Pan Wołodyjowski (Henryk Sienkiewicz) - Rozdział XII strona nr 2

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Pan Wołodyjowski - Henryk Sienkiewicz / Rozdział XII

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


poprzednia strona

natarczywie w oczy Ketlinga, a ów przybladł i spytał:


- Którą?


- Dro-ho-jow-ską - odrzekł powolnie Zagłoba.


      I wysunąwszy naprzód dolną wargę począł mrugać spod namarszczonej brwi zdrowym okiem.


      Ketling milczał i milczał tak długo, że aż w końcu Zagłoba spytał:


- Cóż ty na to? hę?


      A ów odrzekł zmienionym głosem, ale z mocą:


- Możesz waćpan być pewien, że nie pofolguję sercu na Michałową szkodę.


- Pewien jesteś?


- Siłam w życiu przecierpiał - odparł rycerz - kawalerski parol: nie pofolguję!


      Dopieroż pan Zagłoba otworzył mu ramiona.


- Ketling! pofolguj sobie, folguj, niebożę, ile chcesz, bom cię chciał jeno doświadczyć. Nie Drohojowską, ale hajduczka Michałowi przeznaczamy.


      Ketlinga twarz rozjaśniła się szczerą i głęboką radością, więc chwyciwszy Zagłobę w objęcia trzymał go długo, następnie spytał:


- Zali to już pewne, że oni się kochają?


- A kto by mojego hajduczka nie kochał, kto? - odpowiedział Zagłoba.


- To i zrękowiny już były?


- Zrękowin nie było, bo Michał ledwie się z żalu otrząsnął; wszelako będą... zdaj to na moją głowę! Dziewczyna - chociaż to się wykręca jak łasica - wielce mu życzliwa, bo u niej szabla grunt...


- Uważałem to, jak mi Bóg miły! - przerwał rozpromieniony Ketling.


- Ha! uważałeś! Michał po tamtej jeszcze płacze, atoli jeśli mu która do duszy przypadnie, to pewnie hajduczek, bo ona do tamtej podobniejsza; jeno mniej oczyma strzyże, jako młodsza. Dobrze się wszystko składa, co? Ja w tym, że tu dwa wesela na elekcję będą!


      Ketling nie mówiąc nic objął znów pana Zagłobę i począł przykładać swą piękną twarz do jego czerwonych policzków, aż stary szlachcic odsapnął i spytał:


- Także ci to już Drohojowska za skórę się zaszyła?


- Nie wiem, nie wiem - odrzekł Ketling - wiem jedno to, że ledwie jej niebiański widok ucieszył moje oczy, wnet rzekłem sobie, i że ją jedną strapione serce moje mogłoby jeszcze pokochać, i tej samej nocy wzdychaniami sen płosząc, lubej zaraz oddałem się tęsknocie. Odtąd ona z pamięci mi nie schodzi ni z myśli, gdyż tak właśnie zawładnęła moim jestestwem, jako monarchini włada krajem poddanym i wiernym. Jestli to miłość czy też co innego, nie wiem!


- Ale wiesz, że to nie czapka ani trzy łokcie sukna na pludry, ani popręg, ani podogonie, ani kiełbasa z jajecznicą, ani manierka z gorzałką. Jeśliś tego pewien, to o resztę spytaj Krzysi, a chcesz, to ja spytam?


- Nie czyń tego waćpan - odrzekł uśmiechając się Ketling. - Jeśli mam utonąć, niech choć przez parę dni zdaje mi się jeszcze, że płynę.


- Widzę, że Szkoci do bitwy dobre pachołki, ale w amorach nic po nich. Na niewiastę jako na nieprzyjaciela impet potrzebny. Veni, vidi, vici!-to była moja maksyma...


- Z czasem, gdyby się moje najgorętsze pragnienia spełnić miały - rzekł Ketling - może waćpana o przyjacielskie auxilium poproszę. Chociażem indygenat otrzymał i krew szlachetna płynie w moich żyłach, jednak nazwisko moje tu nie znane i nie wiem, czyby pani stolnikowa...


- Pani stolnikowa? - przerwał Zagłoba. - Już też się o to nie bój. Pani stolnikowa istna tabakierka grająca. Jak nakręcę, tak i zagra. Zaraz do niej idę. Trzeba ją nawet uprzedzić, aby na twój proceder z panną krzywo nie patrzyła, ile że wasz szkocki proceder inny, a nasz inny. Jużci nie będę zaraz deklarował w twoim imieniu, jeno tak sobie wspomnę, że ci dziewka w oko wpadła i że dobrze by było, żeby z tej mąki chleba rozczynić. Jak mi Bóg miły, że zaraz idę, a ty się nie strachaj, bo przecie wolno mi powiedzieć, co mi się spodoba.


      I mimo iż Ketling wstrzymywał jeszcze, pan Zagłoba wstał i poszedł. Po drodze spotkał rozpędzoną, jak zwykle, Basię, której rzekł:


- Wiesz, Krzysia ze szczętem pogrążyła Ketlinga

następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP