Ogniem i mieczem (Henryk Sienkiewicz) - Tom Drugi Rozdział I strona nr 2
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Ogniem i mieczem - Henryk Sienkiewicz / Tom Drugi Rozdział I
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
poprzednia strona
h łapiesz...
Rozmowa urwała się, słychać było tylko uderzenia kopyt o kamienie i jakieś głosy dochodzące od strony rzeki, podobne do sykania koników polnych.
Bohun nie zwrócił najmniejszej uwagi na owe głosy, które jednak wśród nocy mogły dziwić - podniósł twarz ku księżycowi i zamyślił się głęboko.
- Horpyna - rzekł po chwili.
- Czego?
- Ty czarownica, ty musisz wiedzieć: czy prawda, że jest takie ziele, że jak się go kto napije, to musi pokochać? Lubystka czy jak?
- Lubystka. Ale na twoją biedę nic i lubystka nie poradzi. Jeśliby kniaziówna innego nie kochała, to tylko dać jej się napić, ale jeśli kocha, to wiesz, co się stanie?
- Co?
- To jeszcze bardziej tego innego pokocha.
- Przepadnijże ty ze swoją lubystką ! Umiesz ty źle wróżyć, a poradzić nie umiesz.
- To słuchaj: znam ja inne ziele, co w ziemi rośnie. Kto się go napije, dwa dni i dwie noce jak pień leży, o świecie nie wie. Tego ja jej ziela dam-a potem...
Kozak zatrząsł się na siodle i utkwił w czarownicy swe świecące w ciemności oczy.
- Co ty kraczesz? - spytał.
- Taj hodi! - zawołała wiedźma i wybuchnęła ogromnym, podobnym do rżenia klaczy, śmiechem.
miech ów rozległ się złowrogim echem w rozpadlinach jarów.
- Suko! - rzekł watażka.
Po czym oczy jego gasły stopniowo, popadał znów w zamyślenie, na koniec począł mówić, jakby sam do siebie:
- Nie, nie! Kiedy my Bar brali, ja pierwszy wpadł do klasztoru, by jej przed pijanicami bronić i łeb strzaskać każdemu, kto by się jej dotknął, a ona się nożem pchnęła i teraz o bożym świecie nie wie. Dotknę jej ręką, to się znów pchnie albo do rzeki skoczy, nie upilnujesz, nieszczęsny!
- Ty w duszy Lach, nie Kozak, kiedy po kozacku nie chcesz dziewczyny zniewolić...
- Żeby ja był Lach! - zawołał Bohun - żeby ja był Lach!
I za czapkę obu rękoma się chwycił, bo jego samego ból chwycił.
- Musiała cię urzec ta Laszka - mruknęła Horpyna.
- Ej, chyba urzekła! - odrzekł żałośnie. - Niechby mnie pierwsza kula nie minęła, niechbym na palu sobacze życie skończył... Jednej ja chcę na świecie i ta jedna mnie nie chce!
- Durny! - zawołała z gniewem Horpyna - toć ty ją masz!
- Stulże ty pysk! - zawołał z wściekłością Kozak. - A jak się ona zabije, to co? ciebie rozerwę, siebie rozerwę, łeb o kamień rozbiję, ludzi będę gryzł jak pies! Ja by duszę za nią oddał, sławę kozacką oddał, uciekłby za Jahorlik hen! od pułków za świat, aby z nią, z nią żyć, przy niej zdychać... Ot, co! A ona się nożem pchnęła. I przez kogo? przeze mnie! Nożem się pchnęła! słyszysz?
- Nic jej nie będzie. Nie umrze.
- Jakby umarła, to ja by ciebie ćwiekami do drzwi przybił.
- Mocy ty żadnej nad nią nie masz.
- Nie mam, nie mam. Ja by wolał, żeby ona mnie nożem pchnęła; niechby i zabiła, byłoby lepiej.
- Głupia Laszka. Ot by po dobrej woli przyhołubiła się do ciebie. Gdzie lepszego znajdzie?
- Spraw ty to, a ja ci garnek dukatów nasypię, a pereł drugi. My w Barze wzięli łupu niemało i przedtem brali.
- Ty bogaty jak kniaź Jarema - i sławny. Ciebie, mówią, sam Krzywonos się boi.
Kozak ręką machnął.
- Co mnie z tego, koły serdcie bołyt...
I znowu zapadło milczenie. Brzeg rzeki stawał się coraz dzikszy, pustszy. Białe światło księżyca nadawało fantastyczne kształty drzewom i skałom. Na koniec Horpyna rzekła:
- Tu Wraże Uroczyszcze. Trzeba razem jechać.
- Czemu?
- Tu niedobrze.
Zatrzymali konie i po chwili orszak idący z tyłu złączył się z nimi.
Bohun wspiął się na strzemionach i zajrzał w kołyskę.
- Spyt? - spytał.
- Spyt - odpowiedział stary Kozak
następna strona
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
|