Faraon (Bolesław Prus) - Tom Pierwszy Rozdział XV strona nr 2

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Faraon - Bolesław Prus / Tom Pierwszy Rozdział XV

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


poprzednia strona

że lepiej, aby zapłacił karę... Utena czy drachmę, jak rozkaże wasza dostojność - wtrącił naczelny rządca.


- Owszem, niech płaci karę... - odparł książę po chwilowym zawahaniu się.


- A teraz może by dać kije pewnej liczbie niesforniejszych, ażeby lepiej pamiętali miłościwy rozkaz?... - szepnął rządca.


- Owszem, można dać niesforniejszym kije.


- Ośmielam się zrobić uwagę waszej dostojności - szeptał wciąż pochylony rządca - że chłopi przez pewien czas istotnie mówili o zniesieniu podatków, buntowani przez jakiegoś nieznanego człowieka, ale od paru dni nagle ucichli.


- No, więc w takim razie można im nie dawać kijów - zauważył Ramzes.


- Chyba w formie zapobiegawczej?... - wtrącił rządca.


- Czy nie szkoda kijów?


- Tego towaru nigdy nam nie zabraknie.


- W każdym razie... z umiarkowaniem - upominał go książę. - Nie chcę... nie chcę, ażeby do jego świątobliwości doszło, że bez potrzeby dręczę chłopów... Za buntownicze gawędy trzeba bić i ściągać kary pieniężne, ale gdy nie ma powodu, można okazać się wspaniałomyślnym.


- Rozumiem - odparł rządca patrząc w oczy księciu. - Niech tyle krzyczą ile potrzeba, ażeby nie szeptali bluźnierstw...


    Obie te mowy: do Patroklesa i do rządcy, obiegły Egipt. Po odjeździe urzędnika książę ziewnął i oglądając się dokoła znudzonym wzrokiem rzekł do siebie:


    "Zrobiłem, com mógł... A teraz nic nie będę robił, o ile potrafię..."


    W tej chwili od strony budynków folwarcznych doleciał księcia cichy jęk i gęste uderzenia. Ramzes odwrócił głowę i zobaczył, że dozorca parobków, Ezechiel, syn Rubena, wali kijem jednego ze swoich podwładnych uspokajając go przy tym:


- A cicho!... a milcz, ty podłe bydlę!


    Bity zaś parobek, leżąc na ziemi, zatykał ręką usta, aby nie krzyczeć.


    Książę w pierwszej chwili rzucił się jak pantera w stronę budynków. Nagle stanął.


- Cóż mu zrobię?... - szepnął. - Przecież to folwark Sary, a ten Żyd jest jej krewnym...


    Przygryzł usta i skrył się między drzewami, tym bardziej że egzekucja była już skończona.


    "Więc to tak gospodarują pokorni Żydzi?... - myślał książę. - Więc to tak?... Na mnie patrzy jak wystraszony pies, a bije parobków?... Czy oni wszyscy tacy?.."


    I pierwszy raz zbudziło się w duszy Ramzesa podejrzenie, że i Sara pod pozorami dobroci może ukrywać obłudę.


    W Sarze istotnie zachodziły pewne zmiany, przede wszystkim moralne.


    Od pierwszej chwili, kiedy spotkała księcia w pustynnej dolince, Ramzes podobał się jej. Lecz uczucie to naraz umilkło pod wpływem ogłuszającej wiadomości, że ten piękny chłopiec jest synem faraona i następcą tronu. Gdy zaś Tutmozis ułożył się z Gedeonem o zabranie jej do domu księcia, Sara wpadła w stan oszołomienia. Za żadne skarby, za cenę życia nie wyrzekłaby się Ramzesa, lecz - nie można powiedzieć, ażeby go kochała w tej epoce. Miłość potrzebuje swobody i czasu do wydania najpiękniejszych kwiatów; jej zaś nie zostawiono ani czasu, ani swobody. Jednego dnia poznała księcia, nazajutrz porwano ją, prawie nie pytając o zdanie, i przeniesiono do willi za Memfisem. A w parę dni została kochanką, zdziwiona, przerażona, nie pojmująca, co się z nią dzieje.


    Nadto, zanim zdążyła oswoić się z nowymi wrażeniami, zatrwożyła ją niechęć okolicznego ludu do niej, do Żydówki, potem wizyta jakichś nieznajomych pań, wreszcie napad na folwark.


    To, że Ramzes ujął się za nią i chciał rzucić się na napastników, przestraszyło ją jeszcze bardziej. Traciła przytomność na myśl, że znajduje się w ręku tak gwałtownego i potężnego człowieka, który, gdyby mu się podobało, miał prawo przelewać cudzą krew, zabijać...


    Sara na chwilę wpadła w rozpacz; zdawało się jej, że oszaleje słysząc groźne rozkazy księcia, kt

następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP