Lalka (Bolesław Prus) - Tom Drugi "Lasy, ruiny czary" strona nr 3
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Lalka - Bolesław Prus / Tom Drugi "Lasy, ruiny czary"
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
poprzednia strona
.. Czy pan widzi to wszystko?...
- Widzę, o ile mi pani pokazuje - odpowiedział Wokulski z uśmiechem. - Trzeba jednak mieć bardzo poetycką fantazję, ażeby spostrzec te podobieństwa.
- Doprawdy?... A ja zawsze myślałam, że jestem uosobioną prozą.
- Może być, że jeszcze nie miała pani sposobności odkryć wszystkich swoich zalet - odparł Wokulski, niekontent, że zbliża się do nich panna Felicja.
- Jak to, nie zbieracie państwo rydzów? - dziwiła się panna Felicja. - Cudowne rydze; jest ich takie mnóstwo, że nam nie wystarczy koszyków i będziemy chyba musiały sypać je do bryczki. Dać ci, Belu, koszyk?...
- Dziękuję ci!
- A panu?...
- Nie wiem, czy potrafiłbym odróżnić rydza od muchomora odpowiedział Wokulski.
- Ślicznie! - zawołała panna Fela. - Nie spodziewałam się od pana takiej odpowiedzi... Powiem to babci i poproszę, ażeby żadnemu z panów nie pozwoliła jeść rydzów, a przynajmniej nie te, które ja zbieram.
Kiwnęła głową i odeszła.
- Obraził pan Felcię - rzekła panna Izabela. - To nie godzi się...ona jest panu tak życzliwa.
- Panna Felicja ma przyjemność w zbieraniu rydzów, ja wolę słuchać wykładu pani o lesie.
- Bardzo mi to pochlebia - odpowiedziała, lekko rumieniąc się, panna Izabela - ale jestem pewna, że prędko znudzi pana mój wykład. Bo dla mnie nie zawsze las jest piękny, czasem bywa okropny. Gdybym tu była sama, z pewnością nie widziałabym ulic, kościołów i buduarów. Kiedy jestem sama, las mnie przeraża. Przestaje być dekoracją, a zaczyna być czymś, czego nie rozumiem i czego się boję. Głosy ptaków są jakieś dzikie, czasem podobne do nagłego krzyku boleści, a czasem do śmiechu ze mnie, że weszłam między potwory... Wtedy każde drzewo wydaje mi się istotą żywą, która chce mnie owinąć gałęźmi i udusić; każde ziele w zdradziecki sposób oplątuje mi nogi, ażeby mnie już stąd nie wypuścić... A wszystkiemu temu winien kuzynek Ochocki, który tłomaczył mi, że natura nie jest stworzona dla człowieka..: Według jego teorii wszystko żyje i wszystko żyje dla siebie...
- Ma rację - szepnął Wokulski.
- Jak to, więc i pan w to wierzy? Więc według pana ten las nie jest przeznaczony na pożytek ludziom, ale ma jakieś swoje własne interesa, nie gorsze od naszych...
- Widziałem ogromne lasy, w których człowiek ukazywał się raz na kilka lat, a jednak rosły bujniej aniżeli nasze...
- Ach, niech pan tak nie mówi!... To jest poniżanie wartości ludzkiej, nawet niezgodne z Pismem świętym. Bóg oddał przecie ludziom ziemię na mieszkanie, a rośliny i zwierzęta na pożytek...
- Krótko mówiąc, według pani natura powinna służyć ludziom, a ludzie klasom uprzywilejowanym i utytułowanym?... Nie, pani. I natura, i ludzie żyją dla siebie, i tylko ci mają prawo władać nimi, którzy posiadają więcej sił i więcej pracują. Siła i praca są jedynymi przywilejami na tym świecie. Niejednokrotnie też tysiącletnie, ale bezwładne drzewa upadają pod ciosami kolonistów-dorobkiewiczów, a pomimo to w naturze nie zachodzi żaden przewrót. Siła i praca, pani, nie tytuł i nie urodzenie...
Panna Izabela była rozdrażniona.
- Tu może mi pan mówić - rzekła - co pan chce, tu uwierzę we wszystko, bo dokoła widzę tylko pańskich sprzymierzeńców.
- Czy oni nigdy nie staną się sprzymierzeńcami pani?!
- Nie wiem... może... Tak często teraz słyszę o nich, że kiedyś mogę uwierzyć w ich potęgę.
Weszli na polankę zamkniętą wzgórzami, na których rosły pochylone sosny. Panna Izabela usiadła na pniu ściętego drzewa, a Wokulski niedaleko niej na ziemi. W tej chwili na brzegu polanki ukazała się pani Wąsowska ze Starskim.
- Czy nie chcesz, Belu - wołała - wziąć sobie tego kawalera?
- Protestuję! - odezwał się Starski. - Panna Izabela jest całkiem zadowolona ze swego towarzysza, a ja z mojej towarzyszki...
- Czy tak, Belu?
- Tak, tak! - zawołał Starski.
- Niech będzie t
następna strona
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
|