Lalka (Bolesław Prus) - Tom Trzeci "Pamiętnik starego subiekta" strona nr 3

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Lalka - Bolesław Prus / Tom Trzeci "Pamiętnik starego subiekta"

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


poprzednia strona

mawiając z nimi, płakała i wymyślała tak głośno, że w całym domu było słychać.


Na nieśmlałą uwagę pani Stawskiej, dlaczego nie żyje z familią baronowa odpowiedziała :


- Z jaką, kochana pani? Ja już nie mam nikogo, a choćbym nawet miała, nie mogłabym przyjmować u siebie ludzi tak chciwych i ordy arnych. Familia zaś mego męża wypiera się mnie, gdyż nie pochodzę ze szlachty; co im zresztą nie przeszkadzało wytumanić ode mnie ze dwieście tysięcy rubli. Dopóki pożyczałam im na wieczne nieoddanie, politykowali ze mną ; ale gdy się opatrzyłam, zerwali stosunki i nawet oni to namawiali mego nieszczęśliwego męża, ażeby położył mi areszt na majątku. O, co ja przeżyłam z tymi ludźmil... - dodała płacząc.


Jedyny pokój (mówi pani Stawska), w którym baronowa cały dzień spędza, jest pokoik jej zmarłej córeczki. Ma to być bardzo smutny i dziwaczny zakątek, wszystko w nim bowiem zostało jak za życia nieboszczki. Jest więc łóżeczko, na którym co kilka dni zmienia się pościel, szafka z ubraniem, które równie często trzepie się i czyści w salonie, bo na dziedziniec nie pozwoliłaby baronowa wynieść tych świętych pamiątek. Jest mały stolik z książkami i z kajetem otwartym na tej stronie, na której biedne dziecko pisało ostatni raz: "Najświętsza Panno, form..." I nareszcie jest półka, pełna lalek małych i dużych, ich łóżeczek i ich garderoby.


Pani Stawska w tym właśnie pokoju ceruje koronki albo jedwabie, których baronowa ma pełno. Czy się w nie będzie kiedy ubierać? - pani Stawska nie może zgadnąć.


Jednego dnia baronowa zapytała panią Stawską, czy zna Wokulskiego. Lecz choć odebrała odpowiedź, że pani Helena zna go bardzo mało, zaczęła mówić:


- Wyrządzi mi kochana pani wielką łaskę, prawdziwe dobrodziejstwo, jeżeli wstawi się za mną do tego pana w ważnym dla mnie interesie. Ja chcę kupić tę kamienicę i daję mu już dziewięćdziesiąt pięć tysięcy rubli, a on przez upór, bo przez nic innego, żąda stu tysięcy. On mnie chce zrujnować, ten człowiek!... Niech mu pani powic, że on mnie zabije... że ściągnie na siebie karę boską za taką chciwość...-krzyczała i płakała pani baronowa.


Pani Stawska, bardzo zmieszana, odpowiedziała baronowej, że w żaden sposób nie może mówić o tym z Wokulskim.


- Nie znam go... Zaledwie raz był u nas... Zresztą, czy wypada mi wtrącać się do podobnych rzeczy?


- O, pani wszystko mogłaby z nim zrobić - odparła baronowa.- Ale jeżeli pani nie chce uratować mnie od śmierci - wola boska... Niech więc pani przynajmniej spełni chrześcijański obowiązek i powie temu człowiekowi, jak jestem dla pani życzliwa...


Pani Stawka usłyszawszy to podniosła się z krzesła, ażeby wyjść. Ale baronowa rzuciła jej się na szyję i tak przepraszała, tak zaklinała, aby jej przebaczyć, że zacnej pani Helenie łzy zakręciły się w oczach i została.


Opowiedziawszy to wszystko pani Stawka zakończyła pytaniem, które miało ton jakby prośby:


- Więc pan Wokulski nie chce sprzedać tej kamienicy?


- Owszem - odpowiedziałem rozdrażniony - sprzeda kamienicę, sprzeda sklep... Wszystko sprzeda...


Mocny rumieniec oblał twarz pani Stawskiej ; odwróciła krzesło tyłem do lampy i spytała cichym głosem:


- Dlaczego?...


- Albo ja wiem! - rzekłem czując tę okrutną przyjemność, jaką sprawia dręczenie bliźnich. - Albo ja wiem!... Mówią, że chce się żenić...


- Aha - wtrąciła pani Misiewiczowa. - Mówią coś o pannie Łęckiej.


- Czy to prawda?..: - szepnęła pani Stawska. Nagle przycisnęła ręką piersi, jakby jej tchu zabrakło, i wyszła do drugiego pokoju.


"Ładny interes! - pomyślałem. - Widziała go raz i już mdleje..."


- Nic wiem, po co by on się żenił - rzekłem do pani Misiewiczowej. - Bo on chyba nawet nie może mieć szczęścia do kobiet.


- Ach, co też pan mówi, panie Rzecki! - oburzyła się staruszka.-On nie może mieć szczęścia do kobiet?


- No, przecież nie jest piękny...


- On?... Ależ on kompletnie piękny człow

następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP