Faraon (Bolesław Prus) - Tom Pierwszy Rozdział X0 strona nr 2

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Faraon - Bolesław Prus / Tom Pierwszy Rozdział X0

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


poprzednia strona

pski... Za twoją wiarę w słowa kapłana, za posłuszeństwo faraonowi i następcy, za cześć, jaką oddajecie słudze bożemu, spełni się nad wami łaska. Idźcie do domów waszych w pokoju, a może, nim zejdziecie z tego pagórka, Nil zacznie przybierać...


- Oby się tak stało!...


- Idźcie!... Im większa będzie wiara i pobożność wasza, tym prędzej ujrzycie znak łaski...


- Idźmy!... Idźmy!... Bądź błogosławiony, proroku, synu proroków... - Zaczęli rozchodzić się całując szaty kapłana. Wtem ktoś krzyknął: - Cud!... spełnia się cud!..:


- Na wieży w Memfis zapalono światło... Nil przybiera!... Patrzcie, coraz więcej świateł!... Zaprawdę, przemawiał do nas wielki święty... Żyj wiecznie!...


    Zwrócono się do kapłana, ale ten zniknął wśród cieniów.


    Tłum niedawno rozjątrzony, a przed chwilą zdumiony i przejęty wdzięcznością, zapomniał i o swoim gniewie, i o kapłanie cudotwórcy. Opanowała ich szalona radość i zaczęli biec pędem ku brzegowi rzeki, nad którym już zapłonęły liczne ogniska i rozlegał się wielki śpiew zebranego ludu:


    "Bądź pozdrowiony, o Nilu, o święta rzeko, która objawiłaś się na tej ziemi. Przychodzisz w pokoju, aby dać życie Egiptowi. O boże ukryty, który rozpraszasz ciemności, który skrapiasz łąki, aby przynieść pokarm niemym zwierzętom. O drogo, schodząca z niebios, ażeby napoić ziemię, o przyjacielu chleba, który rozweselasz chaty... Ty jesteś władcą ryb, a gdy zstąpisz na nasze pola, żaden ptak nie ośmieli się dotknąć zbiorów. Ty jesteś twórcą zboża i rodzicielem jęczmienia; ty dajesz odpoczynek rękom milionów nieszczęśliwych i na wieki utrwalasz świątynie."


    W tym czasie oświetlona łódź następcy tronu przypłynęła od tamtego brzegu, wśród okrzyków i śpiewów. Ci sami, którzy pół godziny temu chcieli wedrzeć się do willi księcia, teraz padali przed nim na twarz albo rzucali się w wodę, aby całować wiosła i boki statku, który przywiózł syna władcy Egiptu.


    Wesoły, otoczony pochodniami Ramzes w towarzystwie Tutmozisa wszedł do domu Sary. Na jego widok Gedeon rzekł do Tafet:


- Boję się bardzo o moją córkę, ale jeszcze bardziej nie chcę spotykać się z jej panem...


    Przeskoczył mur i wśród ciemności, przez ogród i pola, poszedł w stronę Memfisu.


    Na dziedzińcu wołał Tutmozis:


- Witaj, piękna Saro!... Spodziewam się, że nas dobrze podejmiesz za muzykę, którą ci przysłałem...


    W progu ukazała się Sara z obwiązaną głową, wsparta na Murzynie i służebnicy.


- Co to znaczy? - spytał zdumiony książę.


- Straszne rzeczy!.. - zawołała Tafet. - Poganie napadli twój dom, a jeden uderzył kamieniem Sarę...


- Jacy poganie?...


- A ci... Egipcjanie! - objaśniła Tafet.


    Książę rzucił jej spojrzenie pełne wzgardy. Lecz wnet opanowała go wściekłość.


- Kto uderzył Sarę?... Kto rzucił kamień?... - krzyknął chwytając za ramię Murzyna.


- Tamci znad rzeki... - odparł niewolnik.


- Hej, dozorcy!... - wołał zapieniony książę - uzbroić mi wszystkich ludzi na folwarku i dalej na tę zgraję!..


    Murzyn znowu pochwycił swój topór, dozorcy zaczęli wywoływać parobków z zabudowań, a kilku żołnierzy ze świty księcia machinalnie poprawili miecze.


- Na miłość boską, co chcesz uczynić?... - szepnęła Sara wieszając się na szyi księcia.


- Chcę pomścić cię... - odparł. - Kto uderza w moją własność, we mnie uderza... Tutmozis pobladł i kręcił głową.


- Słuchaj, panie - odezwał się - a jakże po nocy i w tłumie poznasz ludzi, którzy dopuścili się zbrodni?


- Wszystko mi jedno... Motłoch to zrobił i motłoch będzie odpowiadał...


- Tak nie powie żaden sędzia - reflektował Tutmozis. - A przecie ty masz być najwyższym sędzią...


    Książę zamyślił się; jego towarzysz mówił dalej:


- Zastanów się, co by jutro powiedzi

następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP