Potop (Henryk Sienkiewicz) - Tom Drugi Rozdział IV strona nr 2

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Potop - Henryk Sienkiewicz / Tom Drugi Rozdział IV

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


poprzednia strona

ze pakowne, a przy każdym po czterech czeladzi zbrojnych w szable i bandolety.


      Sam pan był to człowiek bardzo jeszcze młody, choć personat, lat ledwie dwudziestu kilku. Twarz miał pucołowatą, czerwoną, a i na całej osobie znać było, że sobie na jadło nie żałował.


      Gdy bryka stanęła, hajduczek skoczył rękę podawać, a pan ujrzawszy Kmicica stojącego w progu, kiwnął rękawicą i zawołał:


- A bywaj no, przyjacielu!


      Kmicic zamiast się zbliżyć cofnął się do karczmy, bo go nagle złość wzięła. Nie przywykł jeszcze ani do szarej świty, ani do tego, by nań kiwano rękawicą. Wróciwszy tedy, siadł za stołem i wziął się znowu do jadła. Nieznajomy pan wszedł w ślad za nim.


      Wszedłszy przymrużył oczy, bo w izbie mroczno było, gdyż tylko na kominie palił się niewielki ogień.


- A czemu to nikt nie wychodzi, gdy zajeżdżam? - rzekł nieznajomy pan.


- Bo karczmarz poszedł do komory - odparł Kmicic - a my podróżni jako i wasza mość.


- Dziękuję za konfidencję. A co za podróżny?


- Szlachcic z końmi jadący.


- A kompania takoż szlachta?


- Chudopachołcy, ale szlachta.


- Tedy czołem, czołem, mopankowie. Dokąd Bóg prowadzi?


- Z jarmarku na jarmark, byle tabunku zbyć.


- Jeżeli tu nocujecie, to jutro po dniu obejrzę, może i ja co wybiorę. A tymczasem pozwólcie, mopankowie, przysiąść się do stołu.


      Nieznajomy pan pytał wprawdzie, czy mu się przysiąść pozwolą, ale takim tonem, jakby był tego zupełnie pewien jakoż nie omylił się, bo młody koniucha odrzekł grzecznie:


- Prosim bardzo wdzięcznie waszą mość, choć i nie mamy na co prosić, bo jeno grochem z kiełbasą możem częstować.


- Mam ja w puzdrach lepsze od tego specjały - odparł nie bez pewnej pychy młody panek - ale u mnie żołnierskie podniebienie, i groch z kiełbasą, byle dobrze podlany, nad wszystko przekładam.


      To rzekłszy (a mówił bardzo powoli chociaż spoglądał bystro i roztropnie)zasiadł na ławie, gdy zaś Kmicic usunął mu się tak, aby uczynić wygodne miejsce, dodał łaskawie:


- Proszę, proszę, nie inkomoduj się waćpan. W drodze się na godność nie uważa, a chociaż m nie też łokciem trącisz, to mi korona z głowy nie spadnie.


      Kmicic, który właśnie przysuwał nieznajomemu miskę z grochem, a który jako się rzekło, nie przywykł jeszcze do podobnego traktowania, byłby niezawodnie rozbił ją na głowie nadętego młodzika, gdyby nie to, że było coś w tej nadętości takiego, co bawiło pana Andrzeja, więc nie tylko że zaraz wewnętrzny impet powściągnął, ale się uśmiechnął i rzekł:


- Takie to teraz czasy wasza mość, że i z najwyższych głów korony spadają: exemplum nasz król Jan Kazimierz, który wedle prawa dwie powinien nosić, a nie ma żadnej, chyba jednę cierniową...


      Na to nieznajomy spojrzał bystro na Kmicica, po czym westchnął i rzekł:


- Takie teraz czasy, że lepiej o tym nie mówić, chyba z konfidentami.


      Po chwili zaś dodał:


- Aleś to roztropnie waćpan wywiódł. Musiałeś gdzieś po dworach przy politycznych ludziach sługiwać, bo mowa edukację wyższą, niż jest waćpanowa kondycja, pokazuje.


- Ocierając się między ludźmi, słyszało się to i owo, alem nie sługiwał.


- Skądże to rodem, proszę?


- Z zaścianka, z województwa trockiego.


- Nic to, że z zaścianka, byle szlachcic, bo to grunt. A co tam słychać na Litwie?


- Po staremu, zdrajców nie brak.


- Zdrajców? mówisz waćpan. A cóż to, proszę, za zdrajcy?


- Ci, którzy króla i Rzeczypospolitej odstąpili.


- A jak się ma książę wojewoda wileński?


- Chory, mówią: dech mu zatyka.


- Daj mu Boże zdrowie, zacny to pan!


- Dla Szwedów zacny, bo im wrota na rozcież otworzył.


- To waćpan, widzę, nie jego partyzant?



następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP