Ogniem i mieczem (Henryk Sienkiewicz) - Tom Drugi Rozdział XXI strona nr 2

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Ogniem i mieczem - Henryk Sienkiewicz / Tom Drugi Rozdział XXI

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


poprzednia strona

lko rączyny przede mną składała, a dziękowała i dziękowała za ratunek i opiekę! Niechby mnie byli usiekli, nimem się dzisiejszego dnia doczekał! Bodaj mi było nie dożyć!


      Tu znów nastało milczenie i trzej rycerze pili miód zmieszany ze łzami, po czym Zagłoba tak dalej mówić począł:


- Myślałem, że przy nich starości spokojnej doczekam, a teraz...


      Tu ręce zwisły mu bezsilne:


- Znikąd pociechy, znikąd pociechy, chyba w grobie...


      Tymczasem, zanim pan Zagłoba ostatnich słów dokończył, hałas powstał w sieni, ktoś chciał wejść, a czeladnik nie puszczał; powstała głośna sprzeczka, w której zdało się panu Wołodyjowskiemu, że poznaje jakiś głos znajomy, więc zawołał na czeladnika, by dłużej wejścia nie bronił.


      Następnie drzwi otworzyły się i ukazała się w nich pyzata, rumiana twarz Rzędziana, który powiódł oczyma po obecnych, pokłonił się i rzekł:


- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!


- Na wieki wieków! - odrzekł Wołodyjowski - to Rzędzian.


- A ja ci to jestem - odrzekł pachołek - i kłaniam do kolan waszmościom. A gdzie to mój pan?


- Twój pan w Korcu i chory.


- O dla Boga! co też jegomość powiada? A ciężko on, Boże broń, chory?


- Był ciężko chory, a teraz zdrowszy. Medyk powiada, że będzie zdrów.


- Bo ja tu z wieściami o pannie do mojego pana przyjechałem.


      Mały rycerz począł kiwać melancholicznie głową.


- Niepotrzebnieś się śpieszył, bo już pan Skrzetuski wie o jej śmierci i my tu ją łzami rzewnymi oblewamy.


      Oczy Rzędziana wylazły zupełnie na wierzch głowy.


- Gwałtu, rety! co ja słyszę? panna umarła?


- Nie umarła, jeno w Kijowie od zbójców zamordowana.


- W jakim Kijowie? co jegomość prawi?


- W jakimże Kijowie? albo to Kijowa nie znasz?


- Dla Boga, chyba jegomość kpi! Co ona miała do roboty w Kijowie, kiedy ona w jarze nad Waładynką, niedaleko Raszkowa ukryta? I czarownica miała rozkaz, żeby się do przyjazdu Bohuna ani krokiem nie ruszała. Jak mnie Bóg miły, zwariować przyjdzie czy co?


- Co za czarownica? o czymże ty gadasz?


- A Horpyna!... toć tę basetlę znam dobrze!


      Pan Zagłoba nagle wstał z ławy i począł rękami trzepać jak człowiek, który wpadłszy w głębinę ratuje się od zatonięcia.


- Na Boga żywego! milcz waćpan! - rzekł do Wołodyjowskiego. - Na rany boskie, niech ja pytam!


      Obecni aż zadrżeli, tak blady był Zagłoba i pot wystąpił mu na łysinę, on zaś skoczył równymi nogami przez lawę do Rzędziana i schwyciwszy pachołka za ramiona pytał chrapliwym głosem:


- Kto tobie powiadał, że ona... koło Raszkowa ukryta?


- Kto miał powiadać? Bohun!


- Chłopie, czyś zwariował?! - wrzasnął pan Zagłoba trzęsąc pachołkiem jak gruszką - jaki Bohun?


- O dla Boga - zawołał Rzędzian - czego jegomość tak trzęsie? Dajże jegomość pokój, niech się opamiętam, bom zgłupiał... Jegomość mi do reszty w głowie przewróci Jakiż ma być Bohun? Albo to jegomość nie zna?


- Gadaj, bo cię nożem pchnę! - wrzasnął Zagłoba. - Gdzieś Bohuna widział?


- We Włodawie!... Czego waszmościowie ode mnie chcecie? - wołał przestraszony pachołek - Cóżem to ja? zbój?...


      Zagłoba odchodził od zmysłów, tchu mu zbrakło i padł na ławę dychając ciężko. Pan Michał przybył mu na pomoc:


- Kiedyś Bohuna widział? - pytał Rzędziana.


- Trzy tygodnie temu.


- To on żyje?


- Co ma nie żyć?... Sam mnie opowiadał, jakeś go jegomość popłatał, ale się wylizał...


- I on tobie mówił, że panna pod Raszkowem?


- A któż inny?


- Słuchaj Rzędzian: tu o życie twego pana i panny chodzi! Czy tobie sam Bohun mówił, że ona nie była w Kijowie?


- Mój jegomość, jak ona miała być w Kijowie, kiedy on ją pod Raszkowem

następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP