Ogniem i mieczem (Henryk Sienkiewicz) - Tom Drugi Rozdział XVI strona nr 2
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Ogniem i mieczem - Henryk Sienkiewicz / Tom Drugi Rozdział XVI
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
poprzednia strona
aski i wystrzały nieco przycichły; natomiast świst wichru powiększał się, na dworze była zamieć śnieżna; znużone tłumy widocznie poczęły rozchodzić się do domów; nadzieja wstąpiła w serca komisarzów.
Wojciech Miaskowski, podkomorzy lwowski, podniósł się z ławy, posłuchał przy oknie zasutym śniegiem i rzekł:
- Widzi mi się, że za łaską bożą jutra jeszcze dożyjemy.
- Może też i Chmielnicki nadeszle liczniejszą asystencję, bo z tą nie dojedziemy - rzekł pan miarowski.
Pan Zieleński, podczaszy bracławski, uśmiechnął się gorzko:
- Kto by to rzekł, że komisarzami pokojowymi jesteśmy!
- Posłowałem nieraz do Tatar - mówił pan chorąży nowogrodzki - ale takiego posłowania nie zaznałem póki życia. Więcej w naszych osobach Rzeczpospolita kontemptu doznaje, niż pod Korsuniem i Piławcami doznała. Mówię też waszmościom: wracajmy, bo o układach nie ma co i myśleć.
- Wracajmy - powtórzył jak echo pan Brzozowski, kasztelan kijowski. - Nie może pokój stanąć, niech będzie wojna.
Kisiel podniósł powieki i utkwił szklane oczy w kasztelanie.
- Żółte Wody, Korsuń, Piławce! - rzekł głucho.
I umilkł, a za nim umilkli wszyscy -jeno pan Kulczyński, skarbnik kijowski, począł odmawiać głośno różaniec, a pan łowczy Krzetowski za głowę się obu rękoma chwycił i powtarzał:
- Co za czasy? co za czasy! Boże, zmiłuj się nad nami.
Wtem drzwi się otwarły i Bryszowski, kapitan dragonów biskupa poznańskiego, dowodzący konwojem, wszedł do izby.
- Jaśnie wielmożny wojewodo - rzekł - jakiś Kozak pragnie widzieć ichmość panów komisarzy.
- Dobrze - odrzekł Kisiel - a czerń rozeszła się już?
- Poszli; obiecali jutro wrócić.
- Bardzo nacierali?
- Okrutnie, ale Kozacy Dońca zabili ich kilkunastu. Jutro obiecali nas spalić.
- Dobrze, niech ten Kozak wejdzie.
Po chwili drzwi się otwarły i jakaś wysoka, czarnobroda postać stanęła w progu izby.
- Kto jesteś? - pytał Kisiel.
- Jan Skrzetuski, porucznik husarski księcia wojewody ruskiego.
Kasztelan Brzozowski, pan Kulczyński i łowczy Krzetowski porwali się z ław. Wszyscy oni służyli ostatniego roku z księciem pod Machnówką i Konstantynowem i znali pana Jana doskonale, Krzetowski był mu nawet powinowatym.
- Prawda! prawda! toż-że to pan Skrzetuski! - powtarzali.
- Co tu robisz? i jakeś się do nas dostał? - pytał Krzetowski biorąc go w ramiona.
- W chłopskim przebraniu, jak waszmościowie widzicie - rzekł Skrzetuski.
- Mości wojewodo - wołał kasztelan Brzozowski - toć to jest najprzedniejszy rycerz spod chorągwi wojewody ruskiego, sławny w całym wojsku.
- Witam go też wdzięcznym sercem - rzekł Kisiel - i widzę, że wielkiej to rezolucji musi być kawaler, skoro się do nas przedarł.
Po czym do Skrzetuskiego:
- Czego od nas żądasz?
- Abyście mi waszmość panowie iść ze sobą dozwolili.
- Smokowi w paszczękę leziesz... ale gdy taka waszmościna wola, oponować jej nie możemy.
Skrzetuski skłonił się w milczeniu.
Kisiel patrzył na niego ze zdziwieniem.
Surowa twarz młodego rycerza uderzyła go powagą i boleścią.
- Powiedzże mi waszmość - rzekł - jakie powody gnają cię do owego piekła, do którego nikt po dobrej woli nie idzie.
- Nieszczęście, jaśnie wielmożny wojewodo.
- Niepotrzebniem pytał - rzekł Kisiel. - Musiałeś kogoś z bliskich utracić i tam go jedziesz szukać?
- Tak jest.
- Dawnoż to się stało?
- Zeszłej wiosny.
- Jak to?... i waść dopiero teraz na poszukiwania się wybrał? Toż to rok blisko! Cóżeś waszmość dotąd porabiał?
- Biłem się pod wojewodą ruskim.
- Zaliż tak szczery
następna strona
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
|