Faraon (Bolesław Prus) - Tom Drugi Rozdział LXIV strona nr 2

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Faraon - Bolesław Prus / Tom Drugi Rozdział LXIV

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


poprzednia strona

ami, a jutro wystąpi z darowizną...


- Od obietnic i podarunków mocniejszą jest trwoga - odparł Herhor.


- Czego oni mają się bać?... Tych trzystu żołnierzy, jakich mamy?


- Ulękną się Ozirisa.


- Ale gdzież on jest?... - pytał wzburzony nomarcha Aa.


- Zobaczycie go wszyscy. A szczęśliwy byłby ten, kto by na ów dzień oślepnął.


    Słowa te wypowiedział Herhor z takim niezachwianym spokojem, że w zgromadzeniu zaległa cisza.


- Ostatecznie cóż jednak robimy?... - zapytał po chwili najwyższy sędzia.


- Faraon - mówił Herhor - chce, ażeby lud napadł na świątynie dwudziestego trzeciego. My zaś musimy sprawić, aby napadnięto nas dwudziestego Paofi.


- Wiecznie żywi bogowie! - znowu zawołał nomarcha Aa wznosząc ręce. - A my po co mamy ściągać nieszczęście na nasze głowy, w dodatku o dwa dni wcześniej?...


- Słuchajcie Herhora - odezwał się stanowczym głosem Mefres - i na wszelki sposób starajcie się, ażeby napad miał miejsce dwudziestego Paofi od rana.


- A jak nas naprawdę rozbiją?... - spytał zmięszany sędzia.


- Jeżeli nie poskutkują zaklęcia Herhora, wówczas ja wezwę bogów na pomoc - odparł Mefres, a w oczach błysnął mu złowrogi ogień.


- Ha! wy arcykapłani macie swoje tajemnice, których nam odsłaniać nie wolno - rzekł wielki sędzia. - Zrobimy więc, co każecie, wywołamy napad dwudziestego... Ale pamiętajcie, że nasza i dzieci naszych krew spadnie na wasze głowy...


- Niech spadnie!...


- Niech się tak stanie!... - zawołali jednocześnie obaj arcykapłani. Po czym dodał Herhor:


- Od dziesięciu lat rządzimy państwem i przez ten czas nikomu z was nie stała się krzywda, a każdej obietnicy dotrzymaliśmy. Bądźcież więc cierpliwi i wierni jeszcze przez kilka dni, aby zobaczyć moc bogów i otrzymać nagrodę.


    Niebawem nomarchowie pożegnali arcykapłanów, nie usiłując nawet ukrywać smutku i niepokoju. Zostali tylko Herhor i Mefres.


    Po dłuższym milczeniu Herhor odezwał się:


- Tak, ten Lykon był dobry, dopóki udawał szalonego. Ale ażeby można go podstawić zamiast Ramzesa?...


- Jeżeli matka nie poznała się na nim - odparł Mefres - więc już musi być bardzo podobny... A siedzieć na tronie, przemówić parę słów do otoczenia to chyba potrafi. Zresztą my będziemy przy nim...


- Strasznie głupi komediant!... - westchnął Herhor trąc czoło.


- Mędrszy on od milionów innych ludzi, gdyż ma podwójny wzrok i wielkie może oddać usługi państwu...


- Ciągle wasza dostojność mówisz mi o tym podwójnym wzroku - odparł Herhor. - Nareszcie niechże ja sam przekonam się o tym...


- Chcesz?... - spytał Mefres. - Więc idźmy... Ale, na bogi, Herhorze, o tym, co zobaczysz, nie wspominaj nawet przed własnym sercem...


    Zeszli do podziemiów świątyni Ptah i znaleźli się w obszernej piwnicy oświetlonej kagańcem. Przy słabym blasku Herhor dojrzał człowieka, który siedząc za stołem jadł. Człowiek miał na sobie kaftan gwardii faraona.


- Lykonie - rzekł Mefres - najwyższy dostojnik państwa chce przekonać się o zdolnościach, jakimi obdarzyli cię bogowie...


    Grek odepchnął misę z jedzeniem i począł mruczeć:


- Przeklęty dzień, w którym moje podeszwy dotknęły waszej ziemi!... Wolałbym pracować w kopalniach i być bity kijami...


- Na to zawsze będzie czas - wtrącił surowo Herhor.


    Grek umilkł i nagle zaczął drżeć zobaczywszy w ręce Mefresa kulkę z ciemnego kryształu. Pobladł, spojrzenie zmętniało mu, na twarz wystąpił pot kroplisty. Jego oczy były utkwione w jeden punkt, jakby przykute do kryształowej kuli.


- Już śpi - rzekł Mefres. - Nie dziwneż to?


- Jeżeli nie udaje.


- Uszczypnij go... ukłuj... nawet sparz... - mówił Mefres.


    Herhor wydobył spod białej szaty sztylet i zamierzył się, jakby chcąc uderzyć Lykona między oczy. Ale Grek nie poruszył się

następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP