Rozmowa mistrza Polikarpa ze Śmiercią (Autor nieznany)

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Rozmowa mistrza Polikarpa ze Śmiercią - Autor nieznany /

poprzednia strona

esz,

A gdzież sama ucieczesz?

Wżdyć trzeba ludzkiej przyjaźni,

By cię zgrzeli w swojej łaźni,

Aby się w niej napociła,

Gdyby się urobiła,

A potem lepiej (czyniła).



Mors dicit:



Owa, ja tu ciebie zmyję,

W ocemgnieniu zetnę szyję.

Czemu się tako z rzeczą wciekasz,

Snać tu jutra nie doczekasz!

Mowisz mi to tako śmiele,

Utnęć szyję i w kościele!

Otoż, mistrzu barzo głupi,

Nie rozumiesz o tej kupi;

Nie korzyszczęć ja w odzieniu

Ani w nawięcszem jimieniu;

Twe rozynki i migdały

Zawżdyć mi za mało stały;

Eksamity i postawce -

Tych się mnie nigdy nie chce.

W grzechu się ludzkiem (nie kocham),

A tego nigdy nie przeniecham;

Duchownego i świeckiego,

Zbawię żywota każdego;

A każdego morzę, łupię,

O to nigdy nie pokupię:

Kanonicy i proboszcze

Będą w mojej szkole jeszcze,

I plebani z miąszą szyją,

Jiżto barzo piwo piją,

I podgardłki na pirsiach wieszają;

Dobre kupce, rostocharze,

Wszytki moja kosa skarze;

Panie i tłuste niewiasty,

Co sobie czynią rozpasty,

Mordarze i okrutniki,

Ty posiekę nieboszczyki;

Dziewki, wdowy i mężatki,

Posiekę je za jich niestatki;

Szlachcicom bierzę szypy, tulce,

A ostawiam je w jenej koszulce;

Żaki i dworaki,

Ty posiekę nieboraki;

Wszytki, co na ostre gonią,

Biegam za nimi z pogonią;

Kto się rad ku bitwie miece,

Utnę mu rękę i plece,

Rozdzielę ji z swoją miłą,

A ostawię ji prawym wiłą;

Chcę mu sama trafić włosy,

Iże zmieni głosy.



Magister dicit:



By mię chciała trocha słuchać,

Chciałbych cię nieco pytać:

Czemu się lekarze stają,

Gdy z twej mocy nie wybawiają,

I też powiedają,

Eże wieliką moc zioła mają?



Mors respondit:



Otoć każdy lekarz faści,

Nie pomogą jego maści;

pożywają mistrzostwa swego,

Poki nietu czasu mego;

A poki jest wola Boża,

Poty człowiek praw niezboża.

Nie pomogą apoteki,

Przeciw mnie żadne leki,

A wżdy umrzeć każdy musi,

Kto jich lekarstwa zakusi;

Na mały czas mogą pomoc,

Iż niemocny weźmie swą moc.

A wżdy koniec temu będzie,

Gdy lekarz w mej szkole siędzie,

Powiem przeciw śmirtelnej szkodzie

Nie najdzie ziela na ogrodzie.

Darmo pożywasz lubieszczka,

Jużci zgotowana deszczka;

Nie pomoże kurzenie piołyna,

Gdy przydzie moja godzina;

Nie pomogą i szełwije -

Wszytko śmirć przez ługu zmyje.

Jać nie dbam o żadne ziele,

A wżdy już lat przeszło wiele,

Gdy pożywam swego państwa,

A nie dbam o żadne lekarstwa;

Swe poczwy nad ludźmi stroję,

A wżdy w jenej mierze stoję.

Morzę sędzie i podsędki,

Zadam jim wielikie smętki.

Gdy swą rodzinę sądzą,

Często na skazaniu błądzą;

Ale gdy przydzie sąd Boży,

Sędzia w miech piszczeli włoży,

Już nie pojedzie na roki,

Czyniąc niesprawnie otwłoki,

Co przewracał sądy wierne,

Bierząc winy nieumierne,

Bierząc od złostników dary,

Sprawiając jich niewiery -

To wszytko będzie wzjawiono

I ciężko pomszczono.



Magister dicit:



Proszę ciebie, słuchaj tego,

A niechaj mowienia swego.

Twoja kosa wszytki siecze,

Tako szlachtę, jako kmiecie;

Dawisz wszytki przez lutości,

Nie czyniąc żadnej miłości.

Chciałbych oto mowić z tobą:

Mogłli bych się skryć przed tobą,

Gdybych się w ziemi chował

Albo twardo zamurował?

Żali bych uszedł twej mocy,

Gdybych strzegł we dnie i w nocy,

Temu bych uczynił wrożę

I postawił dobrą strożę?



Mors dicit:



Chcesz li tego skosztować,

Dam ci się w żelezie skować

I też w ziemi zakopać -

Ale cię pewno potrzepię,

Jed(no) sobie kosę sklepię;

Uwijaj się, jako umiesz,

Aza mej mocy ujdziesz.

Jużem ci naostrzyła kosę,

A darmo jej nie podnoszę,

Ciębie ją podgolić muszę.


następna strona





Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP