Ogniem i mieczem (Henryk Sienkiewicz) - Tom Pierwszy Rozdział XXVII strona nr 2

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Ogniem i mieczem - Henryk Sienkiewicz / Tom Pierwszy Rozdział XXVII

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


poprzednia strona




      A potem zwróciwszy się ku pacholikowi:


- Żeleński! - rzekł - biegaj po pułkowników.


      Wojewoda kijowski siadł tymczasem na ławie i sapał; trochę się przy tym za wieczerzą oglądał, gdyż był głodny, a lubił jeść dobrze.


      Wtem rozległy się zbrojne stąpania i weszli oficerowie książęcy - czarni, wychudli, brodaci, z pozapadanymi oczyma, ze śladami niewypowiedzianych trudów na twarzy. Skłonili się w milczeniu księciu, gościom i czekali, co powie.


- Mości panowie - rzekł książę - czy konie u toków?


- Tak jest.


- Gotowe?


- Jako zawsze.


- To dobrze. Za godzinę ruszamy na Krzywonosa.


- Hę? - rzekł wojewoda kijowski i spojrzał ze zdziwieniem na pana Krzysztofa, podsędka bracławskiego.


      A książę mówił dalej:


- Imć Poniatowski i Wierszułł ruszą pierwsi. Za nimi pójdzie Baranowski z dragonią, a w godzinę żeby mi i armaty Wurcla wyszły.


      Pułkownicy skłoniwszy się opuścili izbę i po chwili rozległy się trąbki grające wsiadanego. Wojewoda kijowski takiego pośpiechu się nie spodziewał, a nawet sobie nie życzył, gdyż był zmęczony i zdrożony. Liczył on na to, że z dzionek u księcia wypocznie i jeszcze zdąży - a tu przychodziło zaraz, nie śpiąc, nie jedząc, na koń siadać.


- Mości książę - rzekł - a czy zajdą żołnierze wasi do Machnówki, bo widziałem, strasznie fatigati, a to droga daleka.


- Niech waszą mość o to głowa nie boli. Jak na śpiewanie idą oni na bitwę.


- Widzę ja to, widzę. Siarczysty żołnierz, ale bo to..: i mój lud podrożony.


- Mówiłeś wasza mość: periculum in mora.


- Tak jest, ale może by przez noc odpocząć. My spod Chmielnika idziemy.


- Mości wojewodo, my z Łubniów, z Zadnieprza.


- Cały dzień byliśmy w drodze.


- My cały miesiąc.


      To rzekłszy książę wyszedł, by osobiście szyk pochodowy sprawić, a wojewoda oczy na podsędka, pana Krzysztofa, wytrzeszczył, dłońmi po kolanach uderzył i mówił:


- Ot, mam, czegom chciał. Dalibóg, oni mnie tu głodem zamorzą. O! to w gorącej wodzie kąpani. Przychodzę o pomoc, myślę, że po wielkich molestacjach za dwa, trzy dni ruszą, a tu i odetchnąć nie dadzą. Niechże ich kaduk porwie! Puślisko mi nogę przetarło, co mi je zdrajca pachołek źle przypiął, w brzuchu mi kruczy... niechże ich kaduk porwie! Machnówka Machnówką, a brzuch brzuchem ! Jam też stary żołnierz, więcej jam może od nich wojny zażywał - ale nie tak łap, cap! To diabły, nie ludzie: nie śpią, nie jedzą -tylko się biją. Jak mi Bóg miły, tak oni nigdy nie jedzą. Widziałeś, panie Krzysztofie, tych pułkowników - czy nie wyglądają jak spectra? co?


- Ale fantazja u nich ognista - odpowiedział pan Krzysztof, który żołnierz był zamiłowany. - Miły Boże! ile to zamieszania i nieładu po innych obozach, gdy ruszać przyjdzie! ile bieganiny, szykowania wozów, posyłania po konie!... a tu - słyszycie waszmość? - oto już lekkie chorągwie wychodzą!


- A juści, że tak jest! Desperacja! - mówił wojewoda.


      A młody pan Aksak dłonie swoje chłopięce złożył:


- Ach, wielki to wódz! ach, wielki to wojennik! - mówił z uniesieniem.


- U waści mleko pod nosem! - huknął na niego wojewoda. - Cunctator także był wielki wódz!... rozumiesz wasze?


      Wtem wszedł książę:


- Mości panowie, na koń! ruszamy!


      Wojewoda nie wytrzymał.


- Każże, wasza książęca mość, dać coś zjeść, bom głodny! - wykrzyknął z wybuchem złego humoru.


- A, mój mości wojewodo! - rzekł książę śmiejąc się i biorąc go w ramiona - wybaczcie, wybaczcie, całym sercem, ale na wojnie człek o tych rzeczach zapomina.


- A co, panie Krzysztofie? czy nie mówiłem, że oni nic nie jedzą? - rzecze wojewoda zwracając się do podsędka bracławskiego.


      Ale wieczer

następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP