Potop (Henryk Sienkiewicz) - Tom Pierwszy Rozdział VII strona nr 2

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Potop - Henryk Sienkiewicz / Tom Pierwszy Rozdział VII

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


poprzednia strona

wszy krupniczkiem spać idzie, a one z panem Wołodyjowskim siędą wedle komina; nieufna Terka kądziel przędzie, słodka Marysia darciem kwapiu się zabawia, a Zonia nici z wrzecion na motki nawija. Lecz gdy pan Wołodyjowski zacznie opowiadać o wojnach, które przebył, albo o dziwach, które widzíał w różnych magnackich dworach, to robota ustanie, dziewczęta w niego jak w tęczę patrzą i coraz to któraś wykrzyknie z podziwu : "Ach ! ja nie żyję na świecie! Kochanieńcyż wy moi!" -a druga odpowie: "Całą noc oka nie zmrużę!"


      Pan Wołodyjowski zaś, w miarę jak do zdrowia przychodził i szablą już chwilami zupełnie swobodnie zaczął władać, coraz był weselszy i coraz chętniej opowiadał. Pewnego tedy wieczora zasiedli, jako zwykle po wieczerzy, przed okapem, spod którego raźne światło padało na całą ciemną izbę, ale zrazu zaczęli się przekomarzać. Chciały dziewczęta opowiadania, a pan Wołodyjowski prosił Terkę, żeby mu też coś zaśpiewała przy lutni.


- Sam waszmość zaśpiewaj! - odpowiedziała odpychając instrument, który jej pan Wołodyjowski podawał-ja mam robota. Bywając po świecie musiałeś się różnych pieśni wyuczyć.


- Pewnie, żem się wyuczył. Ale już dziś niech tak będzie: ja zaśpiewam naprzód, a waćpanna po mnie. Robota nie przepadnie. Żeby tak białogłowa jaka prosiła, pewnie byś się nie przeciwiła, a mężczyźnie zawsześ oporna.


- Bo warto.


- Zali i mną tak waćpanna pogardzasz?


- At, gdzie tam ! Œpiewaj już wasza mość.


      Pan Wołodyjowski zabrzdąkał w lutnię, nastroił pocieszną minę i zaintonował fałszywym głosem :


     


      Przyjechałem w takie miejsce,


      Gdzie mnie żadna panna niej-chce!...


     


- O, to niesprawiedliwie! - przerwała Marysia zarumieniwszy się jak malina.


- To jest żołnierska piosenka - rzekł pan Wołodyjowski - którąśmy śpiewali na hibernach, chcąc, żeby się jaka dobra dusza nad nami użaliła.


- Ja bym się pierwsza użaliła.


- Dziękuję waćpannie. Kiedy tak, to nie mam po co dłużej śpiewać i lutnię w godniejsze ręce oddaję.


      Terka tym razem nie odepchnęła instrumentu, bo ją poruszyła pieśń pana Wołodyjowskiego, w której istotnie było więcej chytrości niż prawdy, więc uderzyła zaraz w struny i złożywszy buzię "w ciupo", poczęła śpiewać:


     


      Nie kodź do lasu czypać bzu


      I nie wierz kłopcu jako psu!


     


      Bo każdy kłopiec ma w sobie jad,


      Kiedy cię kocha, powiedz mu: "at!"


     


      Pan Wołodyjowski tak się rozweselił, że aż się za boki uchwycił z radości i zakrzyknął:


- Wszyscyż to chłopcy zdrajcy? A wojskowi, moja dobrodziko?


      Panna Terka silniej zesznurowała buzię i odśpiewała z podwójną energią:


     


      Jeszcze gorsze psy, jeszcze gorsze psy!


     


- Nie uważaj, wasza mość, na Terkę, ona zawsze taka ! - rzekła Marysia.


- Jak nie mam uważać - rzecze pan Wołodyjowski - gdy całemu stanowi wojskowemu tak szpetnie przymówiła, że ze wstydu nie wiem, gdzie oczy podziać.


- Wasza mość chcesz, żebym śpiewała, a potem sobie ze mnie dworujesz i wyśmiewasz - odpowiedziała nadąsana Terka.


- Nie napadam ja na śpiewanie, jeno na sens dla wojskowych okrutny odparł rycerz. - Co do śpiewania, muszę przyznać, żem i w Warszawie tak wybornych gorgów nie słyszał. Waćpannę tylko w pluderki przybrać, a mogłabyś u Œwiętego Jana śpiewać, któren kościół jest katedralny


      i królestwo mają w nim swój ganeczek.


- A czemuż by to ją w pluderki trzeba ubierać? - spytała najmłodsza, Zonia, zaciekawiona wzmianką o Warszawie i o

następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP