Potop (Henryk Sienkiewicz) - Tom Drugi Rozdział XVI strona nr 2

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Potop - Henryk Sienkiewicz / Tom Drugi Rozdział XVI

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


poprzednia strona

gosławił tej ziemi po długie wieki, by synowie i wnuki nasze jeszcze cieszyć się nim mogły!


      Tu zdrajca ręce rozłożył i załzawił się zupełnie; szlachta milczała, ojcowie milczeli; zwątpienie ogarnęło wszvstkich, serca były zmęczone i rozpaczy bliskie, pamięć zmarnowanych i próżnych usiłowań ołowiem zaciężyła umysłom.


- Czekam waszej odpowiedzi, ojcowie! - rzekł szanowny zdrajca spuszczając głowę na piersi.


      Wtem ksiądz Kordecki powstał i głosem, w którym nie było najmniejszego wahania, żadnego zwątpienia, rzekł, jakby w proroczym widzeniu:


- To, co waszmość mówisz, że Jan Kazimierz nas opuścił, że już abdykował i prawa swe Karolowi przekazał - to kłamstwo! W serce wygnanego naszego pana wstąpiła nadzieja i nigdy gorliwiej, jak w tej chwili, nie pracował, by ojczyźnie ratunek zapewnić, tron odzyskać i nam pomoc w ucisku przynieść!


      Maska spadła od razu z twarzy zdrajcy; złość i zawód odbiły się w niej wyraźnie, jakoby smoki naraz wypełzły z jaskiń jego duszy, w których kryły się dotąd.


- Skąd ta wiadomość? Skąd ta pewność? - zapytał.


- Stąd! - odrzekł ksiądz Kordecki ukazując wielki krucyfiks zawieszony na ścianie.


- Idź! połóż palce na przebitych nogach Chrystusowych i powtórz raz jeszcze, coś powiedział!


      Zdrajca giąć się począł, jakby pod naciskiem żelaznej ręki; z jaskiń jego duszy nowy smok, przestrach, wypełznął na oblicze.


      A ksiądz Kordecki stał ciągle wspaniały, groźny jak Mojżesz; promienie zdawały mu się strzelać ze skroni.


- Idź, powtórz! - rzekł, nie zniżając ręki, głosem tak potężnym, że aż wstrząśnięte sklepienia definitorium zadrżały i powtórzyły jakby w przerażeniu:


- Idź, powtórz...


      Nastała chwila głuchego milczenia, wreszcie rozległ się przytłumiony głos przybysza:


- Umywam ręce...


- Jak Piłat! - dokończył ksiądz Kordecki.


      Zdrajca wstał i wyszedł z definitorium. Przesunął się szybko przez podwórce klasztorne, a gdy się znalazł za bramą, począł biec prawie, jakby go coś gnało od klasztoru do Szwedów.


      Tymczasem pan Zamoyski zbliżył się do Czarnieckiego i Kmicica, którzy w definitorium nie byli, aby im powiedzieć, co zaszło.


- Zali przyniósł co dobrego ten poseł? - spytał pan Piotr - uczciwą miał twarz...


- Boże nas chowaj od takich uczciwych! - odpowiedział pan miecznik sieradzki - przyniósł zwątpienie i pokusę.


- Cóż mówił? - rzekł Kmicic podnosząc nieco ku górze zapalony lont, który właśnie trzymał w ręku.


- Mówił jak płatny zdrajca.


- Toteż dlatego może tak umyka teraz! - rzekł pan Piotr Czarniecki. - Patrzcie, waszmościowie, ledwie nie pędem ku Szwedom bieży. Ej! posłałbym za nim kulę...


- A dobrze! - rzekł nagle Kmicic.


      I przyłożył lont do zapału.


      Rozległ się huk działa, prędzej nim Zamoyski i Czarniecki mogli się pomiarkować, co się stało. Zamoyski za głowę się porwał.


- Na Boga ! - krzyknął - coś uczynił!... toż to poseł!


- Źlem uczynił - odrzekł patrząc w dal Kmicic - bom chybił! Już się podniósł i zmyka dalej. Ej! że też go przeniosło!


      Tu zwrócił się do Zamoyskiego:


- Panie mieczniku dobrodzieju, choćbym go też był i w krzyże dosięgnął, nie dowiedliby nam, żeśmy umyślnie do niego strzelili, a dalibóg, nie mogłem lontu w ręku utrzymać. Sam mi opadł. Nigdy bym za posłem Szwedem nie strzelił, ale na widok Polaków zdrajców wnętrzności się we mnie przewracają!


- Ej! miarkujże się, byłaby bieda i gotowi by tam naszym posłom krzywdy czynić.


      Lecz pan Czarniecki kontent był w duszy, bo Kmicic dosłyszał go, jak mruczał pod nosem:


- Przynajmniej ten zdrajca drugi raz pewnie nie podejmie się poselstwa.


  &nb

następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP