> - <<on>> - i ci inni" strona nr 3 Szkolne lektury za darmo - on-line, bez oplat, za friko, literatura.">

Lalka (Bolesław Prus) - Tom Drugi "<<ona>> - <<on>> - i ci inni" strona nr 3

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Lalka - Bolesław Prus / Tom Drugi "<<ona>> - <<on>> - i ci inni"

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


poprzednia strona

sa pójdą lepiej, to i wyższy - odparł Wokulski dodając w duchu, że więcej nad piętnaście procent nie mógłby dać komu innemu.


"Filut!... - pomyślał pan Tomasz. - Sam ma ze sto procentów, a mnie daje dwadzieścia..." Głośno jednak rzekł:


- Dobrze, kochany panie Stanisławie. Przyjmuję dwadzieścia procent, bylebyś mi mógł wypłacić z góry.


- Będę płacił z góry... co pół roku - odpowiedział Wokulski lękając się, ażeby pan Tomasz nie wydał pieniędzy zbyt prędko.


- I na to zgoda - rzekł pan Tomasz tonem wielkiej serdeczności. - Wszystkie zaś zyski - dodał z lekkim akcentem - wszystkie zyski wyższe nad dwadzieścia procent, proszę cię, ażebyś nie dawał mi ich do ręki, choćbym... błagał, rozumiesz?... ale żebyś dołączał do kapitału. Niech rośnie, prawda?...


- Panie proszą - rzekł w tej chwili Mikołaj ukazując się we drzwiach gabinetu.


Pan Tomasz uroczyście podniósł się z fotelu i ceremonialnym krokiem wprowadził gościa do salonu.


Później niejednokrotnie Wokulski usiłował zdać sobie sprawę z salonu i ze sposobu, w jaki tam wszedł; ale całości faktu nie mógł sobie przypomnieć. Pamiętał, że przede drzwiami ukłonił się parę razy panu Tomaszowi, że potem owionęła go jakaś miła woń, skutkiem czego ukłonił się damie w kremowej sukni z pąsową różą przy ramieniu, a potem - innej damie wysokiej i czarno ubranej, która patrzyła na niego z przestrachem. Przynajmniej tak mu się zdawało.


Dopiero po chwili spostrzegł, że damą w kremowej sukni była panna Izabela. Siedziała na fotelu, z nieporównanym wdziękiem pochylona w jego stronę, i łagodnie patrząc mu w oczy mówiła:


- Ojciec mój, jako pański wspólnik, będzie musiał odbyć długą praktykę, zanim potrafi zadowolnić pana. W jego imieniu proszę o pobłażliwość.


Wyciągnęła rękę, której Wokulski ledwo śmiał dotknąć.


- Pan Łęcki - odparł - jako wspólnik, potrzebuje mieć tylko zaufanego adwokata i buchaltera, którzy co pewien czas skontrolują rachunki. Reszta należy do nas.


Zdawało mu się, że powiedział coś bardzo głupiego, i zarumienił się.


- Pan musi mieć dużo zajęcia przy takim magazynie... - wtrąciła czarno ubrana panna Florentyna i przestraszyła się jeszcze mocniej.


- Nie tak wiele. Do mnie należy dostarczanie funduszów obrotowych i zawiązywanie stosunków z nabywcami i odbiorcami. Rodzajem zaś towaru i oceną jego wartości zajmuje się administracja sklepu.


- Czy to można w każdym razie spuścić się na obcych - westchnęła panna Florentyna. - Mam doskonałego plenipotenta, a zarazem przyjaciela, który lepiej prowadzi interesa, niżbym ja to potrafił.


- Szczęśliwy jesteś, panie Stanisławie... - pochwycił pan Łęcki. - Nie wyjeżdżasz w tym roku za granicę?


- Chcę być w Paryżu na wystawie.


- Zazdroszczę panu - odezwała się panna Izabela. - Od dwu miesięcy marzę tylko o wystawie paryskiej, ale papa jakoś ale okazuje skłonności do wyjazdu...


- Nasz wyjazd całkowicie zależy od pana Wokulskiego - odpowiedział ojciec. - Radzę ci więc jak najczęściej zapraszać go na obiad i podawać smaczny, ażeby miał dobry humor.


- Zaręczam, że ile razy będzie pan na nas łaskaw, sama zajrzę do kuchni. Czy jednak dobre chęci wystarczą w tym wypadku...


- Z wdzięcznością przyjmuję obietnicę - odparł Wokulski. - Nie wpłynie to jednak na termin wyjazdu państwa do Paryża, ponieważ zależy on tylko od ich woli.


- Merci... - szepnęła panna Izabela.


Wokulski schylił głowę. "Znam ja to <<merci>>! - pomyślał - płaci się za nie kulami..."


- Państwo pozwolą do stołu?... - wtrąciła panna Florentyna. Przeszli do jadalnego pokoju, gdzie na środku stał okrągły stół nakryty na cztery osoby. Wokulski znalazł się przy nim między panną Izabelą i jej ojcem, naprzeciw panny Florentyny. Już był zupełnie spokojny, tak spokojny, że aż go to przerażało. Opuścił go szał miłości nawet pytał sam siebie: czy ona jest kobietą, którą kochał?... Bo cz

następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP