Potop (Henryk Sienkiewicz) - Tom Trzeci Rozdział X strona nr 2
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Potop - Henryk Sienkiewicz / Tom Trzeci Rozdział X
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
poprzednia strona
natychmiast zeskoczył z kulbaki i wszedł do kwatery Wołodyjowskiego. Porwali się z ław wszyscy, widząc go wchodzącego, on zaś ledwie im głową skłonił, już rzekł:
- Proszę o listy!
Charłamp podał mu zapieczętowane pismo. Kasztelan poszedł z nim przed okno, bo w chałupie było ciemno, i począł je czytać ze zmarszczoną brwią i troską w twarzy. Od czasu do czasu gniew błyskał mu w obliczu.
- Zalterował się pan kasztelan - szeptał do Skrzetuskiego Zagłoba- obacz, jak mu dzioby poczerniały; zaraz i szeplenić zacznie, co zawsze czyni, gdy go cholera chwyci.
Wtem pan Czarniecki skończył czytać, przez chwilę całą pięścią kręcił brodę i myślał, na koniec ozwał się dźwiękliwym, niewyraźnym głosem:
- A pójdź no tu bliżej, towarzyszu !
- Do usług waszej dostojności!
- Gadaj prawdę - rzekł z przyciskiem kasztelan - bo ta relacja tak misternie haftowana, iż rzeczy dojść nie mogę... Jeno... gadaj prawdę... nie koloryzuj: wojska rozproszone?
- Nijak nie rozproszone, mości kasztelanie.
- A ile dni wam potrzeba, byście się znów zebrali?
Tu Zagłoba szepnął do Skrzetuskiego:.
- Chce go, jako to mówią, z mańki zażyć.
Lecz Charłamp odpowiedział bez wahania:
- Skoro wojsko nie rozproszone, to mu się zbierać nie trzeba. Prawda jest, że pospolitaków z dwieście koni nie mogliśmy się dorachować, gdym odjeżdżał, których i między poległymi nie było, ale to zwykła rzecz i komput na tym nie cierpi, a nawet pan hetman ruszył za królem w dobrym porządku.
- Armat nie straciliście, mówisz, nic?
- Owszem. Straciliśmy cztery, które Szwedzi, nie mogąc ich zabrać, zagwoździli.
- Widzę, że prawdę mówisz; powiadaj tedy, jako się wszystko odbyło?
-...Incipiam !- rzekł Charłamp. - Kiedyśmy to ostali sami, postrzegł się nieprzyjaciel, iże zawiślańskich wojsk nie masz, jeno partie i kupy niesforne na ich miejscu. Myśleliśmy, a właściwie mówiąc, pan Sapieha myślał, że na tamtych uderzą, i jakie takie posiłki im ekspediował, ale nieznaczne, by siebie nie osłabić. Tymczasem u Szwedów krętanina i szum jakoby w ulu. Pod wieczór poczęli zbliżać się tłumami do Sanu. Byliśmy w kwaterze wojewodzińskiej. Przyjeżdża ten pan Kmicic, który się Babiniczem teraz zowie, żołnierz przedni, i daje znać. A pan Sapieha właśnie do uczty zasiadał, na którą się siła szlachcianek aż spod Kraśnika i Janowa nazjeżdżało... że to pan wojewoda lubi płeć białogłowską.
- I uczty lubi! - przerwał Czarniecki.
- Nie masz mnie przy nim, nie ma go kto do temperancji nakłaniać!- przerwał Zagłoba.
Na to pan Czarniecki:
- Może prędzej będziesz waść przy nim, niż myślisz, zaczniecie się we dwóch temperować!
Tu zwrócił się do Charłampa:
- Mów dalej.
- Babinicz tedy daje znać, a wojewoda na to: "Symulują tylko, że chcą następować! Nie przedsięwezmą nic! Prędzej (powiada) przez Wisłę zechcą się przebierać, ale mam ja na nich oko i wtedy sam nastąpię. Tymczasem (powiada) nie psujmy sobie uciechy, żeby nam było dobrze!" Poczynamy tedy jeść i pić. A i kapela poczyna rżnąć, sam wojewoda prosi do tańca.
- Dam ja mu tańce! - przerwał Zagłoba.
- Cicho waść! - rzekł Czarniecki.
- Wtem znów przylatują od brzegu, że szum okrutny. Nic to! Wojewoda pazia w ucho: "Będziesz mi tu lazł!" Tańcowaliśmy do świtania, spaliśmy do południa. 0 południu patrzym, aż już szańce srogie stoją, a na nich ciężkie działa, kartauny. Dają też czasem ognia, a co kula padnie, to jak ceber! Jedna taka na nic okop zaprószy!
- Nie powiadaj konceptów - przerwał Czarniecki - boś nie u hetmana !
Charłamp zmieszał się mocno i tak dalej mówił:
- 0 południu wyjechał sam wojewoda. Szwedzi zaś pod osłoną owych szańców zaczęli stawiać most. Pracowali do wieczora, z wielkim naszym p
następna strona
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
|