Ogniem i mieczem (Henryk Sienkiewicz) - Tom Pierwszy Rozdział XVII strona nr 2
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Ogniem i mieczem - Henryk Sienkiewicz / Tom Pierwszy Rozdział XVII
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
poprzednia strona
wyjazdem takim miodem łubniańskim częstował, że niech się każdy inny spod wiechy schowa. Co zaś się z twoim panem dzieje? co? Zdrów-li?
- Zdrów i kazał się waszmości kłaniać - rzekł zmieszany Rzędzian.
- Wielkiej to jest fantazji kawaler. A ty jakże się w Czehrynie znalazłeś! Czemu cię to pan z Kudaku odesłał?
- Pan jako pan - rzecze na to pacholik - ma swoje sprawy w Łubniach, za którymi mnie wrócić kazał, bo i nie miałem co robić w Kudaku.
Przez cały ten czas Bohun patrzył bystro na Rzędziana; nagle rzekł:
- Znam i ja twego pana, widziałem go w Rozłogach.
Rzędzian przekrzywił głowę i nadstawiwszy ucha, niby to nie dosłyszawszy, spytał:
- Gdzie?
- W Rozłogach.
- To Kurcewiczów - rzekł Zagłoba.
- Czyje? - pytał znów Rzędzian.
- Widzę, żeś coś ogłuchł - zauważył sucho Bohun.
- Bom się też nie wyspał.
- To się jeszcze wyśpisz. Powiadasz tedy, że twój pan wysłał cię do Łubniów?
- A jakże.
- Pewnie tam ma jaką podwikę - wtrącił pan Zagłoba - do której afekt przez ciebie przesyła.
- Czy ja tam wiem, mój jegomość!... może ma, a może i nie ma - rzecze Rzędzian.
Następnie skłonił się Bohunowi i panu Zagłobie.
- Niech będzie pochwalony - rzekł zabierając się do odejścia.
- Na wieki! - odparł Bohun. - Poczekaj no, ptaszku, nie śpiesz się. A czemuś to ty przede mną taił, żeś jest pacholikiem pana Skrzetuskiego?
- A bo mnie jegomość nie pytał, a ja sobie myślę: co mam o byle czym mówić? Niech będzie pochwalo...
- Poczekaj, mówię. Listy jakowe od pana wieziesz?
- Pańska rzecz pisać, a moja, jako sługi, oddać, ale jeno temu, do kogo są pisane, zaczem niech mi będzie wolno pożegnać waszmość panów.
Bohun zmarszczył swe sobole brwi i w ręce klasnął. Natychmiast dwóch semenów wpadło do izby.
- Obszukać go! - zawołał, wskazując na Rzędziana.
- Jakom żyw, gwałt mi się tu dzieje! - wrzeszczał Rzędzian. -Jam jest też szlachcic, choć sługa, a waszmość panowie w grodzie za ten postępek będziecie odpowiadali.
- Bohun! zaniechaj go! - wtrącił pan Zagłoba.
Ale tymczasem jeden z semenów znalazł w Rzędzianowym zanadrzu dwa listy i oddał je podpułkownikowi. Bohun kazał zaraz pójść precz semenom, bo nie umiejąc czytać nie chciał się z tym przed nimi zdradzić. Po czym, zwróciwszy się do Zagłoby rzekł:
- Czytaj, a ja na pachołka uważać będę.
Zagłoba przymknął lewe oko. na którym miał skałkę, i czytał adres:
- "Mnie wielce miłościwej pani i jejmości dobrodzice J. O. kniahini Kurcewiczowej w Rozłogach."
- Toś ty, rarożku, do Łubniów jechał i nie wiesz, gdzie Rozłogi? - rzekł Bohun poglądając strasznym wzrokiem na Rzędziana.
- Gdzie mi kazali, tamem jechał! - odparł pachołek.
- Mam-li otworzyć? Sigillum szlacheckie święta rzecz - zauważył Zagłoba - Mnie tu hetman wielki dał prawo wszelakie pisma przeglądać. Otwieraj i czytaj.
Zagłoba otworzył i czytał:
- "Mnie wielce miłościwa pani, etc. Donoszę W. M. Pani, jakom już w Kudaku stanął, skąd, daj Boże szczęśliwie, dzisiejszego rana na Sicz jechał będę, a teraz nocą tu piszę, od niespokojności spać nie mogąc, aby was zaś jaka przygoda od tego zbója Bohuna i jego hultajów nie spotkała. A że mnie tu i pan Krzysztof Grodzicki powiadał, że rychło patrzyć, jak wielka wojna wybuchnie, od której się też i czerń podniesie, przeto zaklinam i błagam W. M. Panią, byś eo instante, choćby i stepy nie wyschły, choćby wierzchem, zaraz z kniaziówną do Łubniów jechać raczyła i tego nie poniechała, gdyż ja na czas wrócić nie zdołam. Którą prośbę racz W. M. Pani zaraz spełnić, abym o szczęśliwość mnie przyrzeczoną mógł być bezpiecznym i za powrotem się rozradować. A co masz W. M. Pani z Bohunem kunktować i mnie przy
następna strona
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
|