Faraon (Bolesław Prus) - Tom Pierwszy Rozdział XVII strona nr 2
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Faraon - Bolesław Prus / Tom Pierwszy Rozdział XVII
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
poprzednia strona
wyjeździe do dóbr położonych w Dolnym Egipcie, obok morza.
W takim nastroju ducha znalazł go Tutmozis, który pewnego dnia na paradnym dworskim statku przyjechał do następcy z wezwaniem od faraona. Jego świątobliwość wracał z Tebów i pragnął, ażeby następca tronu wyjechał naprzeciw powitać go.
Książę drżał, bladł i rumienił się, gdy czytał łaskawy list pana i władcy. Był tak wzruszony, że nawet nie zauważył nowej kolosalnej peruki Tutmozisa, wydającej ze siebie piętnaście różnych zapachów, nie spostrzegł jego tuniki i płaszcza, delikatniejszego od mgły, ani sandałów zdobnych złotem i paciorkami.
Po niejakim czasie Ramzes ochłonął i nie patrząc na Tutmozisa rzekł :
- Cóżeś tak dawno nie był u mnie? Czy przestraszyła cię niełaska, w jaką wpadłem?...
- Bogowie! - zawołał elegant. - A kiedyżeś ty był w niełasce i u kogo? Każdy goniec jego świątobliwości zapytywał, jak się miewasz, zaś czcigodna pani Nikotris i jego dostojność Herhor kilka razy podpływali do twego domu licząc, że zrobisz ku nim choć sto kroków, gdy oni zrobili parę tysięcy... O wojsku już nie wspominam. Żołnierze twoich pułków jak palmy milczą podczas musztry i nie wychodzą z koszar, a dostojny Patrokles ze zmartwienia całe dnie pije i klnie...
A więc książę nie był w niełasce, a jeżeli był, to już się skończyła!... Ta myśl podziałała na Ramzesa jak puchar dobrego wina. Szybko wykąpał się i namaścił, włożył nową bieliznę, wojskowy kaftan i hełm z piórami i poszedł do Sary, która blada, leżała pod opieką Tafet. Sara aż krzyknęła zobaczywszy księcia tak ubranego. Usiadła i schwyciwszy go rękoma za szyję poczęła szeptać:
- Ty odjeżdżasz, panie mój?... Ty już nie wrócisz!...
- A to dlaczego? - zdziwił się następca. - Czyliż raz odjeżdżałem i wracałem?...
- Pamiętam cię tak samo odzianym tam... w naszej dolince... - mówiła Sara. - O, gdzież te czasy!... Tak prędko przeszły, a tak dawno minęły.
- Ależ wrócę i przywiozę ci najznakomitszego lekarza.
- Po co?.. - wtrąciła Tafet. - Ona jest zdrowa, pawica moja... jej trzeba tylko odpocząć... A lekarze egipscy wpędzą ją w prawdziwą chorobę...
Książę nawet nie spojrzał na gadatliwą kobietę.
- To był mój najszczęśliwszy miesiąc z tobą - mówiła Sara tuląc się do Ramzesa - ale nie przyniósł mi szczęścia.
Na statku królewskim zatrąbiono powtarzając sygnał dany w górze rzeki.
Sara wstrząsnęła się.
- O, czy słyszysz, panie, te straszne głosy?... Słyszysz i uśmiechasz się... i biada mi, wyrywasz się z moich objęć... Kiedy trąbki wołają, nic cię nie zatrzyma, a już najmniej twoja niewolnica...
- Chciałażbyś, ażebym zawsze słuchał gdakania kur folwarcznych?.. - przerwał zniecierpliwiony książę.
- Bądź zdrowa i wesoło czekaj na mnie...
Sara wypuściła go z objęć i spojrzała tak żałośnie, że następca złagodniał i pogłaskał ją.
- No, bądźże spokojna... - mówił. - Boisz się głosu naszych trąb... Alboż one wtedy złą były wróżbą?...
- Panie - odezwała się Sara - ja wiem, że oni cię tam zatrzymają... Więc zrób mi ostatnią łaskę... Dam ci - mówiła szlochając - dam ci klatkę gołąbków... One tu urodziły się i porosły... Więc... ile razy wspomnisz o słudze twej, otwórz klatkę i wypuść jednego ptaka... On mi wiadomość przyniesie od ciebie, a ja... ucałuję go... upieszczę, jak... jak... No, już idź!
Książę uścisnął ją i wyszedł do statku polecając swojemu Murzynowi, aby zaczekał na gołębie Sary i dopędził go w lekkim czółnie.
Na widok następcy odezwały się bębny i piszczałki, a osada podniosła wielki krzyk. Znalazłszy się między żołnierzami, książę głęboko odetchnął i przeciągnął ręce, jakby uwolnione z powrozów.
- No - rzekł do Tutmozisa - dokuczyły mi już baby, i Żydzi... Ozirisie!... lepiej każ mnie natychmiast upiec p
następna strona
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
|