Potop (Henryk Sienkiewicz) - Tom Pierwszy Rozdział XVII strona nr 2

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Potop - Henryk Sienkiewicz / Tom Pierwszy Rozdział XVII

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


poprzednia strona

Tymczasem wyszli na dziedziniec zamkowy. Noc już zapadła zupełna. Tu i owdzie tylko płonęły czerwone pochodnie lub migotały latarki rzucając niepewne blaski na grupy żołnierzy konnych i pieszych rozmaitej broni. Cały dziedziniec zatłoczony był wojskiem. Gotowano się widocznie do pochodu, bo wszędy znać było ruch wielki. Tu i owdzie w ciemnościach majaczyły włócznie i rury muszkietów, kopyta końskie szczękały po bruku; pojedynczy jeźdźcy przebiegali pomiędzy chorągwiami; zapewne byli to oficerowie rozwożący rozkazy.


      Kowalski zatrzymał konwój i więźniów przed ogromnym wozem drabiniastym zaprzężonym we cztery konie.


- Siadajcie, waszmościowie! - rzekł.


- Tu już ktoś siedzi - rzekł gramoląc się Zagłoba. - A nasze łuby?


- Łuby są pod słomą - odrzekł Kowalski - prędzej! prędzej!


- A kto tu siedzi? - pytał Zagłoba wpatrując się w ciemne postacie wyciągnięte na słomie.


- Mirski, Stankiewicz, Oskierko! - ozwały się głosy.


- Wołodyjowski, Jan Skrzetuski, Stanisław Skrzetuski, Zagłoba! -odpowiedzieli nasi rycerze.


- Czołem ! czołem !


- Czołem! W zacnej kompanii pojedziem. A gdzie nas wiozą, nie wiecie waszmościowie?


- Jedziecie waszmościowie do Birż! - rzekł Kowalski.


      To powiedziawszy dał rozkaz. Konwój pięćdziesięciu dragonów otoczył wóz i ruszyli.


      Więźniowie poczęli rozmawiać z cicha.


- Szwedom nas wydadzą! - rzekł Mirski. - Tegom się spodziewał.


- Wolę siedzieć między nieprzyjaciółmi niż między zdrajcami! - odpowiedział Stankiewicz.


- A ja bym wolał kulą w łeb! - zawołał Wołodyjowski - niż siedzieć z założonymi rękami w czasie takiej wojny nieszczęsnej.


- Nie bluźń, panie Michale - odpowiedział Zagłoba - bo z woza, byle pora sposobna przyszła, możesz dać nura, z Birż także, a z kulą we łbie ciężko uciekać. Ale ja wiedziałem z góry, że się na to ten zdrajca nie ośmieli.


- Radziwiłł by się nie miał na co ośmielić! - rzekł Mirski. - Widać, żeś waść z daleka przyjechał i że jego nie znasz. Komu on zemstę poprzysięże, ten jakoby był już w grobie, a nie pamiętam przykładu, żeby komu najmniejszą krzywdę odpuścił.


- A tak i nie śmiał na mnie podnieść ręki! - odpowiedział Zagłoba. - Kto wie, czy nie mnie i waszmościowie szyje zawdzięczacie.


- A to jakim sposobem?


- Bo mnie chan krymski okrutnie miłuje za to, żem spisek na jego szyję odkrył, gdym w niewoli w Krymie siedział. A i nasz pan miłościwy Joannes Casimirus także się we mnie kocha. Nie chciał, taki syn, Radziwiłł, z dwoma potentatami zadzierać, gdyż i na Litwie mogliby go dosięgnąć.


- I! Co waćpan gadasz! Nienawidzi on króla, jak diabeł święconej wody, i jeszcze by był na waści zawziętszy, gdyby wiedział, żeś królowi konfident - odpowiedział Stankiewicz.


- A ja tak myślę - rzekł Oskierko - że nie chciał hetman sam naszą krwią się mazać, żeby odium na siebie nie ściągnąć, ale przysiągłbym, że ten oficer wiezie rozkaz do Szwedów w Birżach, żeby nas natychmiast rozstrzelali.


- Oj! - rzekł Zagłoba.


      Umilkli na chwilę; tymczasem wóz wtoczył się już na rynek kiejdański. Miasto spało, w oknach nie było świateł, jeno psy przed domami ujadały zapalczywie na przeciągający orszak.


- Wszystko jedno! - rzekł Zagłoba. - Zawsześmy zyskali na czasie, może i przypadek nam posłużyć, a może i fortel jaki przyjść do głowy.


      Tu zwrócił się do starych pułkowników.


- Waszmościowie mało mnie znacie, ale spytajcie się moich towarzyszów, w jakich bywałem opałach, a dlategom się zawdy wydostał na pole. Powiedzcie no mnie, co to za oficer, któren nad konwojem ma komendę? Zaliby mu nie można wyperswadować, żeby się zdrajcy nie trzymał, jeno przy ojczyźnie stanął i z nami się połączył?


- To Roch Kowalski z Korabiów Kowalskich - odrzekł Oskierko. - Ja go znam. Tak samo mógłbyś waszmość jego koni

następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP