Lalka (Bolesław Prus) - Tom Pierwszy "W jaki sposób nowi ludzie ukazują się nad starymi horyzontami" strona nr 3

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Lalka - Bolesław Prus / Tom Pierwszy "W jaki sposób nowi ludzie ukazują się nad starymi horyzontami"

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


poprzednia strona

nować komuś trzy tysiące rubli na zastaw sreber, i to wówczas, gdy obcy ofiarowują pięć tysięcy... Innego nie widzę.


- Jak ona nas traktuje... My chyba naprawdę jesteśmy zrujnowani...


- Ależ, Belciu!... - przerwała ożywiając się panna Florentyna. - Właśnie ten cierpki list dowodzi, że nie jesteście zrujnowani. Ciotka lubi być cierpką, ale umie oszczędzać nieszczęście. Gdyby wam groziła ruina, znaleźlibyście w niej tkliwą i delikatną pocieszycielkę.


- Dziękuję za to.


- I nie potrzebujesz obawiać się tego. Jutro wpłynie nam pięć tysięcy rubli, za które można prowadzić dom przez pół roku... choćby przez kwartał. Za parę miesięcy...


- Zlicytują nam kamienicę...


- Prosta forma, i nic więcej. Owszem, możecie zyskać, podczas gdy dzisiaj kamienica jest tylko ciężarem. No, a po ciotce Hortensji dostaniesz ze sto tysięcy rubli. Zresztą - dodała po chwili panna Florentyna podnosząc brwi - ja sama nie jestem pewna, czy i ojciec nie ma jeszcze majątku. Wszyscy są tego zdania...


Panna Izabela wychyliła się z szezlonga i ujęła rękę panny Florentyny.


- Florciu - rzekła zniżając głos - komu ty to mówisz?... Więc naprawdę uważasz mnie tylko za pannę na wydaniu, która nic nie widzi i niczego nie pojmuje?... Myślisz, że nie wiem - domówiła jeszcze ciszej - że już miesiąc, jak pieniądze na utrzymanie domu pożyczasz od Mikołaja...


- Może właśnie ojciec chce tego...


- Czy i tego chce, ażebyś mu co rano podkładała kilka rubli do pugilaresu?


Panna Florentyna spojrzała jej w oczy i poruszyła głową.


- Za dużo wiesz - odparła - ale nie wszystko. Już od dwu tygodni, może od dziesięciu dni widzę, że ojciec miewa po kilkanaście rubli...


- Więc zaciąga długi...


- Nie. Ojciec nigdy nie zaciąga długów w mieście. Każdy wierzyciel przychodzi z pożyczką do domu i w gabinecie ojca dostaje kwit albo procent. Nie znasz go pod tym względem.


- Więc skądże teraz ma pieniądze?


- Nie wiem. Widzę, że ma, i słyszę, że zawsze je miał.


- Po cóż w takim razie zezwala na sprzedaż sreber? - pytała natarczywie panna Izabela.


- Może chce zirytować rodzinę.


- A kto wykupił jego weksle?


Panna Florentyna zrobiła rękoma ruch oznaczający rezygnację.


- Nie wykupiła ich Krzeszowska - rzekła - to wiem na pewno. - Więc - albo ciotka Hortensja, albo...


- Albo?...


- Albo sam ojciec. Czy nie wiesz, ile rzeczy robi ojciec, ażeby zaniepokoić rodzinę, a potem śmiać się...


- Za cóż chciałby mnie, nas niepokoić?


- Myśli, że ty jesteś spokojna. Córka powinna nieograniczenie ufać ojcu.


- Ach, tak!... - szepnęła panna Izabela zamyślając się.


Czarno ubrana kuzynka z wolna podniosła się z fotelu i cicho wyszła.


Panna Izabela znowu poczęła patrzeć na swój pokój, który wydał jej się popielatym, na czarne gałązki, które chwiały się za oknem, na parę wróbli świergoczących może o budowie gniazda, na niebo, które stało się jednolicie szarym, bez żadnej jaśniejszej prążki. W jej pamięci znowu odżyła sprawa kwesty i nowej toalety, ale obie wydały się jej tak małymi, tak prawie śmiesznymi, że myśląc o nich nieznacznie wzruszyła ramionami.


Dręczyły ją inne pytania: czyby nie oddać serwisu hrabinie Karolowej - i - skąd ojciec ma pieniądze? Jeżeli miał je dawniej, dlaczego pozwolił na zaciąganie długów u Mikołaja?... A jeżeli nie miał, z jakiego źródła czerpie je dziś?... Jeżeli ona odda serwis i srebra ciotce, może stracić okazję do korzystnego pozbycia się ich, a jeżeli sprzeda za pięć tysięcy, pamiątki te naprawdę mogą dostać się w niewłaściwe ręce, jak pisała hrabina.


Nagle przerwał się ten bieg myśli: bystre jej ucho usłyszało w dalszych pokojach szmer. Było to męskie stąpanie, miarowe, spokojne. W salonie stłumił je nieco dywan, w pokoju jadalnym wzmocniło się, w jej sypialni przycichło, jakby ktoś szedł na palcach.


- Proszę, papo - odezwała się panna Izabela usły

następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP