Pan Wołodyjowski (Henryk Sienkiewicz) - Rozdział XLIV strona nr 2
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Pan Wołodyjowski - Henryk Sienkiewicz / Rozdział XLIV
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
poprzednia strona
o jakie dziesięć lat od Ketlingowej młodsza. Ale jej piękność podziałała tylko w ten sposób na czułego Ketlinga, że z jeszcze większą tkliwością począł myśleć o żonie, bo czuł się względem niej winnym.
Obie niewiasty wypowiedziały sobie już wszystko, co w tak krótkim przeciągu czasu można było wypowiedzieć, więc teraz cała kompania zasiadłszy przy łóżku Basi poczęła wspominać dawne czasy. Ale ta rozmowa nie szła jakoś, były bowiem w tych dawniejszych czasach różne drażliwe materie: były konfidencje pana Michałowe z Krzysią i obojętność małego rycerza względem ukochanej teraz Baśki, i różne przyrzeczenia, i różne desperacje. Pobyt w Ketlingowym dworku miał dla wszystkich urok i wdzięczną pozostawił po sobie pamięć, ale mówić o tym było niezręcznie. Wkrótce też Ketling rozpoczął z innej beczki.
- Nie wspominałem jeszcze - rzekł - iżeśmy po drodze wstępowali do państwa Skrzetuskich, którzy nas przez dwie niedziele puścić nie chcieli i tak podejmowali, że i w niebie nie mogłoby nam być lepiej.
- Na miły Bóg! jak się mają Skrzetuscy? - zawołał pan Zagłoba. - To i jegoście w domu zastali?
- Zastaliśmy, bo na czas od pana hetmana z trzema starszymi synami przyjechał, którzy w kompucie służą.
- Skrzetuskich nie widziałem od czasu naszego wesela - rzekł mały rycerz. - Był on tu z chorągwią w Dzikich Polach i synowie byli z nim razem, ale nie przygodziło się spotkać.
- Okrutnie tam wszyscy tęsknią za jegomością ! - rzekł Ketling zwracając się do pana Zagłoby.
- Ba! a ja za nimi ! - odparł stary szlachcic. - Ale to tak: siedzę tu, kuczy mi się bez nich; pojadę tam, będzie mi się kuczyć bez tej łasicy... Takie to życie ludzkie, że nie w jedno, to w drugie ucho wiatr wieje... A najgorzej sierocie, bo żebym ja miał co swego, to bym cudzego nie kochał.
- Waćpana by i rodzone dzieci więcej od nas nie miłowały - odrzekła Basia. Usłyszawszy to pan Zagłoba uradował się bardzo i porzuciwszy tęskne myśli, wpadł zaraz w jowialny humor, więc posapawszy nieco, odrzekł:
- Ha! głupi byłem wtedy u Ketlinga, żem oto i Krzyśkę, i Baśkę wam swatał, a o sobie nie pomyślał! Jeszcze był czas...
Tu zwrócił się do niewiast:
- Przyznajcie się, że obie kochałyście się we mnie i że każda wolałaby za mnie iść niż za Michała albo Ketlinga.
- Ma się rozumieć! - zawołała Basia.
- Halszka Skrzetuska też by mnie była w swoim czasie wolała. Ha! Stało się! To mi dopiero niewiasta stateczna, nie żadna powsinoga, co Tatarom zęby wybija! A zdrowa tam ona?
- Zdrowa, jeno nieco strapiona, bo im dwóch średnich z Łukowa ze szkół do wojska uciekło - odrzekł Ketling - sam Skrzetuski jeszcze rad, że to w wyrostkach taka fantazja, ale matka, zwyczajnie matka!
- Siła tam wszystkich dzieci? - spytała z westchnieniem Baśka.
- Chłopców jest dwunastu, a teraz poczęła się płeć nadobna - odrzekł Ketling.
Na to pan Zagłoba:
- Ha ! szczególne błogosławieństwo boże nad tym domem ! Wszystkom to pohodował na własnym łonie jako pelikan... Muszę średniakom uszu nakręcić, bo jeśli mieli uciekać, niechby byli tu do Michała uciekli... Czekajcie no, to musiał drapnąć Michałko z Jaśkiem? Takie tam tego mrowie, że samemu ojcu imiona się mieszały. A wrony to na pół mili naokół nie ujrzysz, bo wszystko, szelmy, z guldynek wystrzelały. Ba, ba ! drugiej takiej niewiasty ze świecą szukać! Co jej, bywało, powiem: "Halszka! basałyki mi dorastają, trzeba mi nowej uciechy!" -to niby na mnie fuknie, a na termin jest! jakoby kto zapisał! Imainujecie sobie: do tego doszło, że jak która podwika w okolicy nie mogła się konsolacji doczekać, to szat od Halszki pożyczała - i pomagało, jak mi Bóg miły!...
Wszyscy zdziwili się bardzo, tak że nastała chwila milczenia - po czym ozwał się nagle głos małego rycerza:
- Baśka ! słyszysz?
- Michał, będziesz cicho? - odpowiedziała
następna strona
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
|