Ogniem i mieczem (Henryk Sienkiewicz) - Tom Drugi Rozdział III strona nr 2
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Ogniem i mieczem - Henryk Sienkiewicz / Tom Drugi Rozdział III
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
poprzednia strona
zakrył je pył wodny; zbita na miazgę piana kłębiła się pod kołem jak ukrop.
Wiedźma wbiła swoje czarne oczy w owe wary i chwyciwszy się za warkocze koło uszu, poczęła wołać:
- Huku! huku! pokaż się! W kole dębowym, w pianie białej, w tumanie jasnym, zły ty czy dobry, pokaż się!
Bohun zbliżył się i siadł przy niej. Twarz jego wyrażała obawę i gorączkową ciekawość
- Widzę! - krzyknęła wiedźma.
- Co widzisz?
- mierć mojego brata. Dwa woły Dońca na pal naciągają.
- Do czorta z twoim bratem! - mruknął Bohun, który czego innego chciał się dowiedzieć.
Przez chwilę słychać było tylko hurgot koła obracającego się jakby z wściekłością.
- Sina u mego brata głowa, sineńka, kruki go dziobią! - rzekła wiedźma.
- Co więcej widzisz?
- Nic... O, jaki siny! Huku! Huku! w kole dębowym, w pianie białej, w tumanie jasnym, pokaż się!... Widzę.
- A co?
- Bitwa! Lachy uciekają przed mołojcami.
- A ja gonię?
- Widzę i ciebie. Ty się z małym rycerzem potykasz. Hur! hur! hur! Ty się małego rycerza strzeż.
- A kniaziówna?
- Nie ma jej. Widzę cię znowu, a przy tobie ktoś, kto cię zdradzi. Twój druh nieszczery.
Bohun pożerał oczyma to piany, to Horpynę - i jednocześnie pracował głową, by pomóc wróżbom.
- Jaki druh?
- Nie widzę. Nie wiem, stary czy młody.
- Stary! pewno stary!
- Może i stary.
- To wiem, kto to. On mnie już raz zdradził. Stary szlachcic z siwą brodą i z białym okiem. Na pohybel-że jemu! Ale on mnie nie druh.
- On dybie na ciebie. Widzę znowu. Czekaj! jest i kniaziówna! jest, w wianku rucianym, w białej sukni, nad nią jastrząb.
- To ja.
- Może i ty. Jastrząb... Czy sokół? Jastrząb!
- To ja.
- Czekaj. Już nie widać... W kole dębowym, w pianie białej... O! o! mnogo wojska, mnogo mołojców, oj, mnogo jak drzew w lesie, jak bodiaków w stepie, a ty nad wszystkimi, przed tobą trzy buńczuki noszą.
- A kniaziówna przy mnie?
- Nie ma jej, ty w obozie.
Znowu nastała chwila milczenia. Koło huczało, aż się cały młyn trząsł.
- Hej, co tu krwi, co tu kwi! co trupów, wilcy nad nimi, krucy nad nimi! - zaraza nad nimi. Same trupy! same trupy! hen! hen! tylko trupy, nie widać nic, tylko krew!
Nagle powiew wiatru zwiał tuman z koła - a jednocześnie wyżej nad młynem ukazał się potworny Czeremis z wiązką drzewa na plecach.
- Czeremis, załóż stawidło! - zawołała dziewka.
To rzekłszy poszła umywać ręce i twarz w strudze, a karzeł zahamował tymczasem wodę.
Bohun siedział zamyślony. Zbudziło go dopiero nadejście Horpyny.
- Ty nic więcej nie widziała? - spytał ją.
- Co się pokazało, to się pokazało, nic więcej nie obaczę.
- A nie łżesz?
- Na głowę brata, prawdę mówiłam. Jego na pal wsadzą. Wołami za nogi naciągną. Mnie jego żal. Hej, nie jemu jednemu śmierć pisana! Co się trupów pokazało! nigdy tyle nie widziałam - będzie wielka wojna na świecie.
- A ją ty widziała z jastrzębiem nad głową?
- Tak jest.
- I ona była w wianku?
- W wianeczku i w białej sukni.
- A skąd ty wiesz, że ten jastrząb to ja? Ja tobie o tym młodym Lachu szlachcicu powiadał - może to on.
Dziewka zmarszczyła brwi i zadumała się.
- Nie - rzekła po chwili wstrząsając głową - kołyby buw Lach, to by buw oreł.
- Sława Bohu! sława Bohu ! Pójdę ja teraz do mołojców, żeby konie do drogi gotowali. W nocy ruszymy.
- Tak i koniecznie pojedziesz.
- Chmiel przykazywał i Krzywonos przykazywał. Ty dobrze widziała, że będzie wielka wojna, bo to samo ja w Barze w piśmie od Chmiela czytał.
Bohun wprawdzie nie
następna strona
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
|