Ogniem i mieczem (Henryk Sienkiewicz) - Tom Drugi Rozdział XII strona nr 2
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Ogniem i mieczem - Henryk Sienkiewicz / Tom Drugi Rozdział XII
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
poprzednia strona
oddychał ciężko.
Zagłoba pierwszy przerwał milczenie:
- Panie Michale, pójdź w moje objęcia! - rzekł z rozczuleniem.
Otoczyli go tedy kołem.
- Toś waść gracz pierwszej wody! Niech waści kule biją! - mówili panowie Sieliccy.
- Waść, widzę, ścichapęk! - rzekł Charłamp. - Stanę ja waszmości, żeby nie mówiono, iżem się uląkł, ale choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję!
- Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się o co bić - mówił Zagłoba.
- Nie może być, bo tu chodzi o moją reputację - odparł petyhorzec - za którą chętnie dam gardło.
- Nic mi po waścinym gardle, zaniechajmy się lepiej - rzecze Wołodyjowski - gdyż prawdę waćpanu powiedziawszy, tom mu tam w drogę, gdzie myślisz, nie wchodził. Wejdzie tam waćpanu kto inny, lepszy ode mnie - ale nie ja.
- Jak to?
- Parol kawalerski.
- To już sobie dajcie pokój - wołali Sieliccy i Kuszel.
- Niechże i tak będzie - rzekł Charłamp otwierając ramiona.
Pan Wołodyjowski padł w nie i poczęli się całować, aż echo rozlegało się po wydmach - pan Charłamp zaś mówił:
- Niechże waści nie znam, żebyś zaś tak pochlastał podobnego wielkoluda! A i szablą umiał on też obracać.
- Anim się spodziewał, żeby taki był fechmistrz! I skąd on się mógł tego wyuczyć?
Tu uwaga powszechna zwróciła się znów na leżącego watażkę, którego Eliaszeńko obrócił przez ten czas twarzą do góry i z płaczem szukał w nim znaków życia. Twarzy Bohuna nie można było rozeznać, bo pokryły ją sople krwi, która wypłynęła z ran w głowę zadanych i wnet ścięła się na chłodnym powietrzu. Koszula na piersiach również była cała we krwi, ale dawał jeszcze znaki życia. Widocznie był w konwulsji przedśmiertnej, nogi jego drgały, a palce skrzywione na kształt szponów darły piasek. Zagłoba spojrzał i machnął ręką.
- Ma dosyć! - rzekł - żegna się ze światem.
- Aj! - rzekł jeden z Sielickich spoglądając na ciało - to już trup.
- Ba! prawie na dzwona pocięty.
- Nie lada to był rycerz - mruknął kiwając głową Wołodyjowski.
- Wiem coś o tym - dodał Zagłoba.
Tymczasem Eliaszeńko chciał dźwignąć i unieść nieszczęsnego atamana, ale że był człowiek dość wątły i niemłody, a Bohun prawie do olbrzymów należał - więc nie mógł. Do karczmy było kilka staj, a Bohun lada chwila mógł skonać; esauł widząc to zwrócił się do szlachty.
- Pany! - wołał składając ręce. - Na Spasa i Swiatuju-Preczystuju, pomożite! Ne dajte, szczob win tutki szczez jak sobaka. Ja staryj, ne zdużaju, a lude dałeko...
Szlachta spojrzała po sobie. Zawziętość, przeciw Bohunowi znikła już we wszystkich sercach.
- Pewnie, że trudno go tu jak psa zostawić - mruknął pierwszy Zagłoba.
- Skorośmy z nim na pojedynek stanęli, to już on dla nas nie chłop, ale żołnierz, któremu taka pomoc się należy... Kto ze mną poniesie, mości panowie?
- Ja - rzekł Wołodyjowski.
- To go ponieście na mojej burce - dodał Charłamp.
Po chwili Bohun leżał już na opończy, której końce pochwycili Zagłoba, Wołodyjowski, Kuszel i Eliaszeńko - i cały orszak w towarzystwie Charłampa i panów Sielickich udał się wolnym krokiem ku karczmie.
- Twarde ma życie - rzekł Zagłoba - jeszcze się rusza. Mój Boże, żeby mnie kto powiedział, że na jego niańkę wyjdę i że go będę tak niósł, myślałbym, że kpi ze mnie! Zbyt mam czułe serce, sam wiem o tym, ale trudno! Jeszcze mu i rany opatrzę. Mam nadzieję, że na tym świecie już się nie spotkamy więcej: niechże mile mię wspomina na tamtym!
- To myślisz waszmość, że on żadną miarą nie wyżyje? - pytał Charłamp.
- On? nie dałbym za jego żywot starego wiechcia. Tak już było napisano i nie mogło go minąć, bo choćby mu się było z panem Wołodyjowskim
następna strona
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
|