Ogniem i mieczem (Henryk Sienkiewicz) - Tom Drugi Rozdział XXV strona nr 2
Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | Zlewozmywaki | skleroterapia Warszawa
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Ogniem i mieczem - Henryk Sienkiewicz / Tom Drugi Rozdział XXV
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
poprzednia strona
czułem, że mi się ostrze zwinęło; później też zaraz nas rozdzielili.
- Wszystko jedno - rzekł Zagłoba - nie przerywaj, panie Janie. Pan Michał usiekł w Warszawie Bohuna, jakeśmy ci to mówili...
- Lepiej byś waść nie wspominał - rzekł Litwin.
- Co się wymówiło, to się wymówiło - odparł Zagłoba. - Choć wolałbym był nie wspominać, ale idę dalej... otóż pan Podbipięta z Myszykiszek zdusił owego Pułjana, a ja Burłaja. Nie zmilczę wszelako waćpaństwu, że oddałbym tamtych wszystkich ze jednego Burłaja i że pono najcięższą miałem robotę. Diabeł to był, nie Kozak, co? Żebym tak miał synów legitime natos, piękne bym im imię zostawił. Ciekawym tylko, co król jegomość i sejmy na to powiedzą, jak nas nagrodzą, nas, którzy się siarką i saletrą więcej niż czym innym żywimy.
- Był większy od nas wszystkich rycerz - rzekł pan Longinus - a nazwiska jego nikt nie wie i nie pamięta.
- A to ciekawym, kto taki? chyba w starożytności? - rzekł urażony Zagłoba.
- Nie w starożytności, ale; brateńku, ten, który króla Gustawa Adolfa pod Trzcianną razem z koniem obalił i w jasyr wziął - rzekł Litwin.
- A ja słyszałem, że było to pod Puckiem - wtrącił pan Michał.
- Wszelako król mu się wyrwał i zbiegł - rzekł Skrzetuski.
- Tak jest! Wiem ja coś o tym - mówił przymykając oko pan Zagłoba - bom wtedy właśnie pod panem Koniecpolskim, ojcem chorążego, służył... wiem ja coś o tym! Modestia to nie pozwala onemu rycerzowi powiedzieć swego nazwiska i dlatego nikt go nie wie. Chociaż, wierzcie w to, co powiem : Gustaw Adolf wielkim był wojownikiem, prawie panu Koniecpolskiemu równym, ale w pojedynczym spotkaniu z Burłajem cięższa była robota - ja wam to mówię!
- To niby znaczy, żeś to waćpan powalił Gustawa Adolfa? - pytał Wołodyjowski.
- Albożem ci się pochwalił, panie Michale?... niech tam to już zostanie w niepamięci - mam ja się z czym i dziś pochwalić: co będę dawne czasy wspominał!... Strasznie to piwsko burczy w żywocie - a im więcej w nim sera, tym więcej burczy. Wolę winną polewkę - choć chwała Bogu i za to, co jest, bo wkrótce może i tego nie starczy... Ksiądz Żabkowski mnie mówił, że ponoć wiwendy skąpo, a on się tym bardzo niepokoi, bo ma brzuch jak gumno. Setny to bernardyn! Okrutniem go polubił. Więcej w nim żołnierza niż mnicha. Kiedy by kogo w pysk trzasnął, to choć zaraz trumnę zamawiaj.
- Ale - rzekł mały rycerz - nie mówiłem też waćpaństwu, jak grzecznie poczynał sobie tej nocy ksiądz Jaskólski. Usadowił się w onym narożniku, w tej srogiej wieży po prawej stronie zamku - i patrzył na bitwę. A trzeba wiedzieć, że on okrutnie z guldynki strzela. Powiada tedy do Żabkowskiego: "Nie będę do Kozaków strzelał, bo zawszeć to chrześcijanie, choć Bogu dyzgusta czynią; ale do Tatarów (powiada) nie wytrzymam!" - i jak jął dmuchać, tak ich podobno coś z pół kopy przez całą bitwę popsował.
- Żeby to wszystko duchowieństwo było takie! - westchnął Zagłoba.- Ale nasz Muchowiecki to jeno ręce ku niebu wznosi, a płacze, że się tyle krwi chrześcijańskiej leje.
- Daj waść pokój - rzekł poważnie Skrzetuski. - Ksiądz Muchowiecki święty ksiądz i w tym masz najlepszy dowód, że choć on nie starszy od tamtych dwóch, przecie głowy przed jego zacnością schylają.
- Nie tylko ja też nie neguję jego świątobliwości - odparł Zagłoba - ale myślę, że i samego chana potrafiłby nawrócić. Oj, mości panowie! musi się tam jego chańska mość sierdzić, aż wszy na nim koziołki ze strachu przewracają! jeżeli przyjdzie z nim do układów, pojadę i ja z komisarzami. Znamy się z dawna i niegdyś wielce mnie miłował. Może też sobie przypomni.
- Do układów Janickiego pewnie wybiorą, bo on po tatarsku, tak jak po polsku mówi - rzekł Skrzetuski.
- I ja tak samo, a z murzami znamy się jak łyse konie. Córki mi swoje chcieli w Krymie oddawać, żeby się potomstwa pięknego doczekać, a żem to był młody i paktów konwentów nie zawierałem ze swoją niewinnością, jako imć Podbipię
następna strona
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
|