Lalka (Bolesław Prus) - Tom Pierwszy "Kładki, na których spotykają się ludzie rożnych swiatow" strona nr 2

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Lalka - Bolesław Prus / Tom Pierwszy "Kładki, na których spotykają się ludzie rożnych swiatow"

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


poprzednia strona

zyć blask kilkunastu świec płonących w srebrnych kandelabrach. Tu i owdzie na posadzce świątyni widać było niewyraźne cienie ludzi leżących krzyżem albo zgiętych ku ziemi, jakby kryli się ze swoją pobożnością pełną pokory. Patrząc na te ciała nieruchome można było myśleć, że na chwilę opuściły je dusze i uciekły do jakiegoś lepszego świata.


"Rozumiem teraz - pomyślał Wokulski - dlaczego odwiedzanie kościołów umacnia wiarę. Tu wszystko urządzone jest tak, że przypomina wieczność."


Od pogrążonych w modlitwie cieniów wzrok jego pobiegł ku światłu. I zobaczył w różnych punktach świątyni stoły okryte dywanami, na nich tace pełne bankocetli, srebra i złota, a dokoła nich damy siedzące na wygodnych fotelach, odziane w jedwab, pióra i aksamity, otoczone wesołą młodzieżą. Najpobożniejsze pukały na przechodniów, wszystkie rozmawiały i bawiły się jak na raucie.


Zdawało się Wokulskiemu, że w tej chwili widzi przed sobą trzy światy. Jeden (dawno już zeszedł z ziemi), który modlił się i dźwigał na chwałę Boga potężne gmachy. Drugi, ubogi i pokorny, który umiał modlić się, lecz wznosił tylko lepianki, i - trzeci, który dla siebie murował pałace, ale już zapomniał o modlitwie i z domów bożych zrobił miejsce schadzek; jak niefrasobliwe ptaki, które budują gniazda i zawodzą pieśni na grobach poległych bohaterów.


"A czymże ja jestem, zarówno obcy im wszystkim?..."


"Może jesteś okiem żelaznego przetaka, w który rzucę ich wszystkich, aby oddzielić stęchłe plewy od ziarna" - odpowiedział mu jakiś głos.


Wokulski obejrzał się. " Przywidzenie chorej wyobraźni." Jednocześnie przy czwartym stole, w głębi kościoła, spostrzegł hrabinę Karolową i pannę Izabelę. Obie również siedziały nad tacą z pieniędzmi i trzymały w rękach książki, zapewne do nabożeństwa. Za krzesłem hrabiny stał służący w czarnej liberii.


Wokulski poszedł ku nim potrącając klęczących i omijając inne stoły, przy których pukano na niego zawzięcie. Zbliżył się do tacy i ukłoniwszy się hrabinie, położył swój rulon imperiałów.


"Boże - pomyślał - jak ja głupio muszę wyglądać z tymi pięniędzmi."


Hrabina odłożyła książkę.


- Witam cię, panie Wokulski - rzekła. - Wiesz, myślałam, że już nie przyjdziesz, i powiem ci, że nawet było mi trochę przykro.


- Mówiłam cioci, że przyjdzie, i do tego z workiem złota odezwała się po angielsku panna Izabela.


Hrabinie wystąpił na czoło rumieniec i gęsty pot. Zlękła się słów siostrzenicy przypuszczając, że Wokulski rozumie po angielsku.


- Proszę cię, panie Wokulski - rzekła prędko - siądź tu na chwilę, bo delegowany nas opuścił. Pozwolisz, że ułożę twoje imperiały na wierzchu, dla zawstydzenia tych panów, którzy wolą wydawać pieniądze na szampana...


- Ależ niech się ciocia uspokoi - wtrąciła panna Izabela znowu po angielsku. - On z pewnością nie rozumie...


Tym razem i Wokulski zarumienił się.


- Proszę cię, Belu - rzekła hrabina tonem uroczystym - pan Wokulski... który tak hojną ofiarę złożył na naszą ochronę...


- Słyszałam - odpowiedziała panna Izabela po polsku, na znak powitania przymykając powieki.


- Pani hrabina - rzekł trochę żartobliwie Wokulski - chce mnie pozbawić zasługi w życiu przyszłym, chwaląc postępki, które zresztą mogłem spełniać w widokach zysku.


- Domyślałam się tego - szepnęła panna Izabela po angielsku.


Hrabina o mało nie zemdlała czując, że Wokulski musi domyślać się znaczenia słów jej siostrzenicy, choćby nie znał żadnego języka.


- Możesz, panie Wokulski - rzekła z gorączkowym pośpiechem - możesz łatwo zdobyć sobie zasługę w życiu przyszłym, choćby... przebaczając urazy...


- Zawsze je przebaczam - odparł nieco zdziwiony.


- Pozwól sobie powiedzieć, że nie zawsze - ciągnęła hrabina. - Jestem stara kobieta i twoja przyjaciółka, panie Wokulski - dodała z naciskiem - więc zrobisz mi pewne ustępstwo...


- Czekam na rozkazy pani.


- Onegdaj dałeś dymis

następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP