Faraon (Bolesław Prus) - Tom Pierwszy Rozdział XXV strona nr 2
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Faraon - Bolesław Prus / Tom Pierwszy Rozdział XXV
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
poprzednia strona
a będę czekał na niego?
- Nie ma go w tym pokoju, ale jest w trzecim, u mojej żony - odparł gospodarz. - On teraz składa wizytę mojej żonie.
- Ja tam nie pójdę!... - rzekł bankier siadając na kanapie.
- Pójdziesz do drugiego pokoju, a on w tej samej chwili także tam wejdzie.
Po krótkim oporze Dagon ustąpił, a w chwilę później, na znak gospodarza domu, wszedł do drugiej komnaty. Jednocześnie z dalszych pokojów wysunął się niewysoki człowiek z siwą brodą, ubrany w złocistą togę i złotą obręcz na głowie.
- Oto jest - rzekł gospodarz stojąc na środku - oto jest jego miłość książę Hiram, członek najwyższej rady tyryjskiej... Oto jest dostojny Dagon, bankier księcia następcy tronu i namiestnika w Dolnym Egipcie.
Dwaj dostojnicy ukłonili się sobie z założonymi na piersiach rękoma i usiedli przy oddzielnych stolikach, na środku sali. Hiram nieco odsunął togę, aby ukazać wielki złoty medal na swej szyi, w odpowiedzi na co Dagon zaczął bawić się grubym złotym łańcuchem, który otrzymał od księcia Ramzesa.
- Ja, Hiram - odezwał się starzec - pozdrawiam pana, panie Dagon, życzę panu dużego majątku i powodzenia w interesach.
- Ja, Dagon, pozdrawiam pana, panie Hiram, i życzę panu tego samego, co pan mnie życzy...
- Już się pan chcesz kłócić?... - przerwał zirytowany Hiram.
- Gdzie ja się kłócę?... Rabsun, ty powiedz, czy ja się kłócę?...
- Lepiej niech wasze dostojności mówią o interesach - odparł gospodarz.
Po chwili namysłu Hiram zaczął:
- Przyjaciele pańscy z Tyru bardzo pozdrawiają pana przeze mnie.
- Oni tylko to przysłali mi? - spytał drwiącym tonem Dagon.
- Co pan chcesz, żeby oni panu przysyłali?.. - odparł Hiram podnosząc głos.
- Cicho!... Zgoda!.. - wtrącił gospodarz.
Hiram kilka razy głębiej odetchnął i rzekł:
- To prawda, że nam potrzebna zgoda... Ciężkie czasy nadchodzą dla Fenicji...
- Czy morze zatopiło wam Tyr albo Sydon?.. - spytał z uśmiechem Dagon.
Hiram splunął i zapytał:
- Coś pan taki zły dzisiaj?...
- Ja zawsze jestem zły, jak mnie nie nazywają - dostojnością...
- A dlaczego pan nie nazywasz mnie miłością?... Ja przecie jestem książę!...
- Może w Fenicji - odparł Dagon. - Ale już w Asyrii, u lada satrapy czekasz pan w sieniach trzy dni na posłuchanie, a kiedy cię przyjmą, leżysz na brzuchu jak każdy handlarz fenicki.
- A pan co byś robił wobec dzikiego człowieka, który może pana na pal wbić?... - zakrzyczał Hiram.
- Co ja bym robił, nie wiem - rzekł Dagon. - Ale w Egipcie ja sobie siedzę na jednej kanapie z następcą tronu, który dziś jest namiestnikiem.
- Zgoda, wasza dostojność!... Zgoda, wasza miłość!... - reflektował ich gospodarz.
- Zgoda!... zgoda, że ten pan jest zwyczajny fenicki handlarz, a mnie nie chce oddać szacunku... - zawołał Dagon.
- Ja mam sto okrętów!... - wrzasnął Hiram.
- A jego świątobliwość faraon ma dwadzieścia tysięcy miast, miasteczek i osad....
- Wasze dostojności utopicie ten interes i całą Fenicję!.. - odezwał się już podniesionym głosem Rabsun.
Hiram zacisnął pięści, lecz umilkł i odpoczął.
- Musisz jednak przyznać, wasza dostojność - rzekł po chwili do Dagona - że z tych dwudziestu tysięcy miast jego świątobliwość niewiele ma naprawdę.
- Chcesz powiedzieć, wasza miłość - odparł Dagon, że siedm tysięcy miast należy do świątyń i siedm tysięcy do wielkich panów?... Zawsze jednak jego świątobliwości zostaje siedm tysięcy na czysto.
- Nie bardzo! Bo jak z tego wasza dostojność odejmiesz ze trzy tysiące, które są w zastawie u kapłanów, i ze dwa tysiące w dzierżawie u naszych Fenicjan...
- Mówi prawdę, wasza miłość - rzekł Dagon. - Zawsze jednak jego świątobliwości zostaje ze dwa tysiące miast bardzo bogatych...
- Czy was T
następna strona
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
|