Faraon (Bolesław Prus) - Tom Drugi Rozdział LI strona nr 3

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Faraon - Bolesław Prus / Tom Drugi Rozdział LI

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


poprzednia strona

rł Herhor.


    Przez złocone, szeroko otwarte drzwi po marmurowych schodach jego świątobliwość wszedł na taras i podniósłszy ręce zwrócił się kolejno ku czterem okolicom świata. Odezwały się głosy trąb i ze szczytu pylonów wywieszono chorągwie. Kto był w polu, na dziedzińcu czy na ulicy - padał na twarz; kij podniesiony nad grzbietem bydlęcia czy niewolnika opuszczał się bez szkody, a wszyscy przestępcy państwowi, jakich skazano tego dnia, otrzymali ułaskawienie.


    Schodząc z tarasu władca zapytał:


- Czy mam jeszcze co do spełnienia?


- Oczekuje na waszą świątobliwość posiłek i sprawy państwa - odezwał się Herhor.


- Więc mogę odpocząć - rzekł faraon. - Gdzie są zwłoki mego świątobliwego ojca?


- Oddane balsamistom... - szepnął Herhor.


    Faraonowi oczy wezbrały łzami i drgnęły usta. Ale pohamował się i milcząc patrzył w ziemię. Było rzeczą nieprzystojną, ażeby słudzy widzieli wzruszenie tak potężnego władcy.


    Chcąc zwrócić uwagę pana na inny przedmiot Herhor wtrącił:


- Czy wasza świątobliwość raczy przyjąć należny hołd od królowej matki?


- Ja?... ja mam przyjmować hołdy od mojej matki?... - rzekł zdławionym głosem faraon.


    A chcąc koniecznie uspokoić się, dodał z przymuszonym uśmiechem:


- Wasza dostojność zapomniałeś, co mówi mędrzec Eney?... Może święty Sem powtórzy nam te piękne słowa o matce...


- "Pamiętaj - cytował Sem - że urodziła cię i na wszystkie sposoby karmiła."


- Mów dalej... mów!... - nalegał pan wciąż usiłując zapanować nad sobą.


    "Gdybyś o tym zapomniał, ona podniesie ręce swoje do boga, a on skargę jej usłyszy. Długo nosiła cię pod sercem, jak wielki ciężar, i porodziła po upłynięciu twoich miesięcy. Nosiła cię potem na plecach i przez trzy lata pierś swą wkładała w twoje usta. Tak cię wychowała nie brzydząc się twego niechlujstwa. A gdy poszedłeś do szkół i w pismach byłeś ćwiczony, przed twoim przełożonym stawała co dzień z chlebem i piwem domu swego."


    Faraon głęboko odetchnął i rzekł spokojniej:


- Widzicie więc, że nie godzi się, aby mnie witała matka moja. Ja to raczej pójdę do niej...


    I poszedł przez szereg sal wykładanych marmurem, alabastrem i drzwem, malowanych jaskrawymi farbami, rzeźbionych i złoconych, a za nim - jego ogromna świta. Lecz zbliżywszy się do przedpokoju matki, dał znak, aby go zostawiono samego.


    Minął przedpokój, chwilę zatrzymał się pode drzwiami, potem zapukał i wszedł cicho.


    W izbie o nagich ścianach, w której zamiast sprzętów był niski tapczan i nadtłuczony dzban z wodą, wszystko na znak żałoby, siedziała na kamieniu matka faraona, królowa Nikotris. Była w grubej koszuli, boso; miała czoło umazane błotem z Nilu i popiół w poplątanych włosach.


    Zobaczywszy Ramzesa czcigodna pani schyliła się, aby mu upaść do nóg. Ale syn pochwycił ją w objęcia i rzekł z płaczem:


- Jeżeli ty, matko, zniżysz się przede mną do ziemi, ja przed tobą będę musiał zejść chyba pod ziemię...


    Królowa przytuliła jego głowę do piersi, otarła mu łzy rękawem swojej grubej koszuli, a potem wzniósłszy ręce szepnęła:


- Niechaj wszyscy bogowie, niechaj duch ojca i dziada twego otoczą cię opieką i błogosławieństwem... O Izydo, nigdy nie skąpiłam ci ofiar, ale dziś robię największą... Oddaję ci mego miłego syna... Niech ten mój syn królewski stanie się niepodzielnie twoim synem, a jego słowa i potęga niech pomnożą twoje boskie dziedzictwo...


    Pan wiele razy uściskał i ucałował królowę, wreszcie usadowił ją na tapczanie, a sam usiadł na kamieniu.


- Czy zostawił mi ojciec jakie rozkazy? - zapytał.


- Prosił cię tylko o pamięć, a do najwyższej rady powiedział te słowa: "Zostawiam wam następcę, który jest lwem i orłem w jednej osobie; słuchajcie go, a

następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP