Faraon (Bolesław Prus) - Tom Pierwszy Rozdział XXXII strona nr 2
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Faraon - Bolesław Prus / Tom Pierwszy Rozdział XXXII
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
poprzednia strona
go młodzika.
Mefres był nawet pewny, że książę poważnie myśli o wypędzeniu Fenicjan z Egiptu, a tymczasem i on sam, i jego dworzanie zaciągają długi, aby ich nigdy nie spłacić. Przez ten czas świątynia Astarty, jej liczne ogrody i dziedzińce roiły się od tłumu pobożnych. Co dzień, jeżeli nie co godzina, z głębi Azji, mimo strasznego upału, nadciągała do wielkiej bogini jakaś kompania pielgrzymów.
Dziwni to byli pielgrzymowie. Zmęczeni, zlani potem, okryci kurzem szli z muzyką tańcząc i śpiewając niekiedy bardzo wszeteczne piosenki. Dzień upływał im na pijatyce, noc na wyuzdanej rozpuście ku czci bogini Astoreth. Każdą taką kompanię można było nie tylko poznać, ale wyczuć z daleka: nieśli bowiem ogromne bukiety ciągle świeżych kwiatów w rękach, a - zdechłe w ciągu roku koty w węzełkach.
Koty te oddawali pobożni do balsamowania lub wypychania paraszytom mieszkającym pod Pi-Bast, a następnie odnosili je z powrotem do domów, jako szanowne relikwie.
W początkach miesiąca Misori (maj-czerwiec) książę Hiram zawiadomił Ramzesa, że tego dnia wieczorem może przyjść do fenickiej świątyni Astoreth. Gdy po zachodzie słońca ściemniło się na ulicach, namiestnik przypiąwszy krótki miecz do boku włożył płaszcz z kapturem i nie dostrzeżony przez nikogo ze służby wymknął się do domu Hirama.
Stary magnat czekał na niego.
- Cóż - rzekł z uśmiechem - nie boisz się, wasza dostojność, wchodzić do fenickiej świątyni, gdzie na ołtarzu zasiada okrucieństwo, a służy mu przewrotność?
- Bać się?... - spytał Ramzes patrząc na niego prawie z pogardą. - Astoreth nie jest Baalem ani ja dzieckiem, które można wrzucić w rozpalony brzuch waszego boga.
- I książę wierzysz temu?
Ramzes wruszył ramionami.
- Naoczny i wiarogodny świadek - odparł - opowiadał mi o waszych ofiarach z dzieci. Pewnego czasu burza rozbiła wam kilkanaście statków. Natychmiast kapłani tyryjscy ogłosili nabożeństwo, na które zebrał się tłum ludu...
Książę mówił z widocznym wzburzeniem.
- Przed świątynią Baala, na wzniesieniu, siedział ogromny śpiżowy posąg z głową wołu. Jego brzuch był rozpalony do czerwoności. Wtedy, na rozkaz waszych kapłanów, głupie matki fenickie zaczęły składać najpiękniejsze dzieci u stóp okrutnego boga...
- Samych chłopców - wtrącił Hiram.
- Tak, samych chłopców - powtórzył książę. - Kapłani skrapiali każde dziecko wonnościami, ubierali w kwiaty, a wówczas posąg chwytał je śpiżowymi rękoma, otwierał paszczę i pożerał krzyczącego wniebogłosy... Za każdym razem z ust boga wybuchały płomienie.
Hiram śmiał się cicho.
- I wasza dostojność wierzysz temu?
- Opowiadał mi to, powtarzam, człowiek, który nigdy nie kłamie.
- Mówił to, co istotnie widział - odparł Hiram. - Czy jednak nie zastanowiło go, że żadna z matek, którym palono dzieci, nie płakała?
- Istotnie zadziwiła go ta obojętność kobiet, zawsze gotowych do wylewania łez, nawet nad zdechłą kurą. Dowodzi to jednak wielkiego okrucieństwa w waszym narodzie.
Stary Fenicjanin kiwał głową.
- Dawnoż to było? - spytał.
- Przed kilkoma laty.
- No - powoli mówił Hiram -jeżeli wasza dostojność zechcesz kiedy odwiedzić Tyr, będę miał zaszczyt pokazać wam taką uroczystość...
- Nie chcę jej widzieć!...
- Następnie zaś pójdziemy na inne podwórze świątyni, gdzie książę zobaczy bardzo piękną szkołę, a w niej - zdrowych i wesołych tych samych chłopców, których przed kilkoma laty spalono...
- Jak to?... - zawołał Ramzes - więc oni nie zginęli?...
- Żyją i rosną na tęgich marynarzy. Gdy wasza dostojność zostaniesz świątobliwością - obyś żył wiecznie! - może niejeden z nich będzie prowadził twoje okręty.
- Więc oszukujecie wasz lud?... - roześmiał się książę.
- My nikogo nie oszukujemy - o
następna strona
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
|