Czyliż nie widzisz, że umarł?... - szepnął najmędrszy lekarz z Karnaku.
Patrzcie tedy, że marne są ludzkie nadzieje wobec wyroków, które Przedwieczny ognistymi znakami wypisuje na niebie.
|