Lalka (Bolesław Prus) - Tom Pierwszy "Powrót" strona nr 2

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Lalka - Bolesław Prus / Tom Pierwszy "Powrót"

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


poprzednia strona

nam się obroty. W styczniu i lutym mieliśmy targu za dwadzieścia pięć tysięcy rubli!... Staś kochany!... Osiem miesięcy nie było go w domu... Bagatela... Może siądziesz?


- Rozumie się - odpowiedział gość siadając na kanapie, na której wnet umieścił się Ir i oparł mu głowę na kolanach.


Pan Ignacy przysunął sobie krzesło.-


- Może co zjesz? Mam szynkę i trochę kawioru.


- Owszem.


- Może co wypijesz? Mam butelkę niezłego węgrzyna, ale tylko jeden cały kieliszek.


- Będę pił szklanką - odparł gość.


Pan Ignacy zaczął dreptać po pokoju, kolejno otwierając szafę, kuferek i stolik.


Wydobył wino i schował je na powrót, potem rozłożył na stole szynkę i kilka bułek. Ręce i powieki drżały mu i sporo czasu upłynęło, nim o tyle się uspokoił, że zgromadził na jeden punkt poprzednio wyliczone zapasy. Dopiero kieliszek wina przywrócił mu silnie zachwianą równowagę moralną.


Wokulski tymczasem jadł.


- No, cóż nowego? - rzekł spokojniejszym tonem pan Ignacy trącając gościa w kolano.


- Domyślam się, że ci chodzi o politykę - odparł Wokulski. - Będzie pokój.


- A po cóż zbroi się Austria?


- Zbroi się za sześćdziesiąt milionów guldenów ?... Chce zabrać Bośnię i Hercegowinę.


Ignacemu rozszerzyły się źrenice.


-Austria chce zabrać?... - powtórzył. - Za co ?


-Za co? - uśmiechnął się Wokulski. - Za to, że Turcja nie może jej tego zabronić.


- A cóż Anglia?


- Anglia także dostanie kompensatę.


- Na koszt Turcji?


- Rozumie się. Zawsze słabi ponoszą koszta zatargów między silnymi.


- A sprawiedliwość? - zawołał Ignacy.


- Sprawiedliwym jest to, że silni mnożą się i rosną, a słabi giną. Inaczej świat stałby się domem inwalidów, co dopiero byłoby niesprawiedliwością.


Ignacy posunął się z krzesłem.


- I ty to mówisz, Stasiu?... Na serio, bez żartów ?


Wokulski zwrócił na niego spokojne wejrzenie.


- Ja mówię - odparł. - Cóż w tym dziwnego ? Czyliż to samo prawo nie stosuje się do mnie, do ciebie, do nas wszystkich ?... Za dużo płakałem nad sobą, ażebym się miał rozczulać nad Turcją.


Pan Ignacy spuścił oczy i umilkł. Wokulski jadł.


- No, a jakże tobie poszło? - zapytał Rzecki już zwykłym tonem.


Wokulskiemu błysnęły oczy. Położył bułkę i oparł się o poręcz kanapy.


- Pamiętasz - rzekł - ile wziąłem pieniędzy, gdym stąd wyjeżdżał ?


- Trzydzieści tysięcy rubli, całą gotówkę.


- A jak ci się zdaje: ile przywiozłem ?


- Pięćdzie... ze czterdzieści tysięcy... Zgadłem?... - pytał Rzecki, niepewnie patrząc na niego.


Wokulski nalał szklankę wina i wypił ją powoli.


- Dwieście pięćdziesiąt tysięcy rubli, z tego dużą część w złocie - rzekł dobitnie. - A ponieważ kazałem zakupić banknoty, które po zawarciu pokoju sprzedam, więc będę miał przeszło trzysta tysięcy rubli...


Rzecki pochylił się ku niemu i otworzył usta.


- Nie bój się - ciągnął Wokulski. - Grosz ten zarobiłem uczciwie, nawet ciężko, bardzo ciężko. Cały sekret polega na tym, żem miał bogatego wspólnika i że kontentowałem się cztery i pięć razy mniejszym zyskiem niż inni. Toteż mój kapitał ciągle wzrastający był w ciągłym ruchu. - No - dodał po chwili - miałem też szalone szczęście... Jak gracz, któremu dziesięć razy z rzędu wychodzi ten sam numer w rulecie. Gruba gra?... prawie co miesiąc stawiałem cały majątek, a co dzień życie.


- I tylko po to jeździłeś tam? - zapytał Ignacy.


Wokulski drwiąco spojrzał na niego.


- Czy chciałeś, ażebym został tureckim Wallenrodem?...


- Narażać się dla majątku, gdy się ma spokojny kawałek chleba!... - mruknął pan Ignacy kiwając głową i podnosząc brwi.


Wokulski zadrżał z gniewu i zerwał się z kanapy.


- Ten spokojny chleb - mówił zaciskając pięści - dławił mnie i dusił przez lat sześć!... Czy już nie pamiętasz, ile razy na dzień przypominano mi dwa pokolenia

następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP