Potop (Henryk Sienkiewicz) - Tom Drugi Rozdział XXIII strona nr 2

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Potop - Henryk Sienkiewicz / Tom Drugi Rozdział XXIII

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


poprzednia strona

ęce klaskał.


- Widziałem - mówił - jak to pan Słuszka, brat pani podkanclerzyny, czynił, ale i on nie miotał przez pół tak wysoko.


- U nas to we zwyczaju na Litwie - odpowiedział pan Andrzej - a gdy się człek z dzieciństwa wprawia, to i do biegłości dojdzie.


- Skądże to masz tę kresę przez gębę? - spytał pewnego razu król pokazując na bliznę Kmicica. - Dobrze cię ktoś szablą przejechał.


- To nie od szabli, miłościwy panie, jedno od kuli. Strzelono do mnie, lufę mi do gęby przyłożywszy.


- Nieprzyjaciel czyli swój?


- Swój, ale nieprzyjaciel, którego do porachunku jeszcze wezwę, i póki się to nie stanie, mówić mi się o tym nie godzi.


- Takiżeś to zawzięty?


- Nie mam ja żadnej zawziętości, miłościwy panie, bo oto na łbie głębszą jeszcze szczerbę od szabli noszę, którą szczerbą mało dusza ze mnie nie uszła, ale że mi ją zacny człowiek uczynił, przeto urazy do niego nie żywię.


      To rzekłszy Kmicic zdjął czapkę i ukazał królowi głęboką bruzdę, której białawe brzegi widne były doskonale.


- Nie wstyd mi tej rany - rzekł - bo mi ją zadał taki mistrz, jak nie masz drugiego w Rzeczypospolitej.


- Którenże to jest taki mistrz?


- Pan Wołodyjowski.


- Dla Boga ! Toż ja go znam. Cudów on pod Zbarażem dokazywał. A potem byłem na weselu towarzysza jego, Skrzetuskiego, który mi pierwszy z oblężonego Zbaraża wieści przywiózł. Wielcy to kawalerowie! A był z nimi i trzeci; tego całe wojsko sławiło jako największego rycerza. Gruby szlachcic, a tak krotochwilny, żeśmy na weselu mało boków od śmiechu nie pozrywaIi.


- To pan Zagłoba, zgaduję! - rzekł Kmicic -człek to nie tylko mężny, ale dziwnych fortelów pełen.


- Cóż oni teraz czynią, nie wiesz?


- Wołodyjowski u księcia wojewody wileńskiego dragonami dowodził.


      Król zasępił się.


- I razem z księciem wojewodą Szwedom teraz służy?


- On? Szwedom? On jest przy panu Sapieże. Sam widziałem, jak po zdradzie księcia wojewody buławę mu pod nogi cisnął.


- O, to godny żołnierz! - odrzekł król. - Od pana Sapiehy mieliśmy wiadomości z Tykocina, w którym księcia wojewodę obległ. Niech mu Bóg szczęści! Gdyby wszyscy byli do niego podobni, już by nieprzyjaciel szwedzki pożałował swojej imprezy.


      Tu Tyzenhauz, który słyszał całą rozmowę, spytał nagle:


- Toś waść był w Kiejdanach u Radziwiłła? Kmicic zmieszał się nieco i zaczął podrzucać swój obuszek.


- Byłem.


- Daj pokój obuszkowi - mówił dalej Tyzenhauz. - A cóżeś to porabiał na książęcym dworze?


- Gościem byłem - odrzekł niecierpliwie pan Kmicic - i książęcy chleb jadłem, póki mi nie obrzydł po zdradzie.


- A czemuś to z innymi zacnymi żołnierzami do pana Sapiehy nie poszedł?


- Bom sobie ślub do Częstochowy uczynił, co tym łatwiej waszmość zrozumiesz, gdy ci powiem, że nasza Ostra Brama była przez Septentrionów zajęta.


      Pan Tyzenhauz począł głową kręcić i cmokać, aż to zwróciło uwagę króla, tak że i sam począł patrzeć badawczej na Kmicica.


      Ten zaś, zniecierpliwiony, zwrócił się do Tyzenhauza i rzekł:


- Mój mości panie! Czemu to ja się waćpana nie wypytuję, gdzieś przebywał i coś robił?


- Wypytuj waść - odrzekł Tyzenhauz. - Ja nie mam nic do ukrywania.


- Ja też nie staję przed sądem, a jeśli stanę kiedy, to nie waść będziesz moim sędzią. Zaniechaj mnie tedy, abym zaś cierpliwości nie stracił.


      To rzekłszy wyrzucił obuch tak szparko, że aż zmalał na wysokości, król oczy za nim podniósł i w tej chwili nie myślał już o niczym innym jak tylko o tym, czy Babinicz uchwyci go w lot, czy nie uchwyci...


      Babinicz spiął konia, skoczył i uchwycił. Lecz tego samego wieczora Tyzenhauz rzekł do króla:


- Miłościwy panie, coraz mniej mi się ten szlachcic podoba!...




następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP