Lalka (Bolesław Prus) - Tom Drugi "Pamiętnik starego subiekta" strona nr 2

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Lalka - Bolesław Prus / Tom Drugi "Pamiętnik starego subiekta"

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


poprzednia strona

izki i pomyślał chwilę; potem dodał szczególnym tonem:


- Jeszcze wczoraj... myliłem się...


Wyrazy te zastanowiły mnie w przykry sposób. Spojrzałem na Stacha z uwagą i ogarnęło mnie zdziwienie. Nigdy bym nie sądził, ażeby człowiek niby to zdrów, a w każdym razie nie raniony, mógł zmienić się tak w przeciągu kilku godzin. Pobladł, oczy zapadły, prawic zdziczał...


- Skądże ta nagła zmiana... projektu? - spytałem czując, że nie o to pytam, co bym chciał wiedzieć.


- Mój kochany - odparł - alboż ty nie wiesz, że nieraz jedno słowo zmienia projekta, nawet ludzi... A nie dopiero cała rozmowa! -dodał szeptem.


Wciąż pakując i zbierając różne graty wyszedł do sali. Upłynęła minuta - nie wracał; dwie... nie wraca... Spojrzałem przez uchylone drzwi zobaczyłem, że stoi oparty o poręcz krzesła patrząc bezmyślnie w okno.


- Stachu... Ocknął się - i znowu powrócił do pakowania zapytując:


- Czego chcesz?


- Tobie coś jest.


- Nic. - Już dawno nie widziałem cię takim.


Uśmiechnął się.


- Zapewne od czasu - odparł - kiedy to dentysta źle wyrwał mi ząb, i w dodatku zdrowy...


- Dziwnie mi wygląda to twoje wybieranie się w drogę - rzekłem. - Może masz mi co powiedzieć?...


- Powiedzieć?... Ach, prawda... W banku mamy około stu dwudziestu tysięcy rubli, więc pieniędzy wam nie zabraknie... Dalej... Cóż dalej?.. - pytał sam siebie. - Aha!... Nie rób już sekretu, że ja kupiłem kamienicę Łęckich. Owszem, zajdź tam i ponaznaczaj komorne według dawnych cen. Pani Krzeszowskiej możesz podnieść jakieś kilkanaście rubli, niech się trochę zirytuje; ale biedaków nie duś... Mieszka tam jakiś szewc, jacyś studenci; bierz od nich, ile dadzą, byle płacili regularnie.


Spojrzał na zegarek, a widząc, że ma jeszcze czas, położył się na szezlongu i leżał milcząc, z rękoma nad głową i przymkniętymi oczyma. Widok ten był nad wszelki wyraz żałosny. Usiadłem mu przy nogach i rzekłem:


- Tobie coś jest, Stachu?... Powiedz, co ci jest. Z gry wiem, że nie pomogę, ale widzisz... Zgryzota jest jak trucizna: dobrze ją wypluć...


Stasiek znowu uśmiechnął się (jak ja nie lubię tych jego półuśmiechów) i po chwili odparł:


- Pamiętam (dawne to dzieje!), siedziałem w jednej izbie z jakimś frantem, który był dziwnie szczery. Opowiadał mi niestworzone rzeczy o swojej rodzinie, o swoich stosunkach, o swoich wielkich czynach, a potem - bardzo uważnie słuchał moich dziejów. No - i dobrze z nich skorzystał...


- Cóż to znaczy?.. - spytałem.


- To znaczy, mój stary, że ponieważ ja nic chcę z ciebie wydobywać żadnych zeznań, więc i przed tobą nie mam potrzeby ich robić.


- Jak to - zawołałem - w taki sposób traktujesz zwierzenie się przed przyjacielem?


- Daj spokój - rzekł podnosząc się z kanapy. - To może dobre, ale dla pensjonarek... Ja zresztą nie mam z czego zwierzać się nawet przed tobą. Jakim ja znużony!... - mruknął przeciągając się.


Teraz dopiero wszedł ten łajdak lokaj: wziął walizę Stacha i dał znać, że konie stoją przed domem. Siedliśmy do powozu, Stach i ja, ale przez drogę do kolei nie zamieniliśmy ani wyrazu. On patrzył na gwiazdy świszcząc przez zęby, a ja myślałem, że jadę - chyba na pogrzeb.


Na dworcu Kolei Wiedeńskiej złapał nas doktór Szuman.


- Jedziesz do Paryża? - zapytał Stacha.


- A ty skąd wiesz?


- O, ja wszystko wiem. Nawet to, że tym samym pociągiem jedzie pan Starski.


Stach wstrząsnął się.


- Co to za człowiek? - rzekł do doktora.


- Próżniak, bankrut... jak zresztą wszyscy oni - odparł Szuman. -No i eks-konkurent... - dodał.


- Wszystko mi jedno. Szuman nie odpowiedział nic, tylko spojrzał spod oka.


Zaczęto dzwonić i świstać. Podróżni tłoczyli się do wagonów; Stach uścisnął nas za ręce.


- Kiedy wracasz? - zapytał go doktór.


- Chciałbym... nigdy - odpowiedział Stach i usiadł do pustego przedzi

następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP