Lalka (Bolesław Prus) - Tom Drugi "Kiełkowanie rozmaitych zasiewów i złudzeń" strona nr 2
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Lalka - Bolesław Prus / Tom Drugi "Kiełkowanie rozmaitych zasiewów i złudzeń"
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
poprzednia strona
ek. Chłopiec skończył szkoły i chce uczyć się na doktora, a i starość za pasem... Bóg i pan wie, co się człowiek napracuje, nim zbierze taki grosz... Musiałbym się drugi raz urodzić, ażeby znowu go zebrać...
Klejn i Lisiecki, obaj ubrani, czekali na wyrok pryncypała.
- Tak - odezwał się Wokulski - firma nie może tracić. Oberman zapłaci.
- Słucham pana - wyszeptał nieszczęśliwy inkasent.
Panowie Klejn i Lisiecki pożegnali się i wyszli. Za nimi, wzdychając zabierał się i Oberman do opuszczenia sklepu. Lecz gdy zostali tylko we trzech, Wokulski dodał szybko:
- Oberman, zapłacisz, a ja ci zwrócę...
Inkasent rzucił mu się do nóg.
- Za pozwoleniem!... za pozwoleniem - przerwał Wokulski podnosząc go. - Jeżeli słówko powiesz komu o naszym układzie, cofnę prezent, uważasz, Oberman?... Inaczej wszyscy zechcą gubić pieniądze. Idź więc do domu i milcz...
- Rozumiem. Niech Bóg zeszle na pana wszystko najlepsze-odparł inkasent i wyszedł, na próżno starając się ukryć radość.
- Już zesłał najlepsze - rzekł Wokulski myśląc o pannie Izabeli. Rzecki był niekontent.
- Wiesz, mój Stachu - odezwał się, gdy zostali sami - że lepiej zrobisz nie mieszając się do sklepu. Z góry wiedziałem, że całej sumy nie każesz mu zwracać; ja sam nie żądałbym tego., Ale ze sto rubli, tytułem kary, powinien był gałgan zapłacić... Zresztą, pal diabli, można mu było i wszystko darować: ale należało choć z parę tygodni utrzymać w niepewności... Inaczej lepiej od razu zamknąć budę.
Wokulski śmiał się.
- Lękałbym się - odparł - gniewu boskiego, gdybym w takim dniu skrzywdził człowieka.
- W jakim dniu?... - spytał Rzecki, szeroko otwierając oczy.
- Mniejsza o to. Dziś dopiero widzę, że trzeba być litościwym.
- Byłeś nim zawsze i aż zanadto - oburzył się pan Ignacy-i przekonasz się, że dla ciebie ludzie takimi nie będą.
- Już są - rzekł Wokulski i podał mu rękę na pożegnanie.
- Już są?... - powtórzył pan Ignacy przedrzeźniając go. - Już są!... Nie życzę ci, abyś potrzebował kiedy wystawiać na próbę ich współczucia...
- Mam je bez prób. Dobranoc.
- Masz!... masz!:. Zobaczymy, jak ono będzie wyglądało w razie potrzeby. Dobranoc, dobranoc... - mówił stary subiekt,' z hałasem chowając księgi.
Wokulski szedł do swego mieszkania i myślał:
"Trzeba nareszcie złożyć wizytę Krzeszowskiemu... Pójdę jutro...W całym znaczeniu przyzwoity człowiek... przeprosił pannę Izabelę. Jutro podziękuję mu i - niech mnie licho weźmie - jeżeli nie spróbuję dopomóc. Choć z takim próżniakiem i letkiewiczem ciężka sprawa...Ale mniejsza o to, spróbuję... On przeprosił pannę Izabelę, ja wydobędę go z długów." Uczucia spokoju i niezachwianej pewności tak w tej chwili górowały nad wszelkimi innymi w duszy Wokulskiego, że gdy wrócił do domu, zamiast marzyć (co mu się zwykle zdarzało), wziął się do roboty. Wy-dobył gruby kajet, już w większej części zapisany, potem książkę z polsko-angielskimi ćwiczeniami i zaczął pisać zdania wymawiając je półgłosem i usiłując jak najdokładniej naśladować nauczyciela swego, pana Wiliama Colinsa.
W kilkuminutowych zaś przerwach myślał to o jutrzejszej wizycie u barona Krzeszowskiego i o sposobie wydobycia go z długów, to o Obermanie, którego wybawił z nieszczęścia.
"Jeżeli błogosławieństwo ma jaką wartość - mówił do siebie-cały kapitał błogosławieństw Obermana, wraz ze składanym procentem, ceduję jej..."
Potem przyszło mu na myśl, że nie jest to zbyt świetnym prezentem dla panny Izabeli - uszczęśliwić jednego tylko człowieka. Całego świata - nie może; ale warto by z okazji bliższego poznania się z panną Izabelą podźwignąć bodaj kilka osób.
"Drugim będzie Krzeszowski - myślał - ale ratować takich zuchów - żadna zasługa... Aha!..." Uderzył się ręką w czoło i porzuciwszy ćwiczenia angielskie wydobył archiwum swoich korespondencyj prywatnych. Była
następna strona
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
|