Potop (Henryk Sienkiewicz) - Tom Trzeci Rozdział VI strona nr 2

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Potop - Henryk Sienkiewicz / Tom Trzeci Rozdział VI

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


poprzednia strona

oby śpiewający:


      Poszła Kaśka do piekarni,


      A Stach do niej: Puść, przygarnij,


      Kochana!


     


      Bo śnieg pada i wiatr wieje,


      Gdzież ja się, biedny, podzieję


      Do rana!...


     


- Dobry znak! Wesoło wracają! - zawołał Polanowski.


      Tymczasem tamci ujrzawszy kasztelana zeskoczyli z kulbak, oddali konie pacholikowi i szli żywo do ganku; nagle Zagłoba rzucił czapkę w górę i udając głos marszałka tak wybornie, że kto by go nie widział, mógłby się omylić, zakrzyknął:


- Vivat pan Czarniecki, nasz wódz!


      Kasztelan zmarszczył się i rzekł prędko:


- Jest pismo dla mnie?


- Nie ma - odrzekł Zagłoba - jest coś lepszego. Marszałek z całym wojskiem przechodzi dobrowolnie pod komendę waszej dostojności!


      Czarniecki przewiercił go wzrokiem, za czym zwrócił się do Skrzetuskiego, jakby mu chciał rzec: "Gadaj ty, bo tamten podpił!"


      Pan Zagłoba rzeczywiście był nieco podpiły; lecz Skrzetuski potwierdził jego słowa, więc zdumienie odbiło się na obliczu kasztelana.


- Bywajcie za mną! - rzekł do przybyłych. - Mości Polanowski, mości Wołodyjowski, proszę także!


      I wszyscy weszli do izby. Nie siedli jeszcze, gdy Czarniecki spytał:-- Co rzekł na mój list?


- Nic nie rzekł - odpowiedział Zagłoba - a dlaczego, to się w końcu mojej relacji okaże, teraz zaś incipiam...


      Tu zaczął wszystko opowiadać, jak się odbyło, jako marszałka do decyzji tak pomyślnej doprowadził. Czarniecki patrzył na niego z coraz większym zdziwieniem. Polanowski za głowę się chwytał, pan Miehał wąsikami ruszał.


- Tożem ja waści nie znał dotąd, jak mnie Bóg miły! - zawołał wreszcie kasztelan. - Uszom własnym nie wierzę!


- Ulissesem z dawna mnie nazywano! - odrzekł skromnie Zagłoba.


- Gdzie mój list?


- Ot, jest!


- Już ci muszę darować, żeś go nie oddał. To ćwik kuty na cztery nogi! Podkanclerzemu uczyć się u niego, jak układy prowadzić! Na Boga, gdybym był królem, do Carogrodu bym waści wysłał...


- Już by tu sto tysięcy Turka stało! - zakrzyknął pan Michał.


      A Zagłoba na to:


- Dwieście, nie sto, żebym tak zdrów był!


- W niczymże się pan marszałek nie spostrzegł? - pytał znów Czarniecki.


- On? Łykał tak wszystko, com mu do gęby wkładał, jak karmny gąsior gałki, jeno mu grzdyka grała i oczy mgłą zachodziły. Myślałem, że pęknie od radości, jako szwedzki granat. Tego człowieka do piekła pochlebstwem można by zaprowadzić.


- Byle się to na Szwedach skrupiło, byle się skrupiło, a mam nadzieję, że tak będzie! - odrzekł uradowany Czarniecki. - Waść jesteś człek zręczny jako liszka, ale sobie zbytnio z pana marszałka nie dworuj, bo inny i tego by nie uczynił. Siła od niego zależy... Aż do samego Sandomierza pójdziemy majętnościami Lubomirskich i marszałek jednym słowem może całą okolicę podnieść, chłopstwu kazać przeprawy zatrudniać, mosty palić, wiwendę po lasach kryć... Waść będziesz miał zasługę, której ci do śmierci nie zapomnę, ale i panu marszałkowi muszę dziękować, bo tak mniemam, że nie z samej próżności to uczynił.


      Tu w ręce zaklaskał i krzyknął do pacholika:


- Konia mi natychmiast!... Kujmy żelazo, póki gorące.


      Po czym zwrócił się do pułkowników:


- Waściowie wszyscy ze mną, żeby asysta była jako najokazalsza.


- Czy i ja mam jechać? - pytał Zagłoba.


- Waszmość zbudowałeś ten most między mną a panem marszałkiem, słuszna, abyś pierwszy po nim przejechał. Zresztą tak myślę, że cię tam bardzo nawidzą... Jedź, jedź, panie bracie, bo inaczej powiem, że chcesz wpół poczęte

następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP