Faraon (Bolesław Prus) - Tom Drugi Rozdział LX0 strona nr 2
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Faraon - Bolesław Prus / Tom Drugi Rozdział LX0
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
poprzednia strona
i się, rzekł:
- Zapewne wiecie, że świątynie zażądały, abym zwrócił im fundusze, które pożyczył od nich mój wiecznie żyjący ojciec. Każdy dług jest świętym, ten zaś, który należy się bogom, rad bym spłacić najpierwej. Ale skarb mój jest pusty, bo nawet podatki nieregularnie wpływają...
Z tego powodu uważam, że państwo jest w niebezpieczeństwie, i -jestem zmuszony zwrócić się po fundusze do skarbów przechowywanych w Labiryncie.
Dwaj kapłani niespokojnie poruszyli się.
- Wiem - ciągnął faraon - że według naszych świętych praw, mój dekret nie wystarczy do otworzenia nam piwnic Labiryntu. Lecz kapłani tamtejsi objaśnili mnie: co powinienem zrobić? Oto - muszę zwołać przedstawicieli wszystkich stanów Egiptu, po trzynastu ludzi z każdego stanu, i uzyskać od nich potwierdzenie mojej woli...
Faraon w tym miejscu uśmiechnął się i zakończył:
- Dziś wezwałem was, abyście mi pomogli zwołać to zgromadzenie stanów, i oto, co wam rozkazuję:
Ty, dostojny Semie, wybierzesz mi trzynastu kapłanów i trzynastu nomarchów... Ty, pobożny Pentuerze, sprowadzisz z różnych nomesów trzynastu rolników i trzynastu rzemieślników... Tutmozis dostarczy trzynastu oficerów i trzynastu szlachty, a książę Hiram zajmie się tym, ażebym miał trzynastu kupców.
Życzę sobie, ażeby zgromadzenie to jak najprędzej zebrało się w moim pałacu w Memfis i nie tracąc czasu na próżnym gadaniu uznało, że Labirynt powinien dostarczyć funduszów memu skarbowi...
- Ośmielę się przypomnieć waszej świątobliwości - wtrącił arcykapłan Sem - że na tym zgromadzeniu muszą być: dostojny Herhor i dostojny Mefres, i że służy im prawo, a nawet mają obowiązek sprzeciwiać się naruszeniu skarbca w Labiryncie.
- Owszem, zgadzam się na to najzupełniej! - żywo odparł faraon. - Oni powiedzą swoje powody, ja moje. Zaś zgromadzenie osądzi: czy może istnieć państwo bez pieniędzy i czy jest rozsądnie dusić skarby w piwnicach, podczas gdy rządowi grozi bankructwo?
- Kilkoma szafirami z tych, jakie leżą w Labiryncie, można by spłacić wszystkie długi fenickie!... - rzekł Hiram. - Ja zaraz idę między kupców i wnet dostarczę nie trzynastu, ale trzynaście tysięcy takich, którzy będą głosowali na rozkazy waszej świątobliwości...
To powiedziawszy Fenicjanin upadł na ziemię i pożegnał władcę.
Gdy Hiram wyszedł, arcykapłan Sem odezwał się:
- Nie wiem, czy dobrze stało się, że na tej naradzie był cudzoziemiec?
- Musiał być!... - zawołał faraon. - Bo on nie tylko ma wielki wpływ na naszych kupców, ale, co ważniejsza, on dziś dostarcza nam pieniędzy... Chciałem go przekonać, że myślę o jego należnościach i mam środki do pokrycia ich...
Nastało milczenie, z którego skorzystał Pentuer mówiąc:
- Jeżeli wasza świątobliwość pozwoli, ja zaraz wyjadę, ażeby zająć się zgromadzeniem rolników i rzemieślników. Wszyscy oni będą głosowali za naszym panem, ale spośród mnóstwa trzeba wybrać najmędrszych.
Pożegnał faraona i wyszedł.
- A ty, Tutmozisie?... - spytał Ramzes.
- Panie mój - rzekł ulubieniec - jestem tak pewny twojej szlachty i wojska, że zamiast mówić o nich ośmielę się zanieść do ciebie moją własną prośbę...
- Chcesz pieniędzy?
- Wcale nie. Chcę żenić się...
- Ty?... - zawołał faraon. - Któraż kobieta zasłużyła u bogów na podobne szczęście?
- Jest to piękna Hebron, córka najdostojniejszego nomarchy tebańskiego - Antefa... - odparł śmiejąc się Tutmozis. - Jeżeli wasza świątobliwość raczysz oświadczyć mnie tej czcigodnej rodzinie... Chciałem powiedzieć, że moja miłość dla was zwiększy się... ale dam spokój, bo skłamałbym...
Faraon poklepał go po ramieniu.
- No... no!... tylko mnie nie zapewniaj o tym, czego jestem pewny - rzekł. - Pojadę jutro do Antefa i, przez bogi, zdaje mi się,
następna strona
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
|