Potop (Henryk Sienkiewicz) - Tom Drugi Rozdział III strona nr 2
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Potop - Henryk Sienkiewicz / Tom Drugi Rozdział III
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
poprzednia strona
ako żywo! Panno Można! - zakrzyknął stary.
- Czekaj i milcz! Potem wróciliście do starego legowiska i poczęliście grasować w okolicy jako zbóje, konie i łup wszędy biorąc. Nie wypieraj się, bo ja nie twój sędzia, a sam najlepiej wiesz, jeżeli prawdę mówię... Bierzecie konie Zołtareńkowym, to dobrze, bierzecie Szwedom, to dobrze. Jak was złapią, to i ze skóry złupią, ale to ich rzecz.
- Godzi się to, godzi, bo nieprzyjaciołom tylko bierzem - rzekł stary.
- Nieprawda jest, bo i swoich napadacie, co mi już twoi synowie wyznali, a to już prosty rozbój i szlacheckiemu imieniowi zakała. Wstyd wam, hultaje!... Chłopami wam być, nie szlachtą!
Poczerwieniał na to stary wyga i rzekł:
- Wasza miłość krzywdzi nas, bo my, pamiętając na stan nasz, chłopskim procederem się nie bawim. My koni nocą z niczyich stajen nie wyprowadzamy. Co innego z łąk stadko porwać albo zdobyć. To wolno i nie masz w tym ujmy w wojennych czasach dla szlachcica. Ale koń w stajni, święta rzecz, i chyba Cygan, Żyd albo chłop go ukradnie, nie szlachcic! My tego, wasza miłość, nie czynim. Ale co wojna, to wojna!
- Choćby i dziesięć wojen było, w bitwie jeno możesz łup brać, a jeśli go na gościńcu szukasz, toś hultaj!- Bóg świadkiem naszej niewinności.
- Aleście już tu piwa nawarzyli. Krótko mówiąc, lepiej wam stąd uchodzić, bo prędzej, później stryczek was nie minie. Pojedziecie ze mną; wierną służbą zmażecie winy i cześć odzyskacie. Biorę was do służby, a już tam i korzyść się znajdzie lepsza aniżeli z onych koni.
- Pojedziem z waszą miłością wszędy, przeprowadzim przez Szwedów i przez hultajów, bo prawdę waszej miłości rzec, to nas tu źli ludzie okrutnie prześladują, a za co? za co?... Za nasze ubóstwo - nic! jak za ubóstwo...Może też Bóg zmiłuje się nad nami i poratuje nas w utrapieniu!
Tu stary Kiemlicz mimo woli zatarł ręce i błysnął oczyma.
"Od tych robót - pomyślał sobie - zagotuje się w kraju jak w kotle, a wtedy głupi nie skorzysta."
Wtem Kmicic spojrzał na niego bystro.
- Jeno nie próbuj mnie zdradzić! - rzekł groźnie - bo nie zdzierżysz, a ręka boska jedna zdoła cię wówczas wyratować!
- To się po nas nie pokazało - odrzekł ponuro Kiemlicz - i niech mnie Bóg potępi, jeśli mi taka myśl w głowie postała.
- Wierzę - rzekł po krótkim milczeniu Kmicic - bo zdrada to jeszcze co innego jak hultajstwo i niejeden hultaj przecie tego nie uczyni.
- Co wasza miłość teraz rozkaże? - zapytał Kiemlicz.
- Naprzód są dwa listy, potrzebujące prędkiej ekspedycji. Maszli ludzi roztropnych?
- Gdzie mają jechać?
- Jeden niech jedzie do księcia wojewody, ale nie potrzebuje samego widzieć. Niech jeno list odda w pierwszej książęcej chorągwi i wraca nie czekając odpowiedzi.
- Smolarz pojedzie, to człek roztropny i bywały.
- Dobrze. Drugi list trzeba odwieźć ku Podlasiowi; pytać o chorągiew laudańską pana Wołodyjowskiego i samemu pułkownikowi w ręce oddać...
Stary począł mrugać chytrze i tak myślał:
"To, widzę, robota na wszystkie strony, kiedy już i z konfederatami się wąchają; będzie ukrop! Będzie!..."
Po czym rzekł głośno:
- Wasza miłość! Jeśli to nie tak pilne pismo, to może by, wyjechawszy z lasów, komu po drodze oddać. Siła tu szlachty konfederatom sprzyja i każdy chętnie odwiezie, a nam się jeden więcej człowiek zostanie.
- Toś roztropnie wykalkulował - rzekł Kmicic - bo lepiej, żeby ten co zawiezie list, nie wiedział, od kogo wiezie. A czy prędko wyjedziem z lasów?
- Jak wasza miłość chce. Może jechać i dwie niedziele albo jutro wyjechać.
- Tedy potem o tym, a teraz słuchaj mnie pilno, Kiemlicz!
- Zważam wszystkim rozumem, wasza miłość.
- Ogłosili mnie - rzekł Kmicic - w całej Rzeczypospolitej za okrutni
następna strona
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
|