Ogniem i mieczem (Henryk Sienkiewicz) - Tom Drugi Rozdział XIX strona nr 2

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Ogniem i mieczem - Henryk Sienkiewicz / Tom Drugi Rozdział XIX

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


poprzednia strona

asem pokazało się, że pan Zagłoba miał słuszność odkładając z dnia na dzień wyprawę, gdyż w końcu marca przybył Kozak Zachar z listem adresowanym do Wołodyjowskiego z Kijowa. Pan Michał wezwał natychmiast Zagłobę, a gdy się zamknęli z posłańcem w osobnej izbie, rozerwał pieczęć i czytał, co następuje:


      "Nad Dniestrem aż do Jahorliku nie odkryłem żadnych śladów. Suponując, że musi być ukryta w Kijowie, przyłączyłem się do komisarzy, z którymi do Perejasławia zaszedłem. Tam uzyskawszy nadspodziewanie konsens od Chmielnickiego przybyłem do Kijowa i szukam wszędy, w czym mi sam metropolita sekunduje. Siła tu naszych ukrytych u mieszczan i po monasterach, ale ci dla bojaźni czerni nie dają wiedzieć o sobie, dlatego szukać trudno. Bóg mnie prowadził i nie tylko ochronił, ale Chmielnickiego afektem dla mnie natchnął, mam przeto nadzieję, że mi i dalej pomoże i zmiłuje się nade mną. Księdza Muchowieckiego o wotywę solenną upraszam, na której módlcie się na moją intencję, Skrzetuski."


- Chwałaż bądź Bogu Przedwiecznemu! - wykrzyknął Wołodyjowski.


- Jest jeszcze postscriptum - rzekł Zagłoba zaglądając przez ramię pana Michała.


- Prawda! - rzekł mały rycerz i czytał dalej:


      "Oddawca tego listu, esauł mirhorodzkiego kurzenia, miał mnie w poczciwej opiece, gdy w Siczy w niewoli byłem, i teraz w Kijowie mi pomagał, i list zanieść się podjął z narażeniem zdrowia; miej go, Michale, w staraniu, aby mu niczego nie brakło."


- Oto uczciwy Kozak, przynajmniej jeden taki! - rzekł Zagłoba, podając Zacharowi rękę.


      Stary uścisnął ją bez uniżoności.


- Możesz być pewien nagrody! - wtrącił mały rycerz.


- On sokoł - odparł Kozak - ja joho lublu, ja ne dla hroszi tutki priszow.


- I fantazji ci, widzę, nie braknie, której by się szlachcic niejeden nie powstydził - mówił Zagłoba. - Nie same bestie między wami, nie same bestie! Ale mniejsza z tym! To tedy pan Skrzetuski jest w Kijowie?


- Tak, jest.


- A bezpieczen, bo to, słyszę, czerń tam hula?


- On u Dońca pułkownika mieszka. Jemu nic nie uczynią, bo nasz bat'ko Chmielnicki kazał jego Dońcowi pod gardłem pilnować jak oka w głowie.


- Cuda prawdziwe się dzieją... Skądże Chmielnickiemu takie serce dla Skrzetuskiego?


- On jego z dawna miłuje.


- A mówił tobie pan Skrzetuski, czego szuka w Kijowie?


- Jak nie miał mówić, kiedy on wie, że ja jemu druh... Ja szukał z nim razem i osobno, tak musiał wiedzieć, czego mnie szukać.


- Aleście dotąd nie znaleźli?


- Nie znaleźliśmy. Co tam Lachiw jeszcze jest, to się kryją, jeden o drugim nie wie, tak i znaleźć niełatwo. Wy słyszeli, że tam czerń morduje, a ja to widział; nie tylko Lachiw mordują, ale i tych, którzy ich ukrywają, nawet mnichów i czernice. W monastyrze Dobrego Mikoły u czernic było dwanaście Laszek, to je razem z czernicami dymem w celi zadusili, a co parę dni to się skrzykną po ulicach i łowią, i do Dniepru prowadzą... Hej! co tam już wytopili...


- To może i ją zamordowali?


- Może i ją.


- Ale nie! - przerwał Wołodyjowski. - Już jeśli ją tam Bohun sprowadził, to ją musiał zabezpieczyć.


- Gdzie bezpieczniej jak w monastyrze, a dlatego i tam znajdą.


- Uf! - rzekł Zagłoba. - Tak wy myślicie, Zachar, że ona mogła zginąć?


- Ne znaju.


- Widać, że Skrzetuski jest dobrej myśli - rzekł Zagłoba. - Bóg go doświadczył, ale go pocieszy. A wyście, Zachar, dawno wyjechali z Kijowa?


- Oj, dawno, pane. Ja wtedy wyszedł, kiedy komisary koło Kijowa z powrotem przejeżdżali. Bahaćko Lachiw chciało z nimi uciekać i tak uciekali neszczastnyje, jak kto mógł, po śniegach, po wertepach, przez lasy, lecieli do Białogródki, a Kozacy gnali za nimi i bili. Bahato utikło, bahato zabyły, a niektórych pan Kisiel wykupił za wszystkie hroszy, jakie miał.


- O dusze pieskie! To wyście z komisarzami jechali.


-

następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP