Faraon (Bolesław Prus) - Tom Drugi Rozdział XLII strona nr 3
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Faraon - Bolesław Prus / Tom Drugi Rozdział XLII
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
poprzednia strona
ili w oknie, które było na pierwszym piętrze, mignął jakiś cień. Potem rozległ się szelest i ze dworu na środek pokoju skoczył książę Ramzes.
Kama osłupiała. Nagle schwyciła się za głowę, a w jej oczach odmalował się - strach bezgraniczny.
- Lykon?... - szepnęła chwytając się za głowę. - Lykon, tyś tu?... Zginiesz!... Ścigają cię...
- Wiem - odparł Grek śmiejąc się szyderczo. - Ścigają mnie wszyscy Fenicjanie i cała policja jego świątobliwości...
Mimo to - dodał - jestem u ciebie i byłem u twego pana...
- Byłeś u księcia?...
- Tak, w jego własnej komnacie... I zostawiłbym sztylet w piersi, gdyby złe duchy nie usunęły go... Widocznie twój kochanek poszedł do innej kobiety, nie do ciebie...
- Czego tu chcesz?... Uciekaj!... - szeptała Kama.
- Ale z tobą odparł. - Na ulicy czeka wóz, którym dojedziemy do Nilu, a tam moja barka...
- Oszalałeś!... Ależ miasto i drogi pełne wojska...
- Właśnie dlatego mogłem wejść do pałacu i oboje wymkniemy się najłatwiej - mówił Lykon. - Zbierz wszystkie kosztowności... Wnet wrócę i zabiorę cię...
- Gdzie idziesz?...
- Poszukam twego pana - odparł. - Nie odejdę przecie bez zostawienia mu pamiątki...
- Tyś szalony...
- Milcz!.. - przerwał blady z gniewu. - Jeszcze go chcesz bronić?...
Fenicjanka zadumała się, zacisnęła pięści, a w jej oczach błysnęło złowrogie światło.
- A jeżeli nie znajdziesz go?... - spytała.
- To zabiję paru śpiących jego żołnierzy... podpalę pałac... - Zresztą - czy ja wiem, co zrobię?... Ale bez pamiątki nie odejdę...
Wielkie oczy Fenicjanki miały tak okropny wyraz, że Lykon zdziwił się.
- Co tobie?... - spytał.
- Nic. Słuchaj. Nigdy nie byłeś tak podobny do księcia jak dziś!... Jeżeli więc chcesz zrobić coś dobrego...
Zbliżyła twarz do jego ucha i zaczęła szeptać.
Grek słuchał zdumiony.
- Kobieto - rzekł - najgorsze duchy mówią przez ciebie... Tak, na niego zwróci się podejrzenie...
- To lepsze aniżeli sztylet - odparła ze śmiechem. - Co?..
- Nigdy nie wpadłbym na taki pomysł!... A może lepiej oboje?...
- Nie!... Ona niech żyje... To będzie moja zemsta...
- Cóż za przewrotna dusza!... - szepnął Lykon. - Ale podobasz mi się... Po królewsku zapłacimy im...
Cofnął się do okna i zniknął. Kama wychyliła się za nim i rozgorączkowana, zapomniawszy o sobie, słuchała.
Może w kwadrans po odejściu Lykona w stronie gaju figowego rozległ się przeraźliwy krzyk kobiecy. Powtórzył się parę razy i ucichł.
Fenicjankę, zamiast spodziewanej radości, ogarnął strach. Upadła na kolana i obłąkanymi oczyma wpatrywała się w ciemny ogród.
Na dole rozległ się cichy bieg, zatrzeszczał słup ganku i w oknie znowu ukazał się Lykon w ciemnym płaszczu. Gwałtownie dyszał i ręce mu drżały.
- Gdzie klejnoty?... - szepnął.
- Daj mi spokój - odparła.
Grek pochwycił ją za kark.
- Nędznico!... - rzekł - czy nie rozumiesz, że nim słońce wejdzie, uwiężą cię i za parę dni uduszą?...
- Jestem chora...
- Gdzie klejnoty?...
- Stoją pod łóżkiem.
Lykon wszedł do komnaty, przy świetle kaganka wydobył ciężką skrzyneczkę, zarzucił na Kamę płaszcz i targnął ją za ramię.
- Zabieraj się. Gdzie są drzwi, którymi wchodzi do ciebie ten... ten twój pan?...
- Zostaw mnie...
Grek pochylił się nad nią i szeptał:
- Aha!... myślisz, że cię tu zostawię?... Dziś tyle dbam o ciebie, co o sukę, która węch straciła... Ale musisz iść ze mną... Niech dowie się twój pan, że jest ktoś lepszy od niego. On wykradł kapłankę bogini, a ja zabieram kochankę jemu...
- Mówię ci, że jestem chora...
Grek wydoby
następna strona
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
|