Pan Wołodyjowski (Henryk Sienkiewicz) - Rozdział XXII strona nr 2
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Pan Wołodyjowski - Henryk Sienkiewicz / Rozdział XXII
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
poprzednia strona
e znał, choć właśnie w ich chorągwi służy. Ex quo wieści o jego niepewnym pochodzeniu, którym jego dość górne maniery przeszkodzić nie zdołały. Żołnierz zresztą wielki, choć małomówny. Pod Bracławiem i pod Kalnikiem siła posług oddał, dla których go pan hetman setnikiem mianował, mimo że był w całej chorągwi wiekiem najmłodszy. Lipkowie wielce go miłują, ale między nami miru nie ma - a czemu? Bo człek ponury, i jak słusznie wasza mość zauważył, wilkiem patrzy.
- Jeśli to żołnierz wielki i krew przelewał - ozwała się Basia - godzi się go do kompanii przypuścić, czego też mi pan mój małżonek w liście nie broni.
Tu zwróciła się do pana Snitki:
- Waszmość pozwolisz?
- Sługa pani pułkownikowej dobrodziejki! - zawołał pan Snitko.
Basia znikła za drzwiami, a pan Zagłoba odsapnął i spytał pana Snitkę:
- No, a jakże się waści pani pułkownikowa udała?
Stary żołnierz, zamiast odpowiedzieć, wsadził pięści w oczy i przechyliwszy się w krześle, jął powtarzać:
- Aj! aj! aj!
Po czym wytrzeszczył oczy, zatknął szeroką dłonią usta i zamilkł, jakby zawstydzon własnym zachwytem.
- Marcypan, co? - rzekł Zagłoba.
Tymczasem "marcypan" ukazał się znów we drzwiach, wiodąc za sobą Mellechowicza, nastroszonego jak dziki ptak, i mówiąc:
- I z listu męża, i od pana Snitki tyle nasłuchaliśmy się o waścinych mężnych uczynkach, że radziśmy go bliżej poznać. Prosim do kompanii, a i do stołu zaraz podadzą.
- Prosim, chodź acan bliżej! - ozwał się pan Zagłoba.
Posępna, acz urodziwa twarz młodego Tatara nie rozchmurzyła się zupełnie, widać jednak było, że wdzięczny jest za dobre przyjęcie i za to, że mu nie kazano zostać w czeladnej.
Basia zaś umyślnie starała się być dla niego dobrą, łacno bowiem sercem kobiecym odgadła, że jest podejrzliwy, dumny i że upokorzenia, jakie zapewne często z racji swego niepewnego pochodzenia znosić musiał, bolą go mocno. Nie czyniąc tedy między nim a Snitką innej różnicy, jak tylko taką, jaką dojrzalszy wiek Snitki czynić nakazywał, wypytywała młodego setnika o owe usługi, gwoli którym pod Kalnikiem wyższą szarżę otrzymał.
Pan Zagłoba odgadując życzenia Basi odzywał się do niego również dość często, a on, chociaż zrazu nieco się dziczył, dawał jednakże odpowiedzi dorzeczne, a maniery jego nie tylko nie zdradzały prostaka, ale dziwiły nawet pewną dwornością.
"Nie może to być chłopska krew, bo fantazja byłaby nie taka" - pomyślał sobie Zagłoba.
Po czym spytał głośno:
- Rodzic waćpana w których stronach żywie?
- Na Litwie - odparł czerwieniąc się Mellechowicz.
- Litwa szeroki kraj. To tak samo jak gdybyś mi acan odpowiedział, "w Rzeczypospolitej".
- Teraz już nie w Rzeczypospolitej, bo tamte strony odpadły. Mój rodzic wedle Smoleńska ma majętność.
- Miałem i ja tam znaczne posiadłości, które mi po bezdzietnym krewnym przypadły, alem je wolał opuścić i przy Rzeczypospolitej się oponować.
- Tak też i ja czynię - odrzekł Mellechowicz.
- Godnie waść czynisz! - wtrąciła Basia.
Lecz Snitko słuchając rozmowy wzruszał nieznacznie ramionami, jakby chciał mówić: "Bóg tam raczy wiedzieć, coś ty za jeden i skąd jesteś!"
Pan Zagłoba zaś spostrzegłszy to zwrócił się znów do Mellechowicza:
- A waćpan - spytał - Chrystusa wyznajesz czyli też, bez urazy mówiąc, w sprośności żyjesz?
- Przyjąłem chrześcijańską wiarę, dla którego powodu musiałem ojca opuścić.
- Jeśliś go dlatego opuścił, to za to cię Pan Bóg nie opuści, a pierwszy dowód łaski jego, że wino pić możesz, którego, w błędach trwając, byłbyś nie zaznał.
Snitko rozśmiał się, ale Mel
następna strona
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
|