Faraon (Bolesław Prus) - Tom Pierwszy Rozdział XXXIII strona nr 2

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Faraon - Bolesław Prus / Tom Pierwszy Rozdział XXXIII

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


poprzednia strona

niezmierne bogactwa nie są własnością faraona...


- Ciszej !... ciszej !... - szeptał Tutmozis.


- Ależ ciągle milczę, ciągle mam twarz pogodną, więc pozwól mi się wygadać choć ty... Zresztą nawet w najwyższej radzie miałbym prawo powiedzieć, że w tym Egipcie, który niepodzielnie należy do mego ojca ja jego następca i namiestnik, musiałem pożyczyć sto talentów od jakiegoś tyryjskiego książątka... Nie jestże to hańba!...


- Ale skądże ci to dziś przyszło?... - szeptał Tutmozis, pragnąc jak najrychlej zakończyć niebezpieczną rozmowę.


- Skąd?... - powtórzył książę i umilkł, aby znowu pogrążyć się w zadumie.


    "Niewiele jeszcze znaczyłoby - myślał - gdyby tylko mnie oszukiwali: jestem dopiero następcą faraona i nie do wszystkich tajemnic mogę być dopuszczany. Ale kto mi powie, że oni w taki sam sposób nie postępowali z moim czcigodnym ojcem?... Trzydzieści kilka lat ufał im nieograniczenie, korzył się przed cudami, składał hojne ofiary bogom, po to... ażeby jego majątek i władza przeszła w ręce ambitnych filutów... I nikt mu oczu nie otworzył... Boć faraon nie może, jak ja, wchodzić w nocy do świątyń fenickich, bo w końcu do jego świątobliwości nikt nie ma przystępu...


    A kto mnie dziś zapewni, że kapłaństwo nie dąży do obalenia tronu, jak to powiedział Hiram?... Wszakże ojciec ostrzegł mnie, że Fenicjanie są najprawdomówniejsi, gdy mają w tym interes. I z pewnością, że mają interes, ażeby nie być wypędzonymi z Egiptu i nie dostać się pod władzę Asyrii... Asyria, stado wściekłych lwów!... Kędy oni przejdą, nic nie zostanie oprócz zwalisk i trupów, jak po pożarze!...


    Nagle Ramzes podniósł głowę: z daleka doleciał go odgłos fletów i rogów.


- Co to znaczy? - zapytał Tutmozisa.


- Wielka nowina!... - odparł dworak z uśmiechem. - Azjaci witają znakomitego pielgrzyma, aż z Babilonu...


- Z Babilonu?... Kto on?...


- Nazywa się Sargon...


- Sargon?... - przerwał książę. - Sargon!... aha! cha!... - zaczął się śmiać. - Czymże on jest?...


- Ma być wielkim dostojnikiem na dworze króla Assara. Prowadzi ze sobą dziesięć słoni, stada najpiękniejszych rumaków pustynnych, tłumy niewolników i sług.


- A po co on tu przyjeżdża?


- Pokłonić się cudownej bogini Astoreth, którą czci cała Azja - odparł Tutmozis.


- Cha!... cha!... cha!... - śmiał się książę przypomniawszy sobie zapowiedź Hirama o przyjeździe asyryjskiego posła. - Sargon... cha!... cha!... Sargon, powinowaty króla Assara, zrobił się nagle tak pobożnym, że na całe miesiące puszcza się w niewygodną podróż, byle uczcić boginią Astoreth w Pi-Bast... Ależ w Niniwie znalazłby większych bogów i uczeńszych kapłanów... Cha!... cha! cha!


    Tutmozis ze zdumieniem patrzył na księcia.


- Co tobie, Ramzesie?...


- Oto cud! - mówił książę - jakiego chyba nie zapisały kronikí żadnej świątyni... Tylko pomyśl, Tutmozisie... W chwili gdy najbardziej zastanawiasz się nad pytaniem: w jaki sposób złapać złodzieja, który cię wciąż okrada? - w takiej chwili - ów złodziej znowu pakuje ręce do twojej skrzyni, w twoich oczach, przy tysiącu świadków... Cha! cha! cha!... Sargon - pobożny pielgrzym!...


- Nic nie rozumiem... - szeptał zakłopotany Tutmozis.


- I nie potrzebujesz rozumieć - odparł namiestnik. - Zapamiętaj tylko, że Sargon przyjechał tu na pobożne praktyki do świętej Astoreth...


- Zdaje mi się, że wszystko, o czym mówisz - rzekł zniżając głos Tutmozis - że wszystko to są rzeczy bardzo niebezpieczne...


- Toteż nie wspominaj o nich nikomu.


- Że ja nie wspomnę, tego chyba jesteś pewny, ale czy ty, książę, sam się nie zdradzisz... Jesteś prędki jak błyskawica....


    Następca położył mu rękę na ramieniu.


- Bądź spokojny - rzekł patrząc mu w oczy. - Obyście mi tylko dochowali wierności, wy, szlachta i wojsko, a zobaczycie dziwne wypadki i... skończą się dl

następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP