Potop (Henryk Sienkiewicz) - Tom Drugi Rozdział XXXVII strona nr 2

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Potop - Henryk Sienkiewicz / Tom Drugi Rozdział XXXVII

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


poprzednia strona

, co pary w koniach, ku Czarnieckiemu i głównej nieprzyjacielskiej potędze. Kilka zaś lub nawet więcej chorągwi mógł śmiało pan hetman zostawić, bo nie wszystkie jego siły stały w okolicy Białej. Młody pan Krzysztof, czyli tak zwany Krzysztofek Sapieha, stał z dwoma lekkimi chorągwiami i z regimentem piechoty w Janowie; Horotkiewicz kręcił się w pobliżu Tykocina, mając pod sobą pół regimentu dragonii bardzo ćwiczonej i do pięciuset wolentarzy, oprócz petyhorskiej chorągwi imienia samego wojewody. Prócz tego w Białymstoku stały łanowe piechoty.


      Sił tych starczyłoby aż nadto do oporu Bogusławowi, jeżeli więcej nad kilkaset koni nie liczył.


      Porozsyłał więc przezorny hetman gońców na wszystkie strony i czekał wiadomości.


      Aż przyszły wreszcie wieści, lecz do gromów podobne - i tym podobniejsze, że przez szczególny zbieg okoliczności uderzyły wszystkie jednego wieczora.


      Na zamku bialskim odbywała się właśnie narada, gdy wszedł oficer ordynansowy i oddał jakieś pismo hetmanowi.


      Zaledwie wojewoda rzucił na nie okiem, gdy zalterował się na twarzy i rzekł obecnym:


- Krewniak mój zniesion do szczętu w Janowie przez samego Bogusława. Ledwie sam zdrowie wyniósł!


      Nastała chwila milczenia, którą przerwał dopiero sam hetman.


- List jest pisany z Brańska, w ucieczce i konfuzji - rzekł - dlatego nie masz w nim ni słowa o potędze Bogusława. Myślę, że musiała być dość znaczną, skoro dwie chorągwie i regiment piechoty do szczętu, jako czytam, zostały zniesione!.. Być jednak może, iż książę Bogusław zeszedł ich niespodzianie. Pewności to pismo nie daje...


- Panie hetmanie - rzekł na to książę Michał - pewien jestem, że Bogusław chce całe Podlasie zagarnąć, by je w udzielne władanie albo w lenno przy układach dostać... Dlatego niezawodnie nadszedł z tak potęgą, jaką tylko mógł zebrać.


- Godzi się supozycje dowodami poprzeć, mości książę.


- Innych dowodów nie mam, jeno znajomość Bogusława. Nie o Szwedów ani o Brandenburczyków mu chodzi, jeno o siebie samego... Wojownik to jest niepospolity, który dufa w swą szczęśliwą gwiazdę. Prowincję chce pozyskać, Janusza pomścić, sławą się okryć, a do tego potęgę odpowiednią mieć musi i ma. Dlatego nagle trzeba na niego nastąpić, inaczej on na nas nastąpi.


- Do wszystkiego błogosławieństwo boże niezbędne - rzekł Oskierko - a błogosławieństwo przy nas!


- Jaśnie wielmożny panie hetmanie - rzekł Kmicic. - Wieści potrzeba. Spuśćcieże mnie ze smyczy z moimi Tatary, a ja wam wieści przywiozę.


      Oskierko, który był przypuszczony do tajemnicy i wiedział, kto jest Babinicz, zaraz jął zdanie jego mocno popierać:


- Boga mi! To jest arcyprzednia myśl! Takiego tam kawalera i takiego wojska trzeba. Jeżeli tylko konie wypoczęte...


      Tu Oskierko przerwał, bo oficer ordynansowy znów wszedł do komnaty.


- Jaśnie wielmożny panie hetmanie - rzekł - jest dwóch żołnierzów z Horotkiewiczowej chorągwi, którzy się do osoby waszej wielmożności dobijają.


- Bogu chwała - rzekł pan Sapieha uderzywszy się rękoma po kolanach - będą i wiadomości... Puszczaj!


      Po chwili weszło dwóch petyhorców, obdartych i zabłoconych.


- Od Horotkiewicza? - spytał Sapieha.


- Tak jest.


- Gdzie on teraz?


- Zabit, a jeżeli nie zabit, to nie wiemy, gdzie jest...


      Wojewoda wstał, lecz usiadł, i zaraz począł badać spokojnie:


- Gdzie chorągiew?


- Zniesiona przez księcia Bogusława.


- Siła zginęło?


- W pień nas wycięto, może kilku ostało, których w łyka, jak nas, wzięto. Są tacy, którzy mówią, że i pułkownik uszedł; ale że ranny, to sam widziałem. My z niewoli uciekli.


- Gdzie was napadnięto?


- Pod Tykocinem.


- Czemuście się z

następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP